poniedziałek, 31 grudnia 2012

04. Po tym jednym głupim spotkaniu z nią coś się we mnie zmieniło.

Nagle nasze spojrzenia się spotkały. Widziałem w jej oczach ból, smutek i rozczarowanie. Tylko dlaczego ? Nie rozumiałem jej zachowania. Przecież ja jej nic złego nie zrobiłem. Po chwili zauważyłem, że jej towarzysze spojrzeli w moją stronę. Patrzyłem na nich wszystkich, bo chyba coś mi zaświtało.
-Boże... - położyłem rękę na ustach.
-Co ? Przypomniałeś sobie coś ? - spytał Chaz uśmiechając się drwiąco.
-Nie..to znaczy tak.. - pokręciłem głową z niedowierzaniem - czy...czy to.. Beadles ? - wskazałem palcem na śmiejącego się od ucha do ucha chłopaka, który podrzucał do góry serwetkę i w nią dmuchał. Zaśmiałem się wywracając oczami.
-Tak, a ten czarnowłosy to Jeydon pamiętasz go ? - spytał.
-Tak..jak mógłbym go zapomnieć - uśmiechnąłem się lekko.
-A ta blondynka z krótkimi włosami..to Rebecca - tam spojrzał na Beccę uśmiechając się przy tym. Widać, że mu się podobała.
-To Becca ? Jej...jak ona się zmieniła o mało jej nie poznałem - zaśmiałem się lekko. Cieszyłem się, że mogłem ich znowu zobaczyć po tylu latach. Ale jedno mnie zastanawiało. Kim była drobna blondynka o niebieskich oczach i ślicznym uśmiechu ? Ja powiedziałem ślicznym ? Coś jest już ze mną nie tak. 
-Pacz Justin..przypomniałeś sobie, Chrisa, Jeya i Beccę, a jej - wskazał na nią palcem - nie umiesz sobie przypomnieć ? - wywrócił oczami. 
-No właśnie nie... nie umiem jej sobie skojarzyć z żadną dziewczyną z którą się kiedyś zadawałem a było ich bardzo niewiele - westchnąłem. 
-A z kim się tak bardzo przyjaźniłeś ? - spytał.
-No z tobą, Bealesem, Wale, Rebeccą i... - urwałem, bo zacząłem sobie coś analizować, ale to przecież nie możliwe. Spojrzałem jeszcze raz na blondynkę - Nathalie ? - powiedziałem tak cicho że ledwo to sam usłyszałem. 
-I kim ? Bo chyba nie usłyszałem - ponaglił mnie.
-Nathalie, ale to nie możliwe. Ona zawsze miała krótkie brązowe włosy i w ogóle inaczej wyglądała - pokręciłem głową z dezaprobatą. 
-To ona - uśmiechnął się do mnie jakoś dziwnie. No o co chodzi temu człowiekowi ?
Nie..ja nie wierzę...byłem taki...taki wredny dla mojej Nathalie. Mojej ? Nigdy nie była moja, ale była moją najlepszą przyjaciółką. Przecież ona sobie na to nie zasłużyła. Czy ja mam wyrzuty sumienia ? Ja ? Przez te cztery lata miałem wszystko i wszystkich w gdzieś. Byłem uodporniony na cierpienie i nigdy, ale to nigdy nie miałem wyrzutów sumienia. Czyżby teraz miało się coś zmienić ? Po tym jednym głupim spotkaniu z nią coś się we mnie zmieniło. Co ona ze mną robi ? Czyżby cząstka starego Justina wróciła ? Nie..nie o czym ja myślę. Nigdy nie będę taki jak byłem kiedyś. To chyba była chwila słabości, że zacząłem o tym myśleć. Zacząłem toczyć walkę z moim rozumem.

Usiadłam na swoim miejscu gdzie wcześniej siedziałam czyli koło Chrisa.
-Gdzie ty byłaś nie było ciebie z godzinę w tym czasie on - wskazała na Beadlesa palcem - zjadł swoje lody, twoje i zaczął moje podjadać - wywróciła oczami zirytowana Becca.
Spojrzałam na Beadlesa karcącym spojrzeniem lecz po chwili zaśmiałam się. Pokręciłam tylko bezradnie głową.
-Wiesz co.. - spojrzałam na niego.
-No co ? Miały się rozpuścić ? - próbował się jakoś bronić.
-Tak..tak.. - wywróciłam oczami - a no wiesz..mówiłam, że mi telefon dzwonił to poszłam odebrać - spojrzałam na Beccę.
-Rozmawiałaś aż godzinę ? - uśmiechnęła się cwanie - no przyznaj się kto ci dzwonił.
-A weź się.. - zaśmiałam się - nikt szczególny tylko David jak zwykle mi głowę zawraca
Westchnęłam.
-Weź się z nim umów on jest ładny i w ogóle - uśmiechnęła się.
-Nie chcę.. - spuściłam głowę.
-No weź.. nie miałaś chłopaka od dawna. Może akurat coś z tego będzie więc nie możesz się załamywać tylko żyć i iść dalej - Rebecca dalej drążyła temat.
-Nie umówię się z nim...nie chcę z nim być więc nie chcę mu robić nadziei - pokręciłam głową.
-No jak chcesz.. - spojrzała się w stronę stolika gdzie siedzieli Chaz z Bieberem. Przyłożyła rękę do twarzy - czy..czy to jest.. - przerwałam jej.
-Tak..to on - westchnęłam i spojrzałam w jego stronę, a nasze spojrzenia się spotkały. Przyglądał mi się jakby próbował coś rozszyfrować. Spuściłam wzrok. Zauważyłam, że wszyscy patrzeli w tamtą stronę.
-Zmienił się - odparł Jey - z wyglądu.
-Z charakteru też..to nie jest ten Justin z którym się przyjaźniliśmy, to jakaś zapatrzona w siebie gwiazdka - powiedziałam smutno.
-Nie przejmuj się - poklepał mnie po ramieniu Chris.
-Łatwo ci to mówić... w ogóle dzisiaj gadałam z Chazem - uśmiechnęłam się lekko.
-Kiedy ? - spytali równocześnie.
-Zanim do was przyszłam to mnie zaczepił więc z nim chwilę pogadałam, a on nic.. nawet głupiego hej nie powiedział. Na początku myślałam, że mnie wtedy nie poznał, że tak mi powiedział...dobra nie ważne, ale teraz to patrzył na mnie jakby pierwszy raz w życiu mnie widział. Zapomniał o mnie.. - kilka łez spłynęło mi po policzkach, ale je wytarłam.
-Co ci wtedy powiedział ? - spytał Jey. Nie byłam pewna czy mu to powiedzieć, czy zatrzymać to dla siebie, ale przecież to mój przyjaciel.
-Jak na niego wpadłam..to tak się wkurzył, że chciał wezwać ochronę. Później zażądał ode mnie przeprosin i wyzywał, że jestem niemową - zacisnęłam usta.
-Nie no..ta diva dostanie zaraz ode mnie po gębie - już wstał z miejsca.
-Jeydon...uspokój się.. nie warto - złapałam go za rękę.
-Ale mam powoli dosyć jego zachowania - przerwałam mu.
-Ale to od razu nie jest powód żeby go bić - westchnęłam po raz kolejny tego dnia.
Patrzył raz na mnie, a raz na niego - proszę - szepnęłam.On tylko wywrócił oczami na moje słowa i usiadł z powrotem na swoim miejscu. Siedzieliśmy jeszcze w tej lodziarni z godzinę i postanowiliśmy wrócić do domu.
-Ale ten weekend szybko zleciał pamiętam jak niedawno się zaczynał - westchnęłam.
-No dokładnie, a już jutro do szkoły - skrzywił się Beadles na samą myśl o szkole.
-Nawet mi nie gadaj sama tam nie chcę iść - spojrzałam na niego.
Wracaliśmy sami, bo Becca i Jey poszli już do domu. Więc Chris mnie odprowadził, bo ma po drodze. Po jakiś 10 minutach doszliśmy pod mój dom.
-A więc jutro 7:30 co nie ? - spytał.
-Tak więc do jutra - pożegnałam się z nim buziakiem w policzek i weszłam do domu.
-Wróciłam ! - wydarłam się na cały dom oznajmiając rodzicom, że już jestem, ale tak jak myślałam. Nikogo w domu nie było. Weszłam po schodach na górę do swojego pokoju po drodze biorąc szklankę i karton z sokiem z kuchni. Weszłam do swojego pokoju zamykając drzwi za sobą. Rzuciłam się na łóżko. Wzięłam swojego laptopa i go włączyłam. Weszłam na facebooka i inne strony społecznościowe, ale gdy już miałam wylogować się z twettera to jeden tweet przykuł moją uwagę. Przeczytałam go z dwa razy i nie mogłam uwierzyć własnym oczom. "Przepraszam Cię za moje zachowanie... uwierz, że nie chciałem być taki wobec ciebie i mam nadzieję, że jeszcze będę miał okazję z tobą porozmawiać." Tak..to Justin dodał tego tweeta Zdziwiło mnie to nieco. Bo odkąd posiada twettera to przeprosił może ze dwa razy. Tak śledzę go od dłuższego czasu, ale jeszcze mnie nigdy nie follownął. W sumie czemu ja się nie dziwię. Pokręciłam głową i dodałam swojego tweeta. "Żałuję, że cię spotkałam. Wcale mi to radości nie dało. ;c" Po dodaniu tego wylogowałam się. Wzięłam swoją piżamę która składała się z krótkich spodenek i koszulki na ramiączkach. Weszłam do łazienki, umyłam się, zmyłam dzisiejszy makijaż i ubrałam się. Wychodząc z łazienki przejrzałam się jeszcze raz w lustrze poprawiając włosy. Weszłam z powrotem do swojego pokoju i położyłam się do łóżka. Przymknęłam oczy zasypiając w dość szybkim tempie.

piątek, 28 grudnia 2012

03. To smutne, że osoba którą darzymy jakimś silnym uczuciem tak po prostu o tobie zapomina i traktuje cię jak powietrze.

Oderwałam się delikatnie od nich i spojrzałam na każdego po kolei. Uśmiechnęłam się lekko.
-Dziękuję - wyszeptałam.
-Za co ty nam dziękujesz ? - spytała lekko zdziwiona Becca.
-Za to, że jesteście, za to, że mi pomagacie w ciężkich chwilach, że mnie pocieszacie gdy mam kiepski humor. Nie wiem co bym bez was zrobiła - uśmiechnęłam się pociągając nosem - kocham was najmocniej na świecie.
-My ciebie też i pamiętaj co by się nie stało zawsze możesz na nas liczyć - powiedzieli.
Uśmiechnęłam się po raz kolejny. Tacy przyjaciele to skarb. Za nic bym ich nie wymieniła.
-To co ? Idziemy na te lody co mieliśmy iść ? - spytałam, bo chciałam sobie poprawić humor.
-Jasne, ale ja chcę czekoladowe z polewą toffi i kolorową posypką z dwoma waflami w dużym pucharku - rozmarzył się Chris - o i do tego wielka pepsi z lodem - marzył dalej.
-Lody i pepsi  może jeszcze frytki do tego ? Stary ja wiedziałem, że jesteś dziwny, ale teraz to już w ogóle. Kto normalny je lody popijając pepsi ? - Jey się zamyślił - a no tak ! Ty nie jesteś normalny.
Wszyscy parsknęli śmiechem nawet i Chris. W świetnych humorach poszliśmy do lodziarni, która była dwie przecznice stąd. Szliśmy cały czas się z czegoś śmiejąc, bo Beadles opowiadał nam o swojej ostatniej wizycie u babci.
-No i jak przyjechałem to ona chciała mnie wycałować i wyściskać jak to miała w zwyczaju więc ja uciekłem, a ona zaczęła mnie gonić. Wbiegłem do jej pokoju i chciałem się schować w jej szafie, ale ona była zamknięta. Zacząłem ciągnąć za klamkę, ale zamiast ją otworzyć to ta szafa  na mnie spadła. Myślałem, że tam umrę - wszyscy normalnie dusili się śmiechem.
-Oj Beadles ty to masz pecha - aż się popłakałam ze śmiechu.
-No ale to jeszcze nic..ona weszła do tego pokoju i nawet się nie skapnęła, że szafa jest przewrócona. Darłem się jak głupi, ale na marne. Dopiero po godzinie dziadek mi pomógł stamtąd wyjść.
-To twoja babcia jest głucha ? - spytał Jey nie wyrabiając ze śmiechu.
-No jak widać i do tego jeszcze ślepa. Ja już tam nie jadę, a co jak ta sytuacja się powtórzy ? - przejęty zaczął wymachiwać rękami.
-Człowieku weź wyjdź.. - Jey schował twarz w dłoniach kręcąc przy tym głową śmiał się jak głupi.
-Co ? Przecież tu nie ma drzwi - spojrzał na niego zdziwiony.
-Są takie niewidzialne, ale ty je zobaczysz bez problemu - zaczął się lać.
Ja z Beccą już tam sikałyśmy ze śmiechu, ach te sprzeczki pomiędzy Jeyem i Chrisem. Christian udaje głupka, a Jeydon mu dogaduje. Za to ich właśnie kocham.
-Zamknij ryj ! - krzyknął Wale do Beadlesa.
-Sam zamknij ja nie mam ryja ! - zaczęli się przekrzykiwać. W sumie jak zawsze.
-Ludzie zachowujecie się jak dzieci więc ogarnijcie dupy matoły - Rebecca cały czas się z nich śmiała, a ja razem z nią. Tak wygląda każde nasze wyjście gdziekolwiek. Ludzie zawsze myślą, że jesteśmy jacyś psychiczni no, w sumie ja się im nie dziwię. Doszliśmy już do tej lodziarni i zamówiliśmy to co chcieliśmy czyli ja lody śmietankowe z kolorową posypką, Becca pistacjowe, Jey czekoladowe z polewą czekoladową, a Beadles to co chciał wcześniej. Usiedliśmy do stolika i czekaliśmy na nasze zamówienie. Wszyscy rozsiedli się wygodnie na swoich miejscach. Christian zaczął robić wieżę z serwetek, a ubaw miał przy tym jak 5 latek. Pokręciłam zrezygnowana głową. Poczułam, że coś mi wibruje w kieszeni. Wyciągnęłam telefon z moich spodenek i spojrzałam na wyświetlacz. Jakiś numer nieznany. Wstałam od stolika.
-Ja zaraz wracam, bo ktoś do mnie dzwoni i Chris...proszę cię nie zjedź moich lodów tak jak ostatnio - wywróciłam oczami na samo to wspomnienie.
-Ja nic nie obiecuję - uśmiechnął się słodko. Ja tylko pokręciłam zrezygnowana głową i wyszłam z pomieszczenia odbierając przy tym telefon.
-Hallo ? - spytałam do słuchawki.
-Lia ? - usłyszałam w słuchawce znajomy głos.
-David ? - zdziwiłam się, że dzwoni - co się stało, że dzwonisz ?
-Chciałem się spytać, czy masz może dzisiaj wolny wieczór ? - spytał
Westchnęłam do słuchawki.
-Już coś ci mówiłam na ten temat.. - przerwał mi.
-Wiem to, ale nie mówiłaś nic, że nie mogę próbować i tak prędzej czy później się ze mną umówisz - właśnie w tej chwili mogłam sobie wyobrazić ten jego chytry uśmieszek, który można powiedzieć, że mnie irytuje.
-Nie umówię się z tobą zrozum to wreszcie. Nie chcę być nie miła i sprawiać ci przykrości, ale nic z tego nie będzie..przykro mi - westchnęłam.
-Ja i tak się nie poddam będę się starał - drążył dalej.
-Skończ..proszę cię nie psuj mi i ty humoru i tak już mam go zepsuty - powiedziałam już lekko wkurzona.
-A co się takiego stało ? - starał się być taki troskliwy, ale ja dobrze wiedziałam, że tylko udaje.
-Nic takiego nie chce mi się gadać pa - nie czekając na jego odpowiedź rozłączyłam się. Oparłam się o ścianę budynku i cicho westchnęłam przymykając na chwilę oczy. Przed oczami stanęła mi sylwetka Justina jeszcze z przed czterech lat. Tego prawdziwego Justina w którym się zakochałam. Ile ja bym oddała, żeby on wrócił. Żeby tu stanął i było jak dawniej, ale wiem, że tak już nigdy nie będzie. Po co ludzie kochają skoro miłość nie przynosi przyjemności tylko cierpienie ? Prawdziwa miłość zdarza się tylko w filmach, a to nie film, to jest rzeczywistość. Gdy człowiek dozna miłości to nigdy tak na prawdę nie będzie szczęśliwy. Miłość jest piękna, ale nie jest prosta. Miłość jest egoistyczna, trudna i okrutna. Przynosi wiele bólu i czasami, wiele strat. To po co ludzie kochają skoro na tym tracą ? Co prawda to piękne uczucie, gdy osoba którą kochamy to odwzajemnia, ale rzadko się tak zdarza. To co my z tym możemy zrobić ? Nic. Nie możemy rozkochać kogoś na siłę. Wszystko co nam pozostaje to czekać na krok tej drugiej osoby. Czyli ja powinnam czekać aż Justin się we mnie zakocha ? Przecież to wiadome, że on tego nigdy nie zrobi jak on nawet nie pamięta o moim istnieniu. To smutne, że osoba którą darzymy jakimś silnym uczuciem tak po prostu o tobie zapomina i traktuje cię jak powietrze. Jakby w ogóle cię nie znała. Jakbyś był dla niej obcym człowiekiem. To boli, nawet bardzo, ale nic nie możemy na to poradzić. To nie była nasza decyzja. Stałam tak nie wiem z ile, ale zapewne o wiele za długo. Westchnęłam i weszłam z powrotem do środka. Rozejrzałam się po lodziarni, a mój wzrok napotkał znajome twarze aż za bardzo znajome. Zacisnęłam usta i ręce w pięści. Starałam się nie zwracać na nich uwagi i udawać, że ich nie widzę. Przeszłam koło ich stolika obojętnie, a w duchu się modliłam żeby mnie nie zawołał, ale moje modlitwy poszły na marne.
-Nathalie ! Cześć miło cię widzieć. Co tam ? - spytał Chaz.
Tak. On jako jedyny miał kontakt z Justinem. Chyba jako jedyny wiedział jaki on teraz jest.
Odwróciłam się w ich stronę. Dokleiłam sobie sztuczny uśmiech.
-Chaz ! Przepraszam nie poznałam cię - zaśmiałam się - u mnie dobrze przyszłam z przyjaciółmi na lody, a co u ciebie ?
Starałam się nie patrzeć w stronę szatyna, który przez jakiś czas dziwnie mi się przyglądał.
-Po staremu. Również przyszliśmy na lody - uśmiechnął się pokazując na Justina ręką. Dopiero teraz na niego spojrzałam, a w moich oczach znowu stanęły łzy. Więc spuściłam głowę.
-No JB czemu się nic nie odzywasz ?  Byś się odezwał - szturchnął go w ramię.
-Zamknij się Chaz - syknął.
-Wiecie co ja sobie pójdę - odeszłam od ich stolika nawet nie czekając na odpowiedź od żadnego. Po prostu czułam, że tam dłużej nie wytrzymam. Poszłam do stolika gdzie siedzieli moi przyjaciele.


Patrzyłem na nią tępym wzrokiem, bo zdawało mi się, że skądś ją znam, ale nie umiałem sobie za nic przypomnieć. Pamiętam tylko, że dzisiaj na mnie wpadła jak jechała na desce. Byłem dla niej wredny może trochę za wredny, ale taka już moja natura. Może powinienem ją przeprosić ? No co ty....ja jestem Justin Bieber. Ja nikogo nie przepraszam. Nienawidzę przyznawać się do błędu. Wolę jak ludzie się przede mną płaszczą, a nie ja przed nimi. Chociaż kiedyś byłem inny..Nie, nie, nie, nie będę powracał do przeszłości, gdy nie miałem nic, a ludzie się śmiali w moją twarz. Teraz to ja jestem kimś, a oni nikim. Teraz to ja się im śmieję w twarz. Wiem, że moje zachowanie jest sprzeczne, ale jak ja mam się inaczej zachować ? Udawać, że nic się nie stało i iść dalej ? Może i powinienem, ale tak nie potrafię. Nie potrafię zapomnieć żadnej krzywdy którą mi ludzie wyrządzili. Może dlatego teraz taki bezduszny jestem ? Bez uczuć i współczucia dla innych ? Nie mam pojęcia, ale nie mam zamiaru się zmieniać jest mi dobrze tak jak jest. Poczułem szturchanie w ramię. Spojrzałem się wrednym wzrokiem na Chaza.
-No JB czemu się nie odzywasz ? Byś się odezwał - wywróciłem oczami bo nie lubiłem jak ktoś mi przerywał moje przemyślenia.
-Zamknij się Chaz - syknąłem.
Byłem wredny dla niego. Wiem, wiem, ale zawsze dla niego starałem się być taki jak byłem kiedyś, ale zmieniłem się. Nawet bardzo więc ciężko mi jest powrócić do tego co było kiedyś.
-Wiecie co ja sobie pójdę - powiedziała drobna blondynka której imienia nie pamiętam. Wstała od stolika i podeszła do innego. Coś w niej było co mi się spodobało. Nie, nie Justin ogarnij się. Spojrzałem na Chaza.
-Przepraszam Cię - powiedziałem to chociaż trochę mi ciężko było to przyznać, ale jak już wspomniałem staram się być przy nim taki jak mnie poznał 7 lat temu.
-Nie no spoko - uśmiechnął się - co się z tobą dzieje ? - spytał.
-O co ci chodzi ? - zdziwiłem się.
-Czemu się do niej nie odezwałeś ? - wypytywał.
-Czemu miałbym się do niej odzywać skoro jej nie znam ? - wywróciłem oczami.
-Ty jej na prawdę nie poznałeś ? Na prawdę ? - pokręcił głową z nie dowierzaniem.
-Do czego ty zmierzasz Chaz ? Kto to był ? - trochę byłem zdezorientowany.
-Nie. Ja ci nic nie powiem i tak prędzej czy później się dowiesz - uśmiechnął się lekko.
-No weż Somers...gadaj co to za laska - dopytywałem się bo ciekawość i niewiedza zżerała mnie od środka. Strasznie nie lubiłem być czegoś niepewny lub czegoś nie wiedzieć.
-Nic ci nie powiem. Sam się tego dowiesz skoro cię to tak bardzo ciekawi i interesuje - jedno co nas łączyło to, to, że oboje byliśmy uparci. Oboje trzymaliśmy się swojego zdania. Co zawsze mnie w nim drażniło. Wywróciłem po raz kolejny oczami. Dowiem się kto to jest. Prędzej czy później. Chociaż trochę się tego boję. Moment ja się czegoś boję ? Nie no śmieszny jestem. Ja się niczego nie boję. No dobra są takie rzeczy których się boję, ale ja w to już nie wnikam. Spojrzałem się jeszcze raz na tą blondynkę i zacząłem się jej przez jakiś czas przyglądać. Może coś mi się przypomni ?

wtorek, 11 grudnia 2012

02. Jego każde wypowiedziane słowo bolało mnie tak bardzo.

Czy łatwo znaleźć prawdziwego przyjaciela który będzie w pełni oddany i wyrozumiały ? Właściwie to na czym polega przyjaźń ? Na spotykaniu się z zaufaną osobą ? Na mówieniu sobie wszystkiego i swoich uczuciach ? Czy może po prostu darzeniu tej osoby ogromnym zaufaniem i traktowaniu jej jak bliskiej ci osoby ? Te pytania wydają się proste i odpowiedź na nie jest krótka i szybka. Wcale nie są proste jak się wydaje ponieważ ciężko jest znaleźć osobę godną naszego zaufania, która mogła by być naszym prawdziwym przyjacielem. Może już znalazłeś taką osobę i myślisz, że możesz dać jej miano przyjaciela, ale w końcu i tak po jakimś czasie dowiadujemy się jaka ona jest na prawdę. Przyjacielem możemy nazwać osobę której ufamy bezgranicznie, wiemy, że zawsze możemy na niej polegać gdy mamy jakiś problem, będzie darzyła nas wsparciem i pomagała w trudnych decyzjach i zawsze będzie umiała wysłuchać i pocieszyć. Przyjaciel to osoba która będzie płakała razem z tobą gdy spotka cię coś przykrego bądź cieszyła się twoim szczęściem. Ja znalazłam takich przyjaciół. Są nimi Christiana, Rebecca i Jeydon. Może nie raz się kłóciliśmy to i tak nadal się przyjaźnimy. Jeszcze żadna rzecz nas nie poróżniła i mam nadzieję, że tak pozostanie jeszcze długo. Za nic w życiu bym ich nie wymieniła na coś innego. Jacy są tacy są, ale to są moje głupki z którymi kocham spędzać czas.
Jechałam na tej desce tak szybko jak tylko potrafiłam, ale i tak on był szybszy. Nie poddawałam się nadal próbowałam go dogonić i w końcu wymyśliłam, że pojadę na skróty. Jadąc alejką rozpędzona do granic możliwości z cudem wymijałam ludzi. Lecz na końcu drogi nie wyrobiłam na zakręcie i wpadłam na kogoś powodując, że wylądowaliśmy na ziemi. Podniosłam głowę do góry by przeprosić tego kogoś, bo było mi trochę głupio, ale gdy to zrobiłam moje serce na chwilę stanęło. Zamarłam. Nie potrafiłam z siebie wydusić ani jednego słowa. Nie umiałam uwierzyć własnym oczom. Czy to sen ? Najwidoczniej tak. Te same oczy, ten sam uśmiech, tylko fryzura lekko przycięta. Z wyglądu prawie nic się nie zmienił tylko trochę wydoroślał. On jedynie patrzył na mnie jakoś dziwnie.
-Wstaniesz ze mnie czy mam wezwać ochronę ? - syknął. Nie poznał mnie. Posmutniałam lekko wstając z niego chciałam po prostu odejść, ale on mnie zatrzymał.
-A przepraszam to co ? Chyba należą mi się jakieś przeprosiny za ten najazd na moją osobę - stanął z założonymi rękoma i wyczekiwał odpowiedzi z mojej strony. Ciężko mi było nawet bardzo powiedzieć te jedno głupie słowo. Gdy już otwierałam usta wielka gula stanęła mi w gardle uniemożliwiając mi jakiekolwiek wypowiedziane słowo. On tylko coraz bardziej się niecierpliwił.
-Jesteś niemową ? Nie rozumiesz tego co do ciebie mówię czy jak ? - wywrócił oczami.
Jego każde wypowiedziane słowo bolało mnie tak bardzo. Łzy mi się zbierały w oczach.
-Przepraszam - szepnęłam cicho i niezrozumiale przez moją gulę w gardle. Po twarzy zaczęły mi łzy lecieć. Wzięłam swoją deskę i pobiegłam w stronę skate parku zostawiając go tam samego. Pobiegłam do moich przyjaciół którzy chodzili po skate parku chyba poszukując mnie. Nie wiele myśląc podbiegłam do nich.
-O..Nathalie...gdzieś ty była szukaliśmy cię - uśmiechnęła się Becca, ale widząc moją zapłakaną twarz zaraz zaczęła się pytać co się stało tak jak i pozostali.
-Nie uwierzycie...on wrócił..widziałam go... - zaczęłam ścierać łzy wierzchem dłoni.
-O czym ty gadasz ? - zdziwili się.
-Justin...widziałam go...wpadłam na niego jak jechałam na desce - pamięcią wróciłam do sceny która miała miejsce kilka minut temu.
-To nie możliwe... - Becca pokręciła głową nie dowierzając.
-Chciałabym... - łzy ciągle zbierały mi się w oczach - zmienił się...cholernie się zmienił.
Pociągnęłam nosem.
-Cii..już dobrze - Chris, Jey i Becca przytulili mnie pocieszając - on nie jest tego wart.
Ja to wiem, mój rozum też, ale czy moje serce to wie ? No jak widać nie. Czemu osoby na których nam tak zależy sprawiają nam tyle bólu ? Czasami chciałabym mieć wszystko i wszystkich w gdzieś. Chciałabym myśleć tylko o sobie i być tą pieprzoną egoistką, ale ja tak nie umiem. Nie potrafię. Mi w porównaniu do innych Bóg dał serce. Potrafię kochać i myśleć o drugiej osobie, ale czasami to odbija się przeciwko mnie. Często ludzie mnie ranią nawet o tym nie wiedząc. Z natury jestem wrażliwa, chociaż nigdy tego nie pokazuję. Potrafię jak trzeba postawić się komuś i powiedzieć coś na zrozumienie. Mam tak jakby dwie osobowości jedna część mnie to ta spokojna, wrażliwa i miła, a ta druga to szalona, wybuchowa i czasami wredna. Ciężko mi jest, ale od czego mam przyjaciół którzy mi pomagają ?

niedziela, 9 grudnia 2012

01. Gdyby mi nie zależało łatwiej byłoby mi zapomnieć.

Minęły już cztery lata. Cztery długie cholerne lata. Nadal się nie pogodziłam z jego utratą. Próbuję zapomnieć, ale za każdym razem gdy go widzę w telewizji wspomnienia wracają jak bumerang. Był moim przyjacielem na którym mi bardzo zależało. Może nawet za bardzo. Gdyby mi nie zależało łatwiej byłoby mi zapomnieć. Dlaczego to mnie tak boli ? Obiecywał, że nie zapomni...,że zawsze będzie pamiętał od czego zaczął, gdzie się wychował i o swojej przeszłości. Złamał obietnicę. Nie dotrzymał jej. Ta sława tak go zmieniła i zrobiła z mózgu wodę sodową. Kiedyś gdy nic nie miał to bardziej wszystko doceniał. A teraz ? No właśnie...teraz ma wszystkiego pod dostatek i ciągle mu mało. Jak mógł tak bardzo się zmienić ? Zapomniał o mnie jak i o naszych przyjaciołach tak szybko jak zaczął swoją karierę. Z moich rozmyślań wyrwała mnie Becca szturchając w ramię. Spojrzałam na nią zdezorientowana.
-Przepraszam zamyśliłam się - uśmiechnęłam się przepraszająco do każdego.
-A ty znowu o nim myślisz ? Lia...mięły już cztery lata on już pewnie cię... - przerwałam jej.
-Nie pamięta..wiem o tym bardzo dobrze - westchnęłam, a uśmiech zszedł mi z twarzy - mi cały czas na nim zależy...chociaż minęło już tyle czasu ja nadal nie potrafię o nim zapomnieć.
Wszyscy patrzeli na nie ze współczuciem wypisanym na twarzy.
-Nathalie...ja cię rozumiem, że ci jest trudno...,ale musisz o nim zapomnieć tak będzie dla ciebie lepiej - Jey poklepał mnie po ramieniu.
Łatwo mu to mówić. Jak ja mam zapomnieć skoro ciągle coś mi o nim przypomina ? Jak bardzo bym nie chciała to i tak ciągle nie mogę wyrzucić go z mojej głowy. Jak bardzo bym się nie starała to nie umiem. Nie mogę, nie potrafię od tak o nim zapomnieć i udawać, że on już dla mnie nie istnieje. Najbardziej mnie boli, to, że on nigdy nie wiedział co do niego czuję. Nie zdążyłam mu o tym powiedzieć, gdy byłam gotowa mu to wyznać, to było już za późno. Zniknął z mojego życia tak szybko jak się pojawił. Ja dalej czuję jakby był, a tak na prawdę go już nie ma i nigdy nie będzie. Nigdy się nie dowie o moich uczuciach. Dobra Lia musisz przestać się użalać nad sobą przynajmniej nie wtedy kiedy są Chris, Jey i Rebecca.
-Co powiecie na skate park, a później duże lody na poprawę humoru ? - chciałam w jakiś sposób zmienić temat.
-Dla mnie spoko - stwierdził Christian, a reszta przyznawała mu rację.
Więc każdy udał się do swojego domu, po deskę czy bmx'a. Po jakiś 20 minutach już każdy jeździł po rampach i popisywał się co potrafi. Wszyscy świetnie się bawili z wyjątkiem mnie. Tylko ja jeździłam na desce bez żadnego entuzjazmu. Jak bardzo się nie starałam to moje myśli były przy nim. Zamiast świetnie się bawić to sobie humor psułam. W sumie tak jest każdego dnia od kiedy on wyjechał. Staram się normalnie funkcjonować, ale to nie jest takie proste.
-Nathalie...,a ty czemu nie jeździsz ? - podjechał do mnie Chris na swoim bmx'sie.
-Przecież jeżdżę - wskoczyłam na deskę i zrobiłam na niej dwa triki.
-No jakoś nie widzę - pokręcił głową - ścigamy się ?
Uśmiechnął się cwanie, bo dobrze wiedział, że kocham wyścigi, a tym bardziej z nim.
-No jasne...a ten kto przegra będzie musiał... - zamyśliłam się na chwilę - kupować lody wygranemu przez tydzień.
-Zgoda - zaśmiał się - i tak przegrasz..
-Chyba śnisz.. - wskoczyłam na moją deskę i go wyminęłam.
-Ej to nie fair ! - krzyknął jadąc za mną. Śmialiśmy się cały czas ścigając. Czułam się jak za dawnych czasów. Gdy wszystko było proste i jedynym problemem było to czy kupić sobie lody czekoladowe, czy śmietankowe. Moje życie było wspaniałe do puki nie zaczęło się sypać, a ja nie umiałam się z niego wykopać.

00. Tak musiało być.

         Zawsze się zastanawiałam nad sensem życia. Zawsze sprawia nam wiele niespodzianek, niespodziewanych potknięć, wzlotów i upadków. Czy właśnie o to w nim chodzi ? Tak powinno być ? Z dnia na dzień tracimy coś na czym tak nam zależy, nawet o tym nie wiedząc. Utrata bliskiego przyjaciela jest jak nóż w plecy. Nie miałam pojęcia czemu tak się stało. Myślałam, że to moja wina, ale wiem jedno. Tak musiało być. Musiał odejść. Zrobił to tak niespodziewanie, że nawet nie wiedziałam co było tego przyczyną. Teraz widzę jasno i wyraźnie. Teraz jest mu lepiej i myślę, że jest bardziej szczęśliwy. Bo prawdziwy przyjaciel stara się o szczęście tej drugiej osoby. Choćby jak bardzo tego nie popierał to skoro ta druga osoba będzie wtedy szczęśliwa muszą się z tym pogodzić. Muszą pozwolić jej odejść, gdy będzie gotowa ruszyć w drogę. Mam nadzieję, że jego decyzja była właściwa i nie żałuje tego co zrobił.

Prolog.

      Był to chłopak, młody chłopak bardzo utalentowany. Nikt nie doceniał jego talentu i tylko skupiał się na tym z jakiej rodziny pochodzi i czy ma pieniądze. Dla nikogo nie liczyło się to jaki on jest. Nikt nie chciał go poznać, bo nie chcieli zadawać się z biedakiem. Miał on nie wielu przyjaciół, ale wiedział, że byli oni prawdziwi. Mógł na nich polegać o każdej porze dnia i nocy. Wiedział, że zawsze będzie miał u nich wsparcie i nigdy go nie zostawią. Obiecywali mu to.., ale czy dotrzymali obietnicy ? A może coś w jego życiu zmieniło się, że o nich zapomniał i ich zostwawił ? 


o to prolog..jest jaki jest no, ale cóż.

Bohaterowie.

Nathalie Clark 17 lat.


                                                               Rebecca Wale 17 lat.


                                                 
                                                                  Justin Bieber 18 lat.



                                                           Christian Beadles 17 lat.



                                                                 Jeydon Wale 18 lat.



                                                           David Rodriguez 17 lat.


                                                              Selena Gomez 19 lat.

Z bohaterami to na tyle. ;3 dzisiaj dodam jeszcze prolog. 

Wstęp.

Hej..mam na imię Natalia...postanowiłam założyć tego bloga ponieważ lubię pisać opowiadania i wgl.
Może nie mam jakiegoś wielkiego talentu pisarskiego, ale mam nadzieję, że się ten blog wam spodoba.. :) 
Wiem, że jest jeszcze nie ogarnięty, ale wszystko powolutku. Dopiero tu jestem od 10 min więc muszę to wszystko ogarnąć. Jeśli chcecie się dowiedzieć kiedy bd nowa nn to piszcie. to moje gg 36560899. Myślę, że to tyle. ;D