-Boże... - położyłem rękę na ustach.
-Co ? Przypomniałeś sobie coś ? - spytał Chaz uśmiechając się drwiąco.
-Nie..to znaczy tak.. - pokręciłem głową z niedowierzaniem - czy...czy to.. Beadles ? - wskazałem palcem na śmiejącego się od ucha do ucha chłopaka, który podrzucał do góry serwetkę i w nią dmuchał. Zaśmiałem się wywracając oczami.
-Tak, a ten czarnowłosy to Jeydon pamiętasz go ? - spytał.
-Tak..jak mógłbym go zapomnieć - uśmiechnąłem się lekko.
-A ta blondynka z krótkimi włosami..to Rebecca - tam spojrzał na Beccę uśmiechając się przy tym. Widać, że mu się podobała.
-To Becca ? Jej...jak ona się zmieniła o mało jej nie poznałem - zaśmiałem się lekko. Cieszyłem się, że mogłem ich znowu zobaczyć po tylu latach. Ale jedno mnie zastanawiało. Kim była drobna blondynka o niebieskich oczach i ślicznym uśmiechu ? Ja powiedziałem ślicznym ? Coś jest już ze mną nie tak.
-Pacz Justin..przypomniałeś sobie, Chrisa, Jeya i Beccę, a jej - wskazał na nią palcem - nie umiesz sobie przypomnieć ? - wywrócił oczami.
-No właśnie nie... nie umiem jej sobie skojarzyć z żadną dziewczyną z którą się kiedyś zadawałem a było ich bardzo niewiele - westchnąłem.
-A z kim się tak bardzo przyjaźniłeś ? - spytał.
-No z tobą, Bealesem, Wale, Rebeccą i... - urwałem, bo zacząłem sobie coś analizować, ale to przecież nie możliwe. Spojrzałem jeszcze raz na blondynkę - Nathalie ? - powiedziałem tak cicho że ledwo to sam usłyszałem.
-I kim ? Bo chyba nie usłyszałem - ponaglił mnie.
-Nathalie, ale to nie możliwe. Ona zawsze miała krótkie brązowe włosy i w ogóle inaczej wyglądała - pokręciłem głową z dezaprobatą.
-To ona - uśmiechnął się do mnie jakoś dziwnie. No o co chodzi temu człowiekowi ?
Nie..ja nie wierzę...byłem taki...taki wredny dla mojej Nathalie. Mojej ? Nigdy nie była moja, ale była moją najlepszą przyjaciółką. Przecież ona sobie na to nie zasłużyła. Czy ja mam wyrzuty sumienia ? Ja ? Przez te cztery lata miałem wszystko i wszystkich w gdzieś. Byłem uodporniony na cierpienie i nigdy, ale to nigdy nie miałem wyrzutów sumienia. Czyżby teraz miało się coś zmienić ? Po tym jednym głupim spotkaniu z nią coś się we mnie zmieniło. Co ona ze mną robi ? Czyżby cząstka starego Justina wróciła ? Nie..nie o czym ja myślę. Nigdy nie będę taki jak byłem kiedyś. To chyba była chwila słabości, że zacząłem o tym myśleć. Zacząłem toczyć walkę z moim rozumem.
Usiadłam na swoim miejscu gdzie wcześniej siedziałam czyli koło Chrisa.
-Gdzie ty byłaś nie było ciebie z godzinę w tym czasie on - wskazała na Beadlesa palcem - zjadł swoje lody, twoje i zaczął moje podjadać - wywróciła oczami zirytowana Becca.
Spojrzałam na Beadlesa karcącym spojrzeniem lecz po chwili zaśmiałam się. Pokręciłam tylko bezradnie głową.
-Wiesz co.. - spojrzałam na niego.
-No co ? Miały się rozpuścić ? - próbował się jakoś bronić.
-Tak..tak.. - wywróciłam oczami - a no wiesz..mówiłam, że mi telefon dzwonił to poszłam odebrać - spojrzałam na Beccę.
-Rozmawiałaś aż godzinę ? - uśmiechnęła się cwanie - no przyznaj się kto ci dzwonił.
-A weź się.. - zaśmiałam się - nikt szczególny tylko David jak zwykle mi głowę zawraca
Westchnęłam.
-Weź się z nim umów on jest ładny i w ogóle - uśmiechnęła się.
-Nie chcę.. - spuściłam głowę.
-No weź.. nie miałaś chłopaka od dawna. Może akurat coś z tego będzie więc nie możesz się załamywać tylko żyć i iść dalej - Rebecca dalej drążyła temat.
-Nie umówię się z nim...nie chcę z nim być więc nie chcę mu robić nadziei - pokręciłam głową.
-No jak chcesz.. - spojrzała się w stronę stolika gdzie siedzieli Chaz z Bieberem. Przyłożyła rękę do twarzy - czy..czy to jest.. - przerwałam jej.
-Tak..to on - westchnęłam i spojrzałam w jego stronę, a nasze spojrzenia się spotkały. Przyglądał mi się jakby próbował coś rozszyfrować. Spuściłam wzrok. Zauważyłam, że wszyscy patrzeli w tamtą stronę.
-Zmienił się - odparł Jey - z wyglądu.
-Z charakteru też..to nie jest ten Justin z którym się przyjaźniliśmy, to jakaś zapatrzona w siebie gwiazdka - powiedziałam smutno.
-Nie przejmuj się - poklepał mnie po ramieniu Chris.
-Łatwo ci to mówić... w ogóle dzisiaj gadałam z Chazem - uśmiechnęłam się lekko.
-Kiedy ? - spytali równocześnie.
-Zanim do was przyszłam to mnie zaczepił więc z nim chwilę pogadałam, a on nic.. nawet głupiego hej nie powiedział. Na początku myślałam, że mnie wtedy nie poznał, że tak mi powiedział...dobra nie ważne, ale teraz to patrzył na mnie jakby pierwszy raz w życiu mnie widział. Zapomniał o mnie.. - kilka łez spłynęło mi po policzkach, ale je wytarłam.
-Co ci wtedy powiedział ? - spytał Jey. Nie byłam pewna czy mu to powiedzieć, czy zatrzymać to dla siebie, ale przecież to mój przyjaciel.
-Jak na niego wpadłam..to tak się wkurzył, że chciał wezwać ochronę. Później zażądał ode mnie przeprosin i wyzywał, że jestem niemową - zacisnęłam usta.
-Nie no..ta diva dostanie zaraz ode mnie po gębie - już wstał z miejsca.
-Jeydon...uspokój się.. nie warto - złapałam go za rękę.
-Ale mam powoli dosyć jego zachowania - przerwałam mu.
-Ale to od razu nie jest powód żeby go bić - westchnęłam po raz kolejny tego dnia.
Patrzył raz na mnie, a raz na niego - proszę - szepnęłam.On tylko wywrócił oczami na moje słowa i usiadł z powrotem na swoim miejscu. Siedzieliśmy jeszcze w tej lodziarni z godzinę i postanowiliśmy wrócić do domu.
-Ale ten weekend szybko zleciał pamiętam jak niedawno się zaczynał - westchnęłam.
-No dokładnie, a już jutro do szkoły - skrzywił się Beadles na samą myśl o szkole.
-Nawet mi nie gadaj sama tam nie chcę iść - spojrzałam na niego.
Wracaliśmy sami, bo Becca i Jey poszli już do domu. Więc Chris mnie odprowadził, bo ma po drodze. Po jakiś 10 minutach doszliśmy pod mój dom.
-A więc jutro 7:30 co nie ? - spytał.
-Tak więc do jutra - pożegnałam się z nim buziakiem w policzek i weszłam do domu.
-Wróciłam ! - wydarłam się na cały dom oznajmiając rodzicom, że już jestem, ale tak jak myślałam. Nikogo w domu nie było. Weszłam po schodach na górę do swojego pokoju po drodze biorąc szklankę i karton z sokiem z kuchni. Weszłam do swojego pokoju zamykając drzwi za sobą. Rzuciłam się na łóżko. Wzięłam swojego laptopa i go włączyłam. Weszłam na facebooka i inne strony społecznościowe, ale gdy już miałam wylogować się z twettera to jeden tweet przykuł moją uwagę. Przeczytałam go z dwa razy i nie mogłam uwierzyć własnym oczom. "Przepraszam Cię za moje zachowanie... uwierz, że nie chciałem być taki wobec ciebie i mam nadzieję, że jeszcze będę miał okazję z tobą porozmawiać." Tak..to Justin dodał tego tweeta Zdziwiło mnie to nieco. Bo odkąd posiada twettera to przeprosił może ze dwa razy. Tak śledzę go od dłuższego czasu, ale jeszcze mnie nigdy nie follownął. W sumie czemu ja się nie dziwię. Pokręciłam głową i dodałam swojego tweeta. "Żałuję, że cię spotkałam. Wcale mi to radości nie dało. ;c" Po dodaniu tego wylogowałam się. Wzięłam swoją piżamę która składała się z krótkich spodenek i koszulki na ramiączkach. Weszłam do łazienki, umyłam się, zmyłam dzisiejszy makijaż i ubrałam się. Wychodząc z łazienki przejrzałam się jeszcze raz w lustrze poprawiając włosy. Weszłam z powrotem do swojego pokoju i położyłam się do łóżka. Przymknęłam oczy zasypiając w dość szybkim tempie.
Usiadłam na swoim miejscu gdzie wcześniej siedziałam czyli koło Chrisa.
-Gdzie ty byłaś nie było ciebie z godzinę w tym czasie on - wskazała na Beadlesa palcem - zjadł swoje lody, twoje i zaczął moje podjadać - wywróciła oczami zirytowana Becca.
Spojrzałam na Beadlesa karcącym spojrzeniem lecz po chwili zaśmiałam się. Pokręciłam tylko bezradnie głową.
-Wiesz co.. - spojrzałam na niego.
-No co ? Miały się rozpuścić ? - próbował się jakoś bronić.
-Tak..tak.. - wywróciłam oczami - a no wiesz..mówiłam, że mi telefon dzwonił to poszłam odebrać - spojrzałam na Beccę.
-Rozmawiałaś aż godzinę ? - uśmiechnęła się cwanie - no przyznaj się kto ci dzwonił.
-A weź się.. - zaśmiałam się - nikt szczególny tylko David jak zwykle mi głowę zawraca
Westchnęłam.
-Weź się z nim umów on jest ładny i w ogóle - uśmiechnęła się.
-Nie chcę.. - spuściłam głowę.
-No weź.. nie miałaś chłopaka od dawna. Może akurat coś z tego będzie więc nie możesz się załamywać tylko żyć i iść dalej - Rebecca dalej drążyła temat.
-Nie umówię się z nim...nie chcę z nim być więc nie chcę mu robić nadziei - pokręciłam głową.
-No jak chcesz.. - spojrzała się w stronę stolika gdzie siedzieli Chaz z Bieberem. Przyłożyła rękę do twarzy - czy..czy to jest.. - przerwałam jej.
-Tak..to on - westchnęłam i spojrzałam w jego stronę, a nasze spojrzenia się spotkały. Przyglądał mi się jakby próbował coś rozszyfrować. Spuściłam wzrok. Zauważyłam, że wszyscy patrzeli w tamtą stronę.
-Zmienił się - odparł Jey - z wyglądu.
-Z charakteru też..to nie jest ten Justin z którym się przyjaźniliśmy, to jakaś zapatrzona w siebie gwiazdka - powiedziałam smutno.
-Nie przejmuj się - poklepał mnie po ramieniu Chris.
-Łatwo ci to mówić... w ogóle dzisiaj gadałam z Chazem - uśmiechnęłam się lekko.
-Kiedy ? - spytali równocześnie.
-Zanim do was przyszłam to mnie zaczepił więc z nim chwilę pogadałam, a on nic.. nawet głupiego hej nie powiedział. Na początku myślałam, że mnie wtedy nie poznał, że tak mi powiedział...dobra nie ważne, ale teraz to patrzył na mnie jakby pierwszy raz w życiu mnie widział. Zapomniał o mnie.. - kilka łez spłynęło mi po policzkach, ale je wytarłam.
-Co ci wtedy powiedział ? - spytał Jey. Nie byłam pewna czy mu to powiedzieć, czy zatrzymać to dla siebie, ale przecież to mój przyjaciel.
-Jak na niego wpadłam..to tak się wkurzył, że chciał wezwać ochronę. Później zażądał ode mnie przeprosin i wyzywał, że jestem niemową - zacisnęłam usta.
-Nie no..ta diva dostanie zaraz ode mnie po gębie - już wstał z miejsca.
-Jeydon...uspokój się.. nie warto - złapałam go za rękę.
-Ale mam powoli dosyć jego zachowania - przerwałam mu.
-Ale to od razu nie jest powód żeby go bić - westchnęłam po raz kolejny tego dnia.
Patrzył raz na mnie, a raz na niego - proszę - szepnęłam.On tylko wywrócił oczami na moje słowa i usiadł z powrotem na swoim miejscu. Siedzieliśmy jeszcze w tej lodziarni z godzinę i postanowiliśmy wrócić do domu.
-Ale ten weekend szybko zleciał pamiętam jak niedawno się zaczynał - westchnęłam.
-No dokładnie, a już jutro do szkoły - skrzywił się Beadles na samą myśl o szkole.
-Nawet mi nie gadaj sama tam nie chcę iść - spojrzałam na niego.
Wracaliśmy sami, bo Becca i Jey poszli już do domu. Więc Chris mnie odprowadził, bo ma po drodze. Po jakiś 10 minutach doszliśmy pod mój dom.
-A więc jutro 7:30 co nie ? - spytał.
-Tak więc do jutra - pożegnałam się z nim buziakiem w policzek i weszłam do domu.
-Wróciłam ! - wydarłam się na cały dom oznajmiając rodzicom, że już jestem, ale tak jak myślałam. Nikogo w domu nie było. Weszłam po schodach na górę do swojego pokoju po drodze biorąc szklankę i karton z sokiem z kuchni. Weszłam do swojego pokoju zamykając drzwi za sobą. Rzuciłam się na łóżko. Wzięłam swojego laptopa i go włączyłam. Weszłam na facebooka i inne strony społecznościowe, ale gdy już miałam wylogować się z twettera to jeden tweet przykuł moją uwagę. Przeczytałam go z dwa razy i nie mogłam uwierzyć własnym oczom. "Przepraszam Cię za moje zachowanie... uwierz, że nie chciałem być taki wobec ciebie i mam nadzieję, że jeszcze będę miał okazję z tobą porozmawiać." Tak..to Justin dodał tego tweeta Zdziwiło mnie to nieco. Bo odkąd posiada twettera to przeprosił może ze dwa razy. Tak śledzę go od dłuższego czasu, ale jeszcze mnie nigdy nie follownął. W sumie czemu ja się nie dziwię. Pokręciłam głową i dodałam swojego tweeta. "Żałuję, że cię spotkałam. Wcale mi to radości nie dało. ;c" Po dodaniu tego wylogowałam się. Wzięłam swoją piżamę która składała się z krótkich spodenek i koszulki na ramiączkach. Weszłam do łazienki, umyłam się, zmyłam dzisiejszy makijaż i ubrałam się. Wychodząc z łazienki przejrzałam się jeszcze raz w lustrze poprawiając włosy. Weszłam z powrotem do swojego pokoju i położyłam się do łóżka. Przymknęłam oczy zasypiając w dość szybkim tempie.






