piątek, 28 grudnia 2012

03. To smutne, że osoba którą darzymy jakimś silnym uczuciem tak po prostu o tobie zapomina i traktuje cię jak powietrze.

Oderwałam się delikatnie od nich i spojrzałam na każdego po kolei. Uśmiechnęłam się lekko.
-Dziękuję - wyszeptałam.
-Za co ty nam dziękujesz ? - spytała lekko zdziwiona Becca.
-Za to, że jesteście, za to, że mi pomagacie w ciężkich chwilach, że mnie pocieszacie gdy mam kiepski humor. Nie wiem co bym bez was zrobiła - uśmiechnęłam się pociągając nosem - kocham was najmocniej na świecie.
-My ciebie też i pamiętaj co by się nie stało zawsze możesz na nas liczyć - powiedzieli.
Uśmiechnęłam się po raz kolejny. Tacy przyjaciele to skarb. Za nic bym ich nie wymieniła.
-To co ? Idziemy na te lody co mieliśmy iść ? - spytałam, bo chciałam sobie poprawić humor.
-Jasne, ale ja chcę czekoladowe z polewą toffi i kolorową posypką z dwoma waflami w dużym pucharku - rozmarzył się Chris - o i do tego wielka pepsi z lodem - marzył dalej.
-Lody i pepsi  może jeszcze frytki do tego ? Stary ja wiedziałem, że jesteś dziwny, ale teraz to już w ogóle. Kto normalny je lody popijając pepsi ? - Jey się zamyślił - a no tak ! Ty nie jesteś normalny.
Wszyscy parsknęli śmiechem nawet i Chris. W świetnych humorach poszliśmy do lodziarni, która była dwie przecznice stąd. Szliśmy cały czas się z czegoś śmiejąc, bo Beadles opowiadał nam o swojej ostatniej wizycie u babci.
-No i jak przyjechałem to ona chciała mnie wycałować i wyściskać jak to miała w zwyczaju więc ja uciekłem, a ona zaczęła mnie gonić. Wbiegłem do jej pokoju i chciałem się schować w jej szafie, ale ona była zamknięta. Zacząłem ciągnąć za klamkę, ale zamiast ją otworzyć to ta szafa  na mnie spadła. Myślałem, że tam umrę - wszyscy normalnie dusili się śmiechem.
-Oj Beadles ty to masz pecha - aż się popłakałam ze śmiechu.
-No ale to jeszcze nic..ona weszła do tego pokoju i nawet się nie skapnęła, że szafa jest przewrócona. Darłem się jak głupi, ale na marne. Dopiero po godzinie dziadek mi pomógł stamtąd wyjść.
-To twoja babcia jest głucha ? - spytał Jey nie wyrabiając ze śmiechu.
-No jak widać i do tego jeszcze ślepa. Ja już tam nie jadę, a co jak ta sytuacja się powtórzy ? - przejęty zaczął wymachiwać rękami.
-Człowieku weź wyjdź.. - Jey schował twarz w dłoniach kręcąc przy tym głową śmiał się jak głupi.
-Co ? Przecież tu nie ma drzwi - spojrzał na niego zdziwiony.
-Są takie niewidzialne, ale ty je zobaczysz bez problemu - zaczął się lać.
Ja z Beccą już tam sikałyśmy ze śmiechu, ach te sprzeczki pomiędzy Jeyem i Chrisem. Christian udaje głupka, a Jeydon mu dogaduje. Za to ich właśnie kocham.
-Zamknij ryj ! - krzyknął Wale do Beadlesa.
-Sam zamknij ja nie mam ryja ! - zaczęli się przekrzykiwać. W sumie jak zawsze.
-Ludzie zachowujecie się jak dzieci więc ogarnijcie dupy matoły - Rebecca cały czas się z nich śmiała, a ja razem z nią. Tak wygląda każde nasze wyjście gdziekolwiek. Ludzie zawsze myślą, że jesteśmy jacyś psychiczni no, w sumie ja się im nie dziwię. Doszliśmy już do tej lodziarni i zamówiliśmy to co chcieliśmy czyli ja lody śmietankowe z kolorową posypką, Becca pistacjowe, Jey czekoladowe z polewą czekoladową, a Beadles to co chciał wcześniej. Usiedliśmy do stolika i czekaliśmy na nasze zamówienie. Wszyscy rozsiedli się wygodnie na swoich miejscach. Christian zaczął robić wieżę z serwetek, a ubaw miał przy tym jak 5 latek. Pokręciłam zrezygnowana głową. Poczułam, że coś mi wibruje w kieszeni. Wyciągnęłam telefon z moich spodenek i spojrzałam na wyświetlacz. Jakiś numer nieznany. Wstałam od stolika.
-Ja zaraz wracam, bo ktoś do mnie dzwoni i Chris...proszę cię nie zjedź moich lodów tak jak ostatnio - wywróciłam oczami na samo to wspomnienie.
-Ja nic nie obiecuję - uśmiechnął się słodko. Ja tylko pokręciłam zrezygnowana głową i wyszłam z pomieszczenia odbierając przy tym telefon.
-Hallo ? - spytałam do słuchawki.
-Lia ? - usłyszałam w słuchawce znajomy głos.
-David ? - zdziwiłam się, że dzwoni - co się stało, że dzwonisz ?
-Chciałem się spytać, czy masz może dzisiaj wolny wieczór ? - spytał
Westchnęłam do słuchawki.
-Już coś ci mówiłam na ten temat.. - przerwał mi.
-Wiem to, ale nie mówiłaś nic, że nie mogę próbować i tak prędzej czy później się ze mną umówisz - właśnie w tej chwili mogłam sobie wyobrazić ten jego chytry uśmieszek, który można powiedzieć, że mnie irytuje.
-Nie umówię się z tobą zrozum to wreszcie. Nie chcę być nie miła i sprawiać ci przykrości, ale nic z tego nie będzie..przykro mi - westchnęłam.
-Ja i tak się nie poddam będę się starał - drążył dalej.
-Skończ..proszę cię nie psuj mi i ty humoru i tak już mam go zepsuty - powiedziałam już lekko wkurzona.
-A co się takiego stało ? - starał się być taki troskliwy, ale ja dobrze wiedziałam, że tylko udaje.
-Nic takiego nie chce mi się gadać pa - nie czekając na jego odpowiedź rozłączyłam się. Oparłam się o ścianę budynku i cicho westchnęłam przymykając na chwilę oczy. Przed oczami stanęła mi sylwetka Justina jeszcze z przed czterech lat. Tego prawdziwego Justina w którym się zakochałam. Ile ja bym oddała, żeby on wrócił. Żeby tu stanął i było jak dawniej, ale wiem, że tak już nigdy nie będzie. Po co ludzie kochają skoro miłość nie przynosi przyjemności tylko cierpienie ? Prawdziwa miłość zdarza się tylko w filmach, a to nie film, to jest rzeczywistość. Gdy człowiek dozna miłości to nigdy tak na prawdę nie będzie szczęśliwy. Miłość jest piękna, ale nie jest prosta. Miłość jest egoistyczna, trudna i okrutna. Przynosi wiele bólu i czasami, wiele strat. To po co ludzie kochają skoro na tym tracą ? Co prawda to piękne uczucie, gdy osoba którą kochamy to odwzajemnia, ale rzadko się tak zdarza. To co my z tym możemy zrobić ? Nic. Nie możemy rozkochać kogoś na siłę. Wszystko co nam pozostaje to czekać na krok tej drugiej osoby. Czyli ja powinnam czekać aż Justin się we mnie zakocha ? Przecież to wiadome, że on tego nigdy nie zrobi jak on nawet nie pamięta o moim istnieniu. To smutne, że osoba którą darzymy jakimś silnym uczuciem tak po prostu o tobie zapomina i traktuje cię jak powietrze. Jakby w ogóle cię nie znała. Jakbyś był dla niej obcym człowiekiem. To boli, nawet bardzo, ale nic nie możemy na to poradzić. To nie była nasza decyzja. Stałam tak nie wiem z ile, ale zapewne o wiele za długo. Westchnęłam i weszłam z powrotem do środka. Rozejrzałam się po lodziarni, a mój wzrok napotkał znajome twarze aż za bardzo znajome. Zacisnęłam usta i ręce w pięści. Starałam się nie zwracać na nich uwagi i udawać, że ich nie widzę. Przeszłam koło ich stolika obojętnie, a w duchu się modliłam żeby mnie nie zawołał, ale moje modlitwy poszły na marne.
-Nathalie ! Cześć miło cię widzieć. Co tam ? - spytał Chaz.
Tak. On jako jedyny miał kontakt z Justinem. Chyba jako jedyny wiedział jaki on teraz jest.
Odwróciłam się w ich stronę. Dokleiłam sobie sztuczny uśmiech.
-Chaz ! Przepraszam nie poznałam cię - zaśmiałam się - u mnie dobrze przyszłam z przyjaciółmi na lody, a co u ciebie ?
Starałam się nie patrzeć w stronę szatyna, który przez jakiś czas dziwnie mi się przyglądał.
-Po staremu. Również przyszliśmy na lody - uśmiechnął się pokazując na Justina ręką. Dopiero teraz na niego spojrzałam, a w moich oczach znowu stanęły łzy. Więc spuściłam głowę.
-No JB czemu się nic nie odzywasz ?  Byś się odezwał - szturchnął go w ramię.
-Zamknij się Chaz - syknął.
-Wiecie co ja sobie pójdę - odeszłam od ich stolika nawet nie czekając na odpowiedź od żadnego. Po prostu czułam, że tam dłużej nie wytrzymam. Poszłam do stolika gdzie siedzieli moi przyjaciele.


Patrzyłem na nią tępym wzrokiem, bo zdawało mi się, że skądś ją znam, ale nie umiałem sobie za nic przypomnieć. Pamiętam tylko, że dzisiaj na mnie wpadła jak jechała na desce. Byłem dla niej wredny może trochę za wredny, ale taka już moja natura. Może powinienem ją przeprosić ? No co ty....ja jestem Justin Bieber. Ja nikogo nie przepraszam. Nienawidzę przyznawać się do błędu. Wolę jak ludzie się przede mną płaszczą, a nie ja przed nimi. Chociaż kiedyś byłem inny..Nie, nie, nie, nie będę powracał do przeszłości, gdy nie miałem nic, a ludzie się śmiali w moją twarz. Teraz to ja jestem kimś, a oni nikim. Teraz to ja się im śmieję w twarz. Wiem, że moje zachowanie jest sprzeczne, ale jak ja mam się inaczej zachować ? Udawać, że nic się nie stało i iść dalej ? Może i powinienem, ale tak nie potrafię. Nie potrafię zapomnieć żadnej krzywdy którą mi ludzie wyrządzili. Może dlatego teraz taki bezduszny jestem ? Bez uczuć i współczucia dla innych ? Nie mam pojęcia, ale nie mam zamiaru się zmieniać jest mi dobrze tak jak jest. Poczułem szturchanie w ramię. Spojrzałem się wrednym wzrokiem na Chaza.
-No JB czemu się nie odzywasz ? Byś się odezwał - wywróciłem oczami bo nie lubiłem jak ktoś mi przerywał moje przemyślenia.
-Zamknij się Chaz - syknąłem.
Byłem wredny dla niego. Wiem, wiem, ale zawsze dla niego starałem się być taki jak byłem kiedyś, ale zmieniłem się. Nawet bardzo więc ciężko mi jest powrócić do tego co było kiedyś.
-Wiecie co ja sobie pójdę - powiedziała drobna blondynka której imienia nie pamiętam. Wstała od stolika i podeszła do innego. Coś w niej było co mi się spodobało. Nie, nie Justin ogarnij się. Spojrzałem na Chaza.
-Przepraszam Cię - powiedziałem to chociaż trochę mi ciężko było to przyznać, ale jak już wspomniałem staram się być przy nim taki jak mnie poznał 7 lat temu.
-Nie no spoko - uśmiechnął się - co się z tobą dzieje ? - spytał.
-O co ci chodzi ? - zdziwiłem się.
-Czemu się do niej nie odezwałeś ? - wypytywał.
-Czemu miałbym się do niej odzywać skoro jej nie znam ? - wywróciłem oczami.
-Ty jej na prawdę nie poznałeś ? Na prawdę ? - pokręcił głową z nie dowierzaniem.
-Do czego ty zmierzasz Chaz ? Kto to był ? - trochę byłem zdezorientowany.
-Nie. Ja ci nic nie powiem i tak prędzej czy później się dowiesz - uśmiechnął się lekko.
-No weż Somers...gadaj co to za laska - dopytywałem się bo ciekawość i niewiedza zżerała mnie od środka. Strasznie nie lubiłem być czegoś niepewny lub czegoś nie wiedzieć.
-Nic ci nie powiem. Sam się tego dowiesz skoro cię to tak bardzo ciekawi i interesuje - jedno co nas łączyło to, to, że oboje byliśmy uparci. Oboje trzymaliśmy się swojego zdania. Co zawsze mnie w nim drażniło. Wywróciłem po raz kolejny oczami. Dowiem się kto to jest. Prędzej czy później. Chociaż trochę się tego boję. Moment ja się czegoś boję ? Nie no śmieszny jestem. Ja się niczego nie boję. No dobra są takie rzeczy których się boję, ale ja w to już nie wnikam. Spojrzałem się jeszcze raz na tą blondynkę i zacząłem się jej przez jakiś czas przyglądać. Może coś mi się przypomni ?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz