Usłyszałam upragniony dzwonek. Wyszłam z tej klasy jak poparzona mijając się z innymi. Jeszcze tylko wos i angielski, później będę mogła iść do domu.
Hm...te lekcje zleciały mi tak szybko, że nawet się nie obejrzałam, a już wracałam do domu. Wracałam tylko z Beccą, bo chłopaki musieli jeszcze zostać w szkole. Szłyśmy w ciszy co bardzo rzadko się nam zdarza, ale w końcu tą ciszę przerwała moja przyjaciółka.
-Lia słyszałam, że siedziałaś, a nawet gadałaś z Juu - przerwałam jej.
-Nie wypowiadaj przy mnie jego imienia, nie chcę o nim słyszeć, ale tak to prawda siedziałam z nim. Gadałam, przepraszał mnie i w ogóle, ale co mi po jego przeprosinach jak one nie cofną już czasu - spuściłam głowę. Poczułam na ramieniu ciepłą dłoń, która miała mnie lekko podnieść na duchu.
-Wiem jak się czujesz. Ja się dokładnie tak samo czuję - westchnęła. Zrobiłam pytającą minę - Tak się składa, że czuję coś do Davida, ale on o tym nie wie. Nie wiedziałam jak mu to powiedzieć, ale wiedziałam, że to by nic nie dało, bo on kocha ciebie, a do mnie nic nie uczuje - westchnęła cicho pod nosem i niepewnie na mnie spojrzała.
Zszokowała mnie tą wiadomością. Nie miałam pojęcia, że ona kocha Rodrigueza. Pokręciłam tylko głową nie dowierzając temu co właśnie przed chwilą usłyszałam.
-Ty mówisz serio ? - wiem głupie pytanie, ale nie wiedziałam jak mam się w tej chwili zachować, co powiedzieć.
-Tak..przepraszam, że ci nic wcześniej nie powiedziałam, ale nie chciałam żebyś mnie wyśmiała. Dobrze wiem, że za nim nie przepadasz. Jeszcze raz cię przepraszam Nathalie - chciała się usprawiedliwić.
-Nie musisz mnie przepraszać, bo nie masz za co. Tylko nie rozumiem czemu mi tego nie wcześniej nie powdziałaś. Przecież dobrze wiesz, że bym tego nie zrobiła. Znasz mnie. Mi możesz o wszystkim powiedzieć, bo jesteśmy przyjaciółkami - uśmiechnęłam się delikatnie - Zobaczę co da się zrobić.
Rebecca zrobiła pytającą minę.
-Co ty kombinujesz ? - zdziwiła się.
-Jeszcze nie wiem, ale wkrótce zobaczysz - uśmiechnęłam się idąc przed siebie.
-Ja się czasami ciebie boję - powiedziała z przerażeniem na co ja się tylko zaśmiałam.
Z Rebeccą zaszłyśmy pod jej dom.
-Wyjdziemy gdzieś dzisiaj ? - spytała.
-No możemy tylko najpierw muszę zrobić zadanie i pouczyć się, bo babka z angielskiego chce nam kartkówkę jutro zrobić - westchnęłam.
-No ja też, ale to o 18 - spojrzałam na zegarek 13:45
-Okej to do zobaczenia - pożegnałam się z nią buziakiem w policzek i szłam powoli w kierunku swojego domu. Musiałam niestety sama wracać. Zawsze mnie Chris odprowadzał no, ale on jest jeszcze w szkole. Westchnęłam cicho idąc dalej.
-Lia ?! - usłyszałam za sobą znajomy głos może nawet za znajomy ? Szłam dalej. Udawałam, że nie słyszę, bo nie miałam najmniejszej ochoty na jakąkolwiek rozmowę z tym człowiekiem. Już dzisiaj z nim gadałam o wiele za dużo. Niech się cieszy, że w ogóle się do niego odezwałam, bo w ogóle na to nie zasługuje.
Słyszałam głośne kroki. Zapewne biegł, a po chwili szedł zaraz obok mnie.
-Czemu się nie zatrzymałaś jak cię wołałem ? - zdziwił się. On jest serio jest taki tępy czy tylko udaje ? Wywróciłam oczami. Tak na prawdę bardzo chciałam się zatrzymać, pogadać z nim. Wyżalić się mu jak to mi jest źle bez niego. Jak bardzo za nim tęskniłam. Wtulić się w niego i już nigdy nie puszczać, ale nie mogę. To za wcześnie, a tak w ogóle on ma dziewczynę. Gdy tylko o tym pomyślałam to posmutniałam.
-Nie chcę z tobą gadać - odpowiedziałam szorstko.
-Ile ja mam jeszcze cię przepraszać ? Co mam zrobić żebyś mi wreszcie wybaczyła i było jak dawniej ? - dopytywał.
-Nie wiem.., ale twoje przeprosiny nie cofną czasu i uwierz już nigdy nie będzie tak jak było kiedyś. Nie oszukujmy się zmieniłeś się i ty dobrze o tym wiesz więc skoro dobrze ci jest tak jak jest. To po co mamy to zmieniać ? Wróć tam skąd przybyłeś i zapomnijmy o sobie, bo to nie ma najmniejszego sensu - ciężko było mi wypowiedzieć te słowa, ale nic innego mi nie pozostało.
-O czym ty gadasz ? - pokręcił głową z niedowierzaniem.
-O tym, że odnawianie naszej przyjaźni nie ma sensu - wyminęłam go i zaczęłam iść szybkim krokiem, ale on nie dawał za wygraną i złapał mnie za nadgarstek.
-Nie wierzę ci, że od tak chcesz o mnie zapomnieć i udawać, że mnie nie znasz. Proszę Cię..nie musimy od razu się przyjaźnić, ale daj mi szansę chcę to jakoś naprawić na prawdę mi na tym zależy więc nawet tak nie mów - paczył na mnie błagalnie. I co ja mam teraz zrobić ? Dać mu tą szansę, czy odejść bez słowa ? Chociaż...każdy człowiek zasługuje na drugą szansę co by nie zrobił. Westchnęłam zrezygnowanie.
-Dobrze - spojrzałam na jego reakcje. On tylko stał i mrugał oczami, bo chyba się nie spodziewał tego po mnie.
-Ty mówisz serio ? - upewniał się.
-Jak jeszcze raz spytasz czy mówię serio to zmienię zdanie - uśmiechnęłam się lekko kręcąc głową.
-Dziękuję nawet nie wiesz jak mi ulżyło - wyszczerzył się.
-Okeeej..ja idę do domu. Chcesz wpaść ? - spytałam z grzeczności.
-Om...czemu nie - schował ręce do kieszeni spodni.
Gdy znaleźliśmy się pod moim domem to weszłam do domu bez pukania. Moja mama stała w kuchni i robiła obiad, a mój tata był w pracy. W sumie jak zawsze.
-Już jestem ! - krzyknęłam ściągając buty, a torbę odłożyłam na bok. Poszłam do kuchni zostawiając Biebera samego w salonie.
-Okej akurat zrobiłam obiad. Siadaj to ci od razu nałożę - powiedziała moja mama na wstępie.
-Eee..ja nie jestem sama - podrapałam się po głowie lekko zakłopotana.
-To zawołaj tutaj Chrisa czemu się tak z nim chowasz ? - zaśmiała się lekko.
-Tylko, że ja nie przyszłam tutaj z Chri.. - przerwał mi Justin.
-Dzień Dobry - uśmiechnął się niepewnie do mojej mamy.
Ona odruchowo się odwróciła do tyłu i myślałam, że parsknę śmiechem gdy zobaczyłam jej minę.
-O matko..Justin..jak ja cię tu chłopcze dawno u nas nie widziałam - moja rodzicielka się uśmiechnęła - siadaj pewnie jesteś głodny. Nakryła nam do stołu i sobie również.
-Opowiedz Justin co tam u ciebie ? Co u twojej mamy ? Bo dawno się nie widziałyśmy - zaczęła zasypywać go setkami pytań, a on tylko grzecznie na nie odpowiadał. Boże. Starałam się jak najszybciej zjeść, bo widziałam, że Justin miał już trochę dosyć tego przesłuchania. Widziałam to po jego minie. Odłożyłam pusty talerz do zmywarki.
-Dobrze mamo.. to my pójdziemy do mojego pokoju, bo go jeszcze zamęczysz tymi pytaniami - zaśmiałam się, ta mi posłała tylko wredne spojrzenie. Wstał od stołu i podążył za mną. Weszliśmy do mojego pokoju, a ja kompletnie zapomniałam o moich plakatach które w nim wisiały. Spuściłam głowę, bo byłam cała czerwona. On tylko się rozejrzał i spojrzał na mnie zdziwiony.
-Nie wiedziałem, że jesteś moją fanką - uśmiechnął się drwiąco.
-No, bo nie jestem - skarciłam go wzrokiem.
-A te plakaty to co ? - wskazał na nie palcem nadal się uśmiechając.
-To są tylko dwa plakaty. Nic wielkiego mam też plakaty One Direction, Rihanny i Nicki Minaj - uśmiechnęłam się zwycięsko - Ja znam tylko z 4, góra 5 twoich piosenek. Przez ten czas jak wyjechałeś to prawie, że w ogóle się tobą nie interesowałam. Słysząc moje ostatnie słowa zszedł mu uśmiech z twarzy. Czyżbym powinna się trochę pohamować ? Niee..nie sądzę.
-Rozumiem - czyżby mu się przykro zrobiło ?
Westchnęłam. Przejechałam wzrokiem po moim pokoju i dostrzegłam moją starą gitarę na, której chyba już z 2 lata nie grałam. Wzięłam ją i podałam mu ją.
-Zaśpiewasz mi coś ? - spytałam nieśmiało. Justin spojrzał na mnie.
-Naprawdę ? A co byś chciała żebym ci zaśpiewał ? - spytał.
-Coś twojego.
Zastanowił się chwilę. Przejechał palcami po strunach od gitary. Po moim ciele przeszły takie przyjemne dreszcze. Z jego ust wydobywały się pierwsze słowa piosenki, dobrze znanej mi piosenki. Nie chciałam się mu przyznać, ale znałam jego prawie, że wszystkie piosenki. Tą, którą akurat zaczął śpiewać była jedną z moich ulubionych.
You're beautiful, beautiful.
You should know it.
You're beautiful, beautiful.
You should know it.
Śpiewając te słowa to prawie, że cały czas mi patrzył w oczy. Speszona spuściłam wzrok i napawałam się jego pięknym głosem.
I think it's time, think it's time.
That you show it.
You're beautiful, beautiful.
GO, GO, GO.
Baby watcha doin' where you at, where you at.
Why you acting so shy holding back, holding back.
We're you only ones doin' it like that, it like that.
So DJ bring that, bring that, bring that back.
Cuz all around the world.
People want to be loved, yeah.
Cuz all around the world.
They're no different then us.
All around the world.
People want to be loved, oh oh oh oh.
All around the world .
They're no different then us, oh oh oh.
All around the world.
Skończył grać i śpiewać.
-Ty byłoby na razie na tyle - uśmiechnął się odkładając gitarę na bok - podobało ci się ?
-Nie wiem co mam powiedzieć...masz śliczny głos, ale to już ci kiedyś mówiłam - mówiąc to odwzajemniłam uśmiech.
-Dziękuję.
-Przyjechałeś tutaj na stałe ? - zapytałam niepewnie. Bałam się jego odpowiedzi.
-Eem...na razie mieszkam u dziadków i zostaję tutaj do puki mi się moje koncerty nie skończą, a później to nie wiem. Chciałem wrócić do Los Angeles, ale nie chcę znowu was zostawiać, bo powoli zaczyna się wszystko układać. Więc myślałem nad tym aby sprzedać tamten dom i kupić tutaj nowy - w sumie to ulżyło mi trochę, że chce tutaj zostać.
-No to dobrze.. - spuściłam wzrok. Spojrzałam na szafkę i na mój dzwoniący telefon. Zaraz dzwoniący ? Wstałam z łóżka i podeszłam żeby go odebrać.
-Tak ? - spytałam do słuchawki.
-No hej Nathalie to idziesz czy przyjść po ciebie ? - usłyszałam w słuchawce głos Rebeccki.
-Ee..o czym ty mówisz ? - zdziwiona spojrzałam na zegar wiszący na ścianie i walnęłam się w czoło. No tak całkowicie mi to wyleciało z głowy.
-Przecież umówiłyśmy się na 18, a jest już 18:02. Nie mów, że zapomniałaś - westchnęła, a ja mogłam sobie wyobrazić, że właśnie w tej chwili wywraca oczami.
-Przepraszam wyleciało mi z głowy i straciłam poczucie czasu - skrzywiłam się lekko.
-A co się takiego stało ? - spytała, a ja odruchowo spojrzałam na Justina, który siedział i przysłuchiwał się naszej rozmowie. Nie no bezczelny jest. Zaśmiałam się lekko w duchu.
-A nic takiego. Dobrze będę za jakieś 5 do 10 minut tylko buty założę i idę - powiedziałam do słuchawki.
-No okej to do zobaczenia - mówiąc to rozłączyła się.
Schowałam telefon do kieszeni moich spodenek.
-Becca dzwoniła ? - bardziej stwierdził niż spytał.
-Tak zapomniałam, że się z nią umówiłam - podeszłam do mojej szafy z butami i wyciągnęłam z niej moje ulubione fioletowe supry. Założyłam je.
-Fajne buty też lubię nosić supry - uśmiechnął się spoglądając na moje buty.
-Dzięki i wiem zauważyłam już to - posłałam mu lekko drwiący uśmiech - Wiesz ja będę musiała się zbierać.
-Wiem - zamyślił się na chwilę - Mogę iść z tobą ? - spytał niepewnie.
-Ja..ja nie wiem - pomyślałam chwilę, ale widząc błagalną minę Biebera i te jego oczy to zgodziłam się. Co ten chłopak ze mną robi ? Przez niego powoli schodzę na złą drogę. Pokręciłam głową. Wychodząc z pokoju wzięłam moją MP3 i gumy do żucia. Lubię mieć coś w ustach. Zeszłam na dół i oznajmiłam mojej mamie, że wychodzę.
-Okej, a kiedy wrócisz ? - spytała przyciszając telewizor.
-Za godzinę ? Dwie ? - spojrzałam na zegarek.
-No dobrze to miłej zabawy dzieciaki - krzyknęła gdy już otwierałam drzwi.
-Do widzenia - krzyknął na odchodne mój towarzysz.
Skierowaliśmy pod dom naszej przyjaciółki. No może nie naszej. chociaż w sumie...dobra pogubiłam się w tym trochę. Z daleka ujrzałam postać Beccki. Uśmiechnęłam się do niej i podeszłam bliżej niej.
-Heeej ! - krzyknęłam do niej i ją uściskałam witając się.
-No co tak długo ? Miałaś być za 10 min a minęły 20. Czekam już tutaj od 10 minut - wkurzyła się lekko, ale jak widać teraz zauważyła, że nie przyszłam sama. Stała chwilę w bezruchu i się nie odzywała. Chyba się go nie spodziewała.
-Lia..., ale jak...kiedy ty.. - nie umiała się wysłowić. Spojrzałam na nią wywracając oczami.
-No jak widać pogodziłam się z nim...nie wybaczyłam mu jeszcze, ale dałam mu szanse. Chce naprawić naszą przyjaźń więc pomyślałam sobie, że każdy zasługuje na drugą szansę - uśmiechnęłam się lekko.
-Boże... - tyle tylko powiedziała. Spojrzała na Justina. Widać było, że nie wiedziała jak się zachować.
-Cześć - rzuciła od niechcenia. Pokręciłam głową, ale w sumie ja się jej nie dziwię. Też się tak na początku zachowywałam.
-Przepraszam - rzucił w jej stronę. Ona tylko spojrzała na niego z wyrzutem - Na prawdę zależy mi na naszej przyjaźni. Chcę to naprawić tylko daj mi szansę - powiedział jej te same słowa co przedtem mi.
Spojrzała na mnie. Ja tylko pokręciłam twierdząco głową. Westchnęła cicho.
-No dobra - spojrzała na niego, po chwili się delikatnie uśmiechnęła. Uśmiechnął się.
-Dziękuję
Panowała przez chwilę niezręczna cisza, ale ja postanowiłam to przerwać.
-To gdzie idziemy, bo chyba nie macie zamiaru tu stać przez cały czas ? - spytałam patrząc to na nią, a to na niego.
-Y..ee.. nie wiem - dziewczyna podrapała się po głowie.
-Hm..możemy iść do mcdonalda, bo sumie głody jestem - uśmiechnął się zadowolony nie wiadomo z czego.
-Przecież nie dawno co jedliśmy u mnie - pomyślałam chwilę - A no tak..moja mama nie dawała ci spokoju i nie miałeś jak zjeść.
-No więc właśnie - wywrócił oczami.
-Dla mnie spoko - powiedziała Rebecca - Ale czy gwiazdy nie powinny dbać o linie ? - spojrzała na Justina i uśmiechnęła się wrednie.
-Nic mi się nie stanie jak zjem jedną porcję frytek za tydzień mam koncert i spalę te kilogramy ze 2 razy. Nawet nie wiesz jakie koncertowanie jest męczące.
-Skoro cię to tak męczy dlaczego z tym nie skończysz ? - nie dawała za wygraną w każdy sposób jaki mogła starała się mu dogryźć. Taka to już ona jest. Jak ktoś jej zajdzie za skórę lub coś zrobi to mu tego nie daruje. Tak jest i tym razem.
-Dobra koniec tego - przerwałam im tą idiotyczną wymianę zdań - możemy iść do tego mcdonaldu i bez żadnych zbędnych komentarzy - patrzyłam na każdego z osobna przymrużając oczy.
-Dobra..sorry - powiedzieli po kolei.
-No to chodźcie - pociągnęłam ich za ręce, bo chyba by tak stali z miesiąc.
Idąc drogą cały czas gadaliśmy o naszym dzieciństwie i wspominaliśmy najśmieszniejsze historie. Nie spodziewałam się, że kiedykolwiek znowu będę mogła się z nim spotkać, a co dopiero pogadać i śmiać do upadłego. Jak widać prawdziwa przyjaźń nie rdzewieje. Widzę, że nawet Becca mu odpuściła, bo już nie dogryzają sobie.
-Ej a pamiętacie jak Jey ukradł Chrisowi ostatnie ciastko, a Beadles wpadł w taki szał, że ściągnął swojego buta i zaczął biec za Wale krzycząc, że go zabije jak go złapie ? - wszyscy parskli śmiechem.
-Ale i tak go nie dogonił bo po 10 minutach się zmęczył i twierdził, że będzie trzeba szykować dla niego pogrzeb - Becca wywróciła oczami cały czas się śmiejąc.
Atmosfera panowała świetna. Czułam się jak za dawnych czasów. Tak jakby ta rozłąka nie miała w ogóle miejsca, ale niestety takie coś się zdarzyło.
Weszliśmy do środka i rozejrzeliśmy w poszukiwaniu jakiegoś wolnego miejsca. Wzięliśmy miejsce bardziej w środku tak żebyśmy się nie rzucali w oczy. Jakby nie było to Justina tu wiele osób zna, a nie mam najmniejszej ochoty na spotkanie z jego szalonymi fankami nawet nie jestem na to gotowa. Rozsiedliśmy się wygodnie.
-A więc co kto chce ? - spytała Becca wstając od stolika.
-Hm...ja sobie wezmę szejka i frytki - uśmiechnęłam się - w sumie to co zawsze.
-No okej, a ty ? - spojrzała na Biebera.
-Frytki i cola - uśmiechnął się do niej słodko na co ta znowu wywróciła oczami i poszła do kasy żeby zamówić.
-A więc...cieszysz się, że jesteś sławny ? - spytałam.
-Teraz to sam już nie wiem niby to wspaniałe uczucie mieć wiele fanów na całym świecie, ale z drugiej strony jest ciężej niż sobie to wyobrażałem. Ci fotoreporterzy, paparazzi którzy krążą za mną przez cały czas to się robi już męczące - westchnął.
Przyglądałam mu się chwilę, bo zauważyłam, że to mówi szczerze.
-Rozumiem mnie też by denerwowało jakby każdy za mną chodził krok w krok - uśmiechnęłam się pocieszająco.
-No więc rozumiesz - uśmiechnął się. Spojrzałam w stronę drzwi i zauważyłam Chrisa i Jeya jak wchodzili do środka. Pomachałam im, a oni widząc mnie podeszli do nas.
-Siema Lia - rzucili mi na przywitanie i oboje pocałowali mnie w policzek. Ale gdy zauważyli z kim ja tu jestem to aż im szczęka opadła i to dosłownie. Otworzyli z wrażenia usta, aż się lekko zaśmiałam.
-Justin ? - spytali niepewnie.
-No jak widać - uśmiechnął się - No co tak patrzycie ? Nie jestem duchem - zaśmiał się.
-No tak, ale...noo...dawno cię nie widzieliśmy...i no...nie spodziewaliśmy...i jeszcze z Nathalie... - język się Chrisowi plątał.
-Wiem, że może jesteście tym zdziwieni, a może nawet zszokowani, ale postanowiłam dać mu szanse, bo w sumie każdy na nią zasługuje - spojrzałam na Bieebsa.
-Przepraszam was, że tak wyjechałem bez pożegnania, że was tak zostawiłem, ale nie zapomniałem o was. Chcę uratować naszą przyjaźń choć wiem, że wszystko spieprzyłem chcę abyście mi wybaczyli - patrzył na nich.
-Ja ci wybaczam - uśmiechnął się Chris i poklepał go po ramieniu. Spojrzał na Jeya - a ty ?
-Nie wiem... - zamyślił się na chwilę - no..ale w sumie...dobra - uśmiechnął się.
Po jakiś 2 może 3 minutach przyszła Becca z naszym zamówieniem, a widząc chłopaków tylko powiedziała.
-Ja już się tam nie wracam - rzuciła im na powitanie. Wszyscy wybuchli śmiechem.
Wszystko zapowiadało się świetnie, ale czy tak serio będzie ?
"Cause all I need is a beauty and a beat"
sobota, 19 stycznia 2013
wtorek, 1 stycznia 2013
05. Ja...nie zapomniałem o was.
Dryyyyyyń.
-Cooo ? - otworzyłam swoje zaspane oczy, bo dźwięk budzika jeszcze do mnie nie dochodził. Czyżby mi się to śniło ? Uszczypnęłam się w rękę, a jednak to nie sen. Ale to nie możliwe już jest 6:30 ? Tak bardzo mi się nie chciało wstawać, ale wiedziałam, że nie mam wyboru. Wzięłam budzik i go wyłączyłam. Podniosłam moje cztery litery i podeszłam do szafy wybierając jakieś ubrania na dzisiaj. Weszłam do łazienki, umyłam się, ubrałam i zrobiłam sobie makijaż składający się z eyelinera i tuszu do rzęs. Na koniec popsikałam się moimi ulubionymi perfumami. Wychodząc z łazienki wzięłam swoją torbę , telefon, klucze i gumy do żucia. Zeszłam na dół spoglądając na zegar który wisiał w kuchni. Była 7:10 czyli mam jeszcze jakieś 20 minut do przyjścia Christiana. Weszłam do kuchni i przygotowałam sobie śniadanie. Nie miałam na nic ochoty więc zrobiłam sobie zwykłe płatki na mleku. Z przygotowanym posiłkiem usiadłam do stołu i zaczęłam jeść. Nie miałam co robić więc weszłam na twettera, którego miałam w telefonie. Przeczytałam wpisy innych znajomych i jeden sprawił, że prawie mi telefon z rąk wypadł. Przeczytałam go jeszcze raz. "Nathalie..ja wiem, że mnie nienawidzisz, ale ja cię na prawdę przepraszam." Czyżby ? Czyżby sobie mnie przypomniał ? Jest jakaś nadzieja ? Nie no o czym ja myślę. Westchnęłam postanowiłam, że zostawię to bez komentarza. Schowałam telefon do kieszeni spodni. Pustą miskę odstawiłam do zmywarki. Ostatni raz przejrzałam się w lustrze które stało w przed pokoju i założyłam buty na lekkim obcasie. Nie czekałam długo, aż ktoś zadzwonił do drzwi. Wzięłam moją torbę i przewiesiłam sobie przez ramię. Otworzyłam drzwi i przywitałam się z tym idiotą. Wyszłam z domu zamykając drzwi na klucz.
-Jak się spało ? - spytał idąc przed siebie.
-Jak ? Beznadziejnie prawie, że w ogóle się nie wyspałam i czuję się jakbym spała 2 godziny - westchnęłam.
-Ja też, ale to dlatego, że poszedłem o 3 nad ranem spać - podrapał się po głowie.
-Jesteś walnięty wiesz o tym ? - pokręciłam głową wyprzedzając go.
-Nie, nie wiem... - zaśmiał się - a tobie gdzie się tak spieszy ? - zaśmiał się doganiając mnie.
-A wiesz.. obiecaliśmy, że przyjdziemy po Beccę i Jeya o 7:45 a jest 7:50 - spojrzałam na niego.
-No to już nie moja wina - bronił się.
-No chyba nie moja - uśmiechnęłam się kręcąc głową.
W końcu zaszliśmy pod dom tych dekli. Nie wspominałam tego, ale Becca i Jey są rodzeństwem.
-Siema ! - wydarłam się na powitanie.
-no siema, siema - Becca podeszła do mnie i przytuliła na przywitanie, a Jey dał mi buziaka w policzek co lekko mnie zdziwiło, bo zawsze to ja go całowałam w policzek.
-Eeemm...to idziemy bo zostało nam jakieś 8 minut do dzwonka, a musimy jeszcze tam dojść, a to zajmie nam jakieś 10 minut - powiedziałam lekko zmieszana.
-A no..ta...nie chcę się spóźnić tak jak ostatnio...już za dużo mam spóźnień. Ta baba powiedziała, że jak się jeszcze raz spóźnię to zadzwoni do moich starych - Beadles wywrócił oczami, a ja tylko spojrzałam na niego kręcąc głową.
-Ogarnij się wreszcie.. - strzeliłam mu z otwartej ręki w głowę. Zaśmiałam się.
-No ej..i kto tu się powinien ogarnąć ? - tam znowu wywrócił oczami.
-Wiesz..nadal ty - wytknęłam mu język.
Po jakiś 5 minutach zaszliśmy do szkoły. Nie no niezłego mamy sprinta. Weszłam do środka budynku i pokierowałam się do mojej szafki. Wyciągnęłam z niej książki, które potrzebuję na lekcję. Spojrzałam na plan żeby sprawdzić co teraz mam.
-Mata.. świetnie - ironizowałam.
-Masz matmę ? - usłyszałam za sobą znajomy głos. Odwróciłam się za siebie.
-Hej David - przytuliłam go na przywitanie - Tak.., a co ? Ty też masz ? - aż modliłam się w duchu żeby zaprzeczył.
-Tak fajnie, że mamy razem lekcje - wyszczerzył się - a później co masz ?
-Ee..biologię, a ty ? - spytałam.
-Też.. - zaśmiał się - fajnie przynajmniej spędzimy trochę czasu razem - poruszał brwiami.
Ja się tylko uśmiechnęłam.
Tsa...fajnie..ja ten czas wolałabym spędzić z kimś innym no, ale cóż. Usłyszeliśmy dzwonek na lekcje więc poszliśmy pod salę od matematyki gdzie już powoli kierowała się nauczycielka. Weszłam do klasy i udałam się na swoje miejsce gdzie zawsze siedzę czyli do ostatniej ławki pod oknem. Spojrzałam na Davida, który o dziwo nie usiadł koło mnie tylko z jakimś kolegą. Odetchnęłam z ulgą, bo nie miałam ochoty żeby z nim siedzieć. Wyciągnęłam książki i jakiś długopis, a babka od matmy weszła do klasy z..nie no, nie wierzę. Pokręciłam głową z niedowierzaniem. To jakiś głupi żart ?
-Dzień dobry - przywitała się - poznajcie nowego ucznia, będzie uczęszczał do naszej szkoły przez jakiś czas - uśmiechnęła się przyjaźnie do każdego - a więc Justinie przedstaw się nam.
-Jestem Justin Bieber, ale to już chyba zdążyliście zauważyć - wywrócił oczami - przeprowadziłem się z powrotem do Kanady, bo tutaj przez pewien czas będę dawał koncerty - tam zaczął opowiadać, a ja całkowicie odpłynęłam. Siedziałam wgapiona w okno, bo bałam się patrzeć w jego stronę. Po jakiś 10 minutach przerwała mu babka.
-Dobrze już, bo mi cała lekcja przeleci, a więc usiądź sobie...oo może z Nathalie - wskazała palcem na moje miejsce gdzie było wolne. Mhm..usiądzie sobie z Nathalie, a ja mogę wrócić do mojej poprzedniej czynności. Czekaj, moment...coooooooo ?!
-Ale, że co ? - powiedziałam na całą klasę.
-Panno Clark jakiś problem ? - spytała nauczycielka lekko karcącym spojrzeniem.
-Nie no, ależ skądże - wywróciłam oczami i czekałam aż pan diva usiądzie. Spojrzał na mnie, a po chwili lekko uśmiechnął się.
-Siema... - rzucił od tak.
Nie odezwałam się. Nie wiem może nie miałam ochoty. Albo po prostu nie umiałam, bałam się. On tylko westchnął.
-Przepraszam Cię - szepnął w moją stronę. Niepewnie na niego spojrzałam, a nasze spojrzenia się spotkały. Jak ja za nim tęskniłam . Za jego mleczno czekoladowymi tęczówkami, malinowymi ustami, które układały się w pół serce. Za nim całym. Tak bardzo chciałam go przytulić, ale wiedziałam, że nie mogę.
-Myślisz, że to wystarczy ? - szepnęłam niepewnie spuszczając wzrok.
-Ja wiem..ja..daj mi szansę..chcę ci to wytłumaczyć, nie tylko tobie, ale i innym.. - patrzył na mnie błagalnie.
-Nie mamy o czym gadać, a inni tak jak ja nie chcą mieć z tobą nic wspólnego, nie jesteś taki jak dawniej. Ty nie jesteś tym Justinem z którym lubiłam spędzać czas - powiedziałam to z żalem.
-Clark, Bieber ! Dobrze wam się rozmawia, czy może wam przeszkadzamy ?! - wydarła się matematyczka.
-No..trochę prowadzimy w tej chwili dość ważną rozmowę więc..jeśli by pani mogła trochę ciszej mówić - tam machnął ręką na nią, a ja tylko patrzyłam na niego z szeroko otwartymi oczami tak jak i inni. Nikt jeszcze nie powiedział tak do Browner. Nauczycielka paczyła na niego, bo myślała, że dostanie zawału.
-Taaak ?! To idźcie sobie porozmawiać za drzwiami prosto do gabinetu dyrektora ! - wydarła się na całą klasę pokazując na drzwi.
No i super ! Po prostu pięknie. Wzięłam swoje rzeczy i wyminęłam Biebera idąc przed nim.
-No zaczekaj ! - dogonił mnie.
-Odczep się - mruknęłam wkurzona.
-Przepraszam - złapał mnie za rękę odwracając w swoją stronę.
-Wiesz gdzie ty se możesz włożyć te swoje przepraszam ?! - uniosłam się.
-Dobra zawaliłem. Wiem to. Ale uwierz ja...nie zapomniałem o was - pokręcił głową - za każdym razem gdy tu przyjeżdżałem chciałem was odwiedzić, ale wiedziałem, że mnie nienawidzicie za to co zrobiłem. Żałuję. Wszyscy mówią, że sława jest wspaniała, że dzięki temu mam wiele pieniędzy jestem na szczytach list przebojów i mam swoich fanów. Oczywiście moi fani są wspaniali, ale przez to straciłem coś cennego. Przyjaciół. Co mi z tego, że mam pieniądze, ale za nie nie da się kupić prawdziwej przyjaźni. Przepraszam ja na prawdę przepraszam - mówiąc to cały czas paczył mi w oczy i co ja mam teraz zrobić ? Nie mogę tak łatwo mu wybaczyć. Za bardzo przez niego cierpiałam. Spuściłam wzrok.
-Sława zmienia ludzi..,a ty nie jesteś tą samą osobą co byłeś cztery lata temu. Ja nie wiem kim ty jesteś, bo na pewno nie jesteś tym samym Justinem, którego poznałam - pokręciłam głową.
-Jestem.. - wyszeptał.
-Udowodnij, bo jak na razie ci nie wierzę - miałam łzy w oczach, ale starałam się żeby tego nie widział.
-Owszem zmieniłem się i to bardzo, ale ja nadal jestem tym Justinem którego znałaś. Udowodnię ci to może nie teraz, ale zmienię się obiecuję - przełknął ślinę - wybacz mi.
Nie odzywałam się. Nie miałam pojęcia co zrobić.
-Lia... - jej.. jeszcze pamięta moje zdrobnienie. Uśmiechnęłam się delikatnie pod nosem.
-Ja...nie mogę - szepnęłam. Wyminęłam go. Nie mogłam tam dłużej stać. Poszłam pod salę od biologii. Tak wiem, że mieliśmy iść do dyra, ale jeśli ona myślała, że tam pójdziemy to jest śmieszna. Usiadłam pod klasą i skuliłam się lekko podsuwając nogi pod brodę. Po prostu się rozpłakałam. To dla mnie za wiele. Naciska mnie tak bardzo, ale ja nie potrafię mu teraz wybaczyć to za wcześnie.
-Lia.. - ktoś przy mnie kucnął.
-Odejdź..nie chcę z nikim rozmawiać.
-Nie zostawię cię w takim stanie do puki nie dowiem się coś się stało - podniósł mój podbródek do góry.
Westchnęłam cicho spoglądając na twarz Chrisa.
-Zgadnij z kim miałam dzisiaj matematykę.
-No nie wiem z kim ? - posłałam mu porozumiewawcze spojrzenie - No nie gadaj ! I co - spytał.
-Usiadł koło mnie..zaczął mnie przepraszać aż w końcu baba nas wywaliła z klasy, a później było już jeszcze gorzej - spuściłam głowę - dalej mnie przepraszał, zaczął mi wmawiać, że się zmieni i chciał żebym mu wybaczyła.
-Wybaczyłaś mu ?
-Nie. To za wcześnie. Za bardzo przez niego cierpiałam żeby mu wybaczyć tak szybko - westchnęłam.
-Rozumiem - uśmiechnął się.
-A ty co znowu zrobiłeś, że nie ma cię na lekcji ? - spojrzałam na niego.
-Nic takiego..zacząłem rozmawiać z tą babą na temat jej lekcji, a ta mnie wyprosiła z klasy - wywrócił oczami. Zaśmiałam się lekko. Cały Beadles. Starłam łzy wierzchem dłoni i wstałam z zimnej podłogi, bo zadzwonił dzwonek na przerwę.
-Co teraz masz ? - spytałam mając nadzieję, że ma tą samą lekcję co ja.
-Wf, a ty ?
-Kurcze.. biologię no, ale to nic, a później ? - lekko się uśmiechnęłam.
-Wos - poprawił swoją bluzę.
-Oooo ja też więc do zobaczenia - tam się z nim pożegnałam i usiadłam na parapecie, lecz po chwili podeszła do mnie Selena. Zmierzyłam ją od góry do dołu i tak jak myślałam. Krótka spódniczka, która jej ledwo tyłek zakrywała, 20 cm szpilki obcisła bluzka która pokazywała o wiele za dużo. Ale jak to ona powiedziała są cycki jest lans. Wywróciłam tylko na nią oczami.
-Czego chcesz pustaku ? - uśmiechnęłam się sztucznie.
-Widziałam cię jak rozmawiałaś z moim Justinkiem...i radzę ci zostaw go w spokoju. On jest mój, ale choćby nawet on by nie zwrócił uwagi na taką wywłokę - zaśmiała pusto.
-Uważaj lepiej żeby ci się ta twoja tapeta nie odkleiła. O matko czy ja widzę u ciebie pryszcza ? - zapiszczałam tak jak ona na co dzień.
-Gdzie ? - pisknęła.
-A niee...to tylko twój nos no cóż zdarza się. - uśmiechnęłam się cwanie.
-Jeszcze nie skończyłam z tobą - syknęła gniewnie.
-Śmierdzi ci z gęby zainwestuj w miętówki - powachlowałam się koło nosa.
Plastik tylko prychnął i se poszła. Uśmiechnęłam się pod nosem. Nie lubiłam nigdy dogadywać ludziom, ale z nią to się nie lubię od dłuższego czasu. Zadzwonił dzwonek na lekcję. Ja się podniosłam z tego parapetu i wzięłam swoją torbę którą zostawiłam wcześniej pod klasą. Weszłam do środka i usiadłam w ostatniej ławce jak zawsze zresztą. Teraz to tylko czekałam aż się ta lekcja skończy.
-Cooo ? - otworzyłam swoje zaspane oczy, bo dźwięk budzika jeszcze do mnie nie dochodził. Czyżby mi się to śniło ? Uszczypnęłam się w rękę, a jednak to nie sen. Ale to nie możliwe już jest 6:30 ? Tak bardzo mi się nie chciało wstawać, ale wiedziałam, że nie mam wyboru. Wzięłam budzik i go wyłączyłam. Podniosłam moje cztery litery i podeszłam do szafy wybierając jakieś ubrania na dzisiaj. Weszłam do łazienki, umyłam się, ubrałam i zrobiłam sobie makijaż składający się z eyelinera i tuszu do rzęs. Na koniec popsikałam się moimi ulubionymi perfumami. Wychodząc z łazienki wzięłam swoją torbę , telefon, klucze i gumy do żucia. Zeszłam na dół spoglądając na zegar który wisiał w kuchni. Była 7:10 czyli mam jeszcze jakieś 20 minut do przyjścia Christiana. Weszłam do kuchni i przygotowałam sobie śniadanie. Nie miałam na nic ochoty więc zrobiłam sobie zwykłe płatki na mleku. Z przygotowanym posiłkiem usiadłam do stołu i zaczęłam jeść. Nie miałam co robić więc weszłam na twettera, którego miałam w telefonie. Przeczytałam wpisy innych znajomych i jeden sprawił, że prawie mi telefon z rąk wypadł. Przeczytałam go jeszcze raz. "Nathalie..ja wiem, że mnie nienawidzisz, ale ja cię na prawdę przepraszam." Czyżby ? Czyżby sobie mnie przypomniał ? Jest jakaś nadzieja ? Nie no o czym ja myślę. Westchnęłam postanowiłam, że zostawię to bez komentarza. Schowałam telefon do kieszeni spodni. Pustą miskę odstawiłam do zmywarki. Ostatni raz przejrzałam się w lustrze które stało w przed pokoju i założyłam buty na lekkim obcasie. Nie czekałam długo, aż ktoś zadzwonił do drzwi. Wzięłam moją torbę i przewiesiłam sobie przez ramię. Otworzyłam drzwi i przywitałam się z tym idiotą. Wyszłam z domu zamykając drzwi na klucz.
-Jak się spało ? - spytał idąc przed siebie.
-Jak ? Beznadziejnie prawie, że w ogóle się nie wyspałam i czuję się jakbym spała 2 godziny - westchnęłam.
-Ja też, ale to dlatego, że poszedłem o 3 nad ranem spać - podrapał się po głowie.
-Jesteś walnięty wiesz o tym ? - pokręciłam głową wyprzedzając go.
-Nie, nie wiem... - zaśmiał się - a tobie gdzie się tak spieszy ? - zaśmiał się doganiając mnie.
-A wiesz.. obiecaliśmy, że przyjdziemy po Beccę i Jeya o 7:45 a jest 7:50 - spojrzałam na niego.
-No to już nie moja wina - bronił się.
-No chyba nie moja - uśmiechnęłam się kręcąc głową.
W końcu zaszliśmy pod dom tych dekli. Nie wspominałam tego, ale Becca i Jey są rodzeństwem.
-Siema ! - wydarłam się na powitanie.
-no siema, siema - Becca podeszła do mnie i przytuliła na przywitanie, a Jey dał mi buziaka w policzek co lekko mnie zdziwiło, bo zawsze to ja go całowałam w policzek.
-Eeemm...to idziemy bo zostało nam jakieś 8 minut do dzwonka, a musimy jeszcze tam dojść, a to zajmie nam jakieś 10 minut - powiedziałam lekko zmieszana.
-A no..ta...nie chcę się spóźnić tak jak ostatnio...już za dużo mam spóźnień. Ta baba powiedziała, że jak się jeszcze raz spóźnię to zadzwoni do moich starych - Beadles wywrócił oczami, a ja tylko spojrzałam na niego kręcąc głową.
-Ogarnij się wreszcie.. - strzeliłam mu z otwartej ręki w głowę. Zaśmiałam się.
-No ej..i kto tu się powinien ogarnąć ? - tam znowu wywrócił oczami.
-Wiesz..nadal ty - wytknęłam mu język.
Po jakiś 5 minutach zaszliśmy do szkoły. Nie no niezłego mamy sprinta. Weszłam do środka budynku i pokierowałam się do mojej szafki. Wyciągnęłam z niej książki, które potrzebuję na lekcję. Spojrzałam na plan żeby sprawdzić co teraz mam.
-Mata.. świetnie - ironizowałam.
-Masz matmę ? - usłyszałam za sobą znajomy głos. Odwróciłam się za siebie.
-Hej David - przytuliłam go na przywitanie - Tak.., a co ? Ty też masz ? - aż modliłam się w duchu żeby zaprzeczył.
-Tak fajnie, że mamy razem lekcje - wyszczerzył się - a później co masz ?
-Ee..biologię, a ty ? - spytałam.
-Też.. - zaśmiał się - fajnie przynajmniej spędzimy trochę czasu razem - poruszał brwiami.
Ja się tylko uśmiechnęłam.
Tsa...fajnie..ja ten czas wolałabym spędzić z kimś innym no, ale cóż. Usłyszeliśmy dzwonek na lekcje więc poszliśmy pod salę od matematyki gdzie już powoli kierowała się nauczycielka. Weszłam do klasy i udałam się na swoje miejsce gdzie zawsze siedzę czyli do ostatniej ławki pod oknem. Spojrzałam na Davida, który o dziwo nie usiadł koło mnie tylko z jakimś kolegą. Odetchnęłam z ulgą, bo nie miałam ochoty żeby z nim siedzieć. Wyciągnęłam książki i jakiś długopis, a babka od matmy weszła do klasy z..nie no, nie wierzę. Pokręciłam głową z niedowierzaniem. To jakiś głupi żart ?
-Dzień dobry - przywitała się - poznajcie nowego ucznia, będzie uczęszczał do naszej szkoły przez jakiś czas - uśmiechnęła się przyjaźnie do każdego - a więc Justinie przedstaw się nam.
-Jestem Justin Bieber, ale to już chyba zdążyliście zauważyć - wywrócił oczami - przeprowadziłem się z powrotem do Kanady, bo tutaj przez pewien czas będę dawał koncerty - tam zaczął opowiadać, a ja całkowicie odpłynęłam. Siedziałam wgapiona w okno, bo bałam się patrzeć w jego stronę. Po jakiś 10 minutach przerwała mu babka.
-Dobrze już, bo mi cała lekcja przeleci, a więc usiądź sobie...oo może z Nathalie - wskazała palcem na moje miejsce gdzie było wolne. Mhm..usiądzie sobie z Nathalie, a ja mogę wrócić do mojej poprzedniej czynności. Czekaj, moment...coooooooo ?!
-Ale, że co ? - powiedziałam na całą klasę.
-Panno Clark jakiś problem ? - spytała nauczycielka lekko karcącym spojrzeniem.
-Nie no, ależ skądże - wywróciłam oczami i czekałam aż pan diva usiądzie. Spojrzał na mnie, a po chwili lekko uśmiechnął się.
-Siema... - rzucił od tak.
Nie odezwałam się. Nie wiem może nie miałam ochoty. Albo po prostu nie umiałam, bałam się. On tylko westchnął.
-Przepraszam Cię - szepnął w moją stronę. Niepewnie na niego spojrzałam, a nasze spojrzenia się spotkały. Jak ja za nim tęskniłam . Za jego mleczno czekoladowymi tęczówkami, malinowymi ustami, które układały się w pół serce. Za nim całym. Tak bardzo chciałam go przytulić, ale wiedziałam, że nie mogę.
-Myślisz, że to wystarczy ? - szepnęłam niepewnie spuszczając wzrok.
-Ja wiem..ja..daj mi szansę..chcę ci to wytłumaczyć, nie tylko tobie, ale i innym.. - patrzył na mnie błagalnie.
-Nie mamy o czym gadać, a inni tak jak ja nie chcą mieć z tobą nic wspólnego, nie jesteś taki jak dawniej. Ty nie jesteś tym Justinem z którym lubiłam spędzać czas - powiedziałam to z żalem.
-Clark, Bieber ! Dobrze wam się rozmawia, czy może wam przeszkadzamy ?! - wydarła się matematyczka.
-No..trochę prowadzimy w tej chwili dość ważną rozmowę więc..jeśli by pani mogła trochę ciszej mówić - tam machnął ręką na nią, a ja tylko patrzyłam na niego z szeroko otwartymi oczami tak jak i inni. Nikt jeszcze nie powiedział tak do Browner. Nauczycielka paczyła na niego, bo myślała, że dostanie zawału.
-Taaak ?! To idźcie sobie porozmawiać za drzwiami prosto do gabinetu dyrektora ! - wydarła się na całą klasę pokazując na drzwi.
No i super ! Po prostu pięknie. Wzięłam swoje rzeczy i wyminęłam Biebera idąc przed nim.
-No zaczekaj ! - dogonił mnie.
-Odczep się - mruknęłam wkurzona.
-Przepraszam - złapał mnie za rękę odwracając w swoją stronę.
-Wiesz gdzie ty se możesz włożyć te swoje przepraszam ?! - uniosłam się.
-Dobra zawaliłem. Wiem to. Ale uwierz ja...nie zapomniałem o was - pokręcił głową - za każdym razem gdy tu przyjeżdżałem chciałem was odwiedzić, ale wiedziałem, że mnie nienawidzicie za to co zrobiłem. Żałuję. Wszyscy mówią, że sława jest wspaniała, że dzięki temu mam wiele pieniędzy jestem na szczytach list przebojów i mam swoich fanów. Oczywiście moi fani są wspaniali, ale przez to straciłem coś cennego. Przyjaciół. Co mi z tego, że mam pieniądze, ale za nie nie da się kupić prawdziwej przyjaźni. Przepraszam ja na prawdę przepraszam - mówiąc to cały czas paczył mi w oczy i co ja mam teraz zrobić ? Nie mogę tak łatwo mu wybaczyć. Za bardzo przez niego cierpiałam. Spuściłam wzrok.
-Sława zmienia ludzi..,a ty nie jesteś tą samą osobą co byłeś cztery lata temu. Ja nie wiem kim ty jesteś, bo na pewno nie jesteś tym samym Justinem, którego poznałam - pokręciłam głową.
-Jestem.. - wyszeptał.
-Udowodnij, bo jak na razie ci nie wierzę - miałam łzy w oczach, ale starałam się żeby tego nie widział.
-Owszem zmieniłem się i to bardzo, ale ja nadal jestem tym Justinem którego znałaś. Udowodnię ci to może nie teraz, ale zmienię się obiecuję - przełknął ślinę - wybacz mi.
Nie odzywałam się. Nie miałam pojęcia co zrobić.
-Lia... - jej.. jeszcze pamięta moje zdrobnienie. Uśmiechnęłam się delikatnie pod nosem.
-Ja...nie mogę - szepnęłam. Wyminęłam go. Nie mogłam tam dłużej stać. Poszłam pod salę od biologii. Tak wiem, że mieliśmy iść do dyra, ale jeśli ona myślała, że tam pójdziemy to jest śmieszna. Usiadłam pod klasą i skuliłam się lekko podsuwając nogi pod brodę. Po prostu się rozpłakałam. To dla mnie za wiele. Naciska mnie tak bardzo, ale ja nie potrafię mu teraz wybaczyć to za wcześnie.
-Lia.. - ktoś przy mnie kucnął.
-Odejdź..nie chcę z nikim rozmawiać.
-Nie zostawię cię w takim stanie do puki nie dowiem się coś się stało - podniósł mój podbródek do góry.
Westchnęłam cicho spoglądając na twarz Chrisa.
-Zgadnij z kim miałam dzisiaj matematykę.
-No nie wiem z kim ? - posłałam mu porozumiewawcze spojrzenie - No nie gadaj ! I co - spytał.
-Usiadł koło mnie..zaczął mnie przepraszać aż w końcu baba nas wywaliła z klasy, a później było już jeszcze gorzej - spuściłam głowę - dalej mnie przepraszał, zaczął mi wmawiać, że się zmieni i chciał żebym mu wybaczyła.
-Wybaczyłaś mu ?
-Nie. To za wcześnie. Za bardzo przez niego cierpiałam żeby mu wybaczyć tak szybko - westchnęłam.
-Rozumiem - uśmiechnął się.
-A ty co znowu zrobiłeś, że nie ma cię na lekcji ? - spojrzałam na niego.
-Nic takiego..zacząłem rozmawiać z tą babą na temat jej lekcji, a ta mnie wyprosiła z klasy - wywrócił oczami. Zaśmiałam się lekko. Cały Beadles. Starłam łzy wierzchem dłoni i wstałam z zimnej podłogi, bo zadzwonił dzwonek na przerwę.
-Co teraz masz ? - spytałam mając nadzieję, że ma tą samą lekcję co ja.
-Wf, a ty ?
-Kurcze.. biologię no, ale to nic, a później ? - lekko się uśmiechnęłam.
-Wos - poprawił swoją bluzę.
-Oooo ja też więc do zobaczenia - tam się z nim pożegnałam i usiadłam na parapecie, lecz po chwili podeszła do mnie Selena. Zmierzyłam ją od góry do dołu i tak jak myślałam. Krótka spódniczka, która jej ledwo tyłek zakrywała, 20 cm szpilki obcisła bluzka która pokazywała o wiele za dużo. Ale jak to ona powiedziała są cycki jest lans. Wywróciłam tylko na nią oczami.
-Czego chcesz pustaku ? - uśmiechnęłam się sztucznie.
-Widziałam cię jak rozmawiałaś z moim Justinkiem...i radzę ci zostaw go w spokoju. On jest mój, ale choćby nawet on by nie zwrócił uwagi na taką wywłokę - zaśmiała pusto.
-Uważaj lepiej żeby ci się ta twoja tapeta nie odkleiła. O matko czy ja widzę u ciebie pryszcza ? - zapiszczałam tak jak ona na co dzień.
-Gdzie ? - pisknęła.
-A niee...to tylko twój nos no cóż zdarza się. - uśmiechnęłam się cwanie.
-Jeszcze nie skończyłam z tobą - syknęła gniewnie.
-Śmierdzi ci z gęby zainwestuj w miętówki - powachlowałam się koło nosa.
Plastik tylko prychnął i se poszła. Uśmiechnęłam się pod nosem. Nie lubiłam nigdy dogadywać ludziom, ale z nią to się nie lubię od dłuższego czasu. Zadzwonił dzwonek na lekcję. Ja się podniosłam z tego parapetu i wzięłam swoją torbę którą zostawiłam wcześniej pod klasą. Weszłam do środka i usiadłam w ostatniej ławce jak zawsze zresztą. Teraz to tylko czekałam aż się ta lekcja skończy.
poniedziałek, 31 grudnia 2012
04. Po tym jednym głupim spotkaniu z nią coś się we mnie zmieniło.
Nagle nasze spojrzenia się spotkały. Widziałem w jej oczach ból, smutek i rozczarowanie. Tylko dlaczego ? Nie rozumiałem jej zachowania. Przecież ja jej nic złego nie zrobiłem. Po chwili zauważyłem, że jej towarzysze spojrzeli w moją stronę. Patrzyłem na nich wszystkich, bo chyba coś mi zaświtało.
-Boże... - położyłem rękę na ustach.
-Co ? Przypomniałeś sobie coś ? - spytał Chaz uśmiechając się drwiąco.
-Nie..to znaczy tak.. - pokręciłem głową z niedowierzaniem - czy...czy to.. Beadles ? - wskazałem palcem na śmiejącego się od ucha do ucha chłopaka, który podrzucał do góry serwetkę i w nią dmuchał. Zaśmiałem się wywracając oczami.
-Tak, a ten czarnowłosy to Jeydon pamiętasz go ? - spytał.
-Tak..jak mógłbym go zapomnieć - uśmiechnąłem się lekko.
-A ta blondynka z krótkimi włosami..to Rebecca - tam spojrzał na Beccę uśmiechając się przy tym. Widać, że mu się podobała.
-To Becca ? Jej...jak ona się zmieniła o mało jej nie poznałem - zaśmiałem się lekko. Cieszyłem się, że mogłem ich znowu zobaczyć po tylu latach. Ale jedno mnie zastanawiało. Kim była drobna blondynka o niebieskich oczach i ślicznym uśmiechu ? Ja powiedziałem ślicznym ? Coś jest już ze mną nie tak.
-Pacz Justin..przypomniałeś sobie, Chrisa, Jeya i Beccę, a jej - wskazał na nią palcem - nie umiesz sobie przypomnieć ? - wywrócił oczami.
-No właśnie nie... nie umiem jej sobie skojarzyć z żadną dziewczyną z którą się kiedyś zadawałem a było ich bardzo niewiele - westchnąłem.
-A z kim się tak bardzo przyjaźniłeś ? - spytał.
-No z tobą, Bealesem, Wale, Rebeccą i... - urwałem, bo zacząłem sobie coś analizować, ale to przecież nie możliwe. Spojrzałem jeszcze raz na blondynkę - Nathalie ? - powiedziałem tak cicho że ledwo to sam usłyszałem.
-I kim ? Bo chyba nie usłyszałem - ponaglił mnie.
-Nathalie, ale to nie możliwe. Ona zawsze miała krótkie brązowe włosy i w ogóle inaczej wyglądała - pokręciłem głową z dezaprobatą.
-To ona - uśmiechnął się do mnie jakoś dziwnie. No o co chodzi temu człowiekowi ?
Nie..ja nie wierzę...byłem taki...taki wredny dla mojej Nathalie. Mojej ? Nigdy nie była moja, ale była moją najlepszą przyjaciółką. Przecież ona sobie na to nie zasłużyła. Czy ja mam wyrzuty sumienia ? Ja ? Przez te cztery lata miałem wszystko i wszystkich w gdzieś. Byłem uodporniony na cierpienie i nigdy, ale to nigdy nie miałem wyrzutów sumienia. Czyżby teraz miało się coś zmienić ? Po tym jednym głupim spotkaniu z nią coś się we mnie zmieniło. Co ona ze mną robi ? Czyżby cząstka starego Justina wróciła ? Nie..nie o czym ja myślę. Nigdy nie będę taki jak byłem kiedyś. To chyba była chwila słabości, że zacząłem o tym myśleć. Zacząłem toczyć walkę z moim rozumem.
Usiadłam na swoim miejscu gdzie wcześniej siedziałam czyli koło Chrisa.
-Gdzie ty byłaś nie było ciebie z godzinę w tym czasie on - wskazała na Beadlesa palcem - zjadł swoje lody, twoje i zaczął moje podjadać - wywróciła oczami zirytowana Becca.
Spojrzałam na Beadlesa karcącym spojrzeniem lecz po chwili zaśmiałam się. Pokręciłam tylko bezradnie głową.
-Wiesz co.. - spojrzałam na niego.
-No co ? Miały się rozpuścić ? - próbował się jakoś bronić.
-Tak..tak.. - wywróciłam oczami - a no wiesz..mówiłam, że mi telefon dzwonił to poszłam odebrać - spojrzałam na Beccę.
-Rozmawiałaś aż godzinę ? - uśmiechnęła się cwanie - no przyznaj się kto ci dzwonił.
-A weź się.. - zaśmiałam się - nikt szczególny tylko David jak zwykle mi głowę zawraca
Westchnęłam.
-Weź się z nim umów on jest ładny i w ogóle - uśmiechnęła się.
-Nie chcę.. - spuściłam głowę.
-No weź.. nie miałaś chłopaka od dawna. Może akurat coś z tego będzie więc nie możesz się załamywać tylko żyć i iść dalej - Rebecca dalej drążyła temat.
-Nie umówię się z nim...nie chcę z nim być więc nie chcę mu robić nadziei - pokręciłam głową.
-No jak chcesz.. - spojrzała się w stronę stolika gdzie siedzieli Chaz z Bieberem. Przyłożyła rękę do twarzy - czy..czy to jest.. - przerwałam jej.
-Tak..to on - westchnęłam i spojrzałam w jego stronę, a nasze spojrzenia się spotkały. Przyglądał mi się jakby próbował coś rozszyfrować. Spuściłam wzrok. Zauważyłam, że wszyscy patrzeli w tamtą stronę.
-Zmienił się - odparł Jey - z wyglądu.
-Z charakteru też..to nie jest ten Justin z którym się przyjaźniliśmy, to jakaś zapatrzona w siebie gwiazdka - powiedziałam smutno.
-Nie przejmuj się - poklepał mnie po ramieniu Chris.
-Łatwo ci to mówić... w ogóle dzisiaj gadałam z Chazem - uśmiechnęłam się lekko.
-Kiedy ? - spytali równocześnie.
-Zanim do was przyszłam to mnie zaczepił więc z nim chwilę pogadałam, a on nic.. nawet głupiego hej nie powiedział. Na początku myślałam, że mnie wtedy nie poznał, że tak mi powiedział...dobra nie ważne, ale teraz to patrzył na mnie jakby pierwszy raz w życiu mnie widział. Zapomniał o mnie.. - kilka łez spłynęło mi po policzkach, ale je wytarłam.
-Co ci wtedy powiedział ? - spytał Jey. Nie byłam pewna czy mu to powiedzieć, czy zatrzymać to dla siebie, ale przecież to mój przyjaciel.
-Jak na niego wpadłam..to tak się wkurzył, że chciał wezwać ochronę. Później zażądał ode mnie przeprosin i wyzywał, że jestem niemową - zacisnęłam usta.
-Nie no..ta diva dostanie zaraz ode mnie po gębie - już wstał z miejsca.
-Jeydon...uspokój się.. nie warto - złapałam go za rękę.
-Ale mam powoli dosyć jego zachowania - przerwałam mu.
-Ale to od razu nie jest powód żeby go bić - westchnęłam po raz kolejny tego dnia.
Patrzył raz na mnie, a raz na niego - proszę - szepnęłam.On tylko wywrócił oczami na moje słowa i usiadł z powrotem na swoim miejscu. Siedzieliśmy jeszcze w tej lodziarni z godzinę i postanowiliśmy wrócić do domu.
-Ale ten weekend szybko zleciał pamiętam jak niedawno się zaczynał - westchnęłam.
-No dokładnie, a już jutro do szkoły - skrzywił się Beadles na samą myśl o szkole.
-Nawet mi nie gadaj sama tam nie chcę iść - spojrzałam na niego.
Wracaliśmy sami, bo Becca i Jey poszli już do domu. Więc Chris mnie odprowadził, bo ma po drodze. Po jakiś 10 minutach doszliśmy pod mój dom.
-A więc jutro 7:30 co nie ? - spytał.
-Tak więc do jutra - pożegnałam się z nim buziakiem w policzek i weszłam do domu.
-Wróciłam ! - wydarłam się na cały dom oznajmiając rodzicom, że już jestem, ale tak jak myślałam. Nikogo w domu nie było. Weszłam po schodach na górę do swojego pokoju po drodze biorąc szklankę i karton z sokiem z kuchni. Weszłam do swojego pokoju zamykając drzwi za sobą. Rzuciłam się na łóżko. Wzięłam swojego laptopa i go włączyłam. Weszłam na facebooka i inne strony społecznościowe, ale gdy już miałam wylogować się z twettera to jeden tweet przykuł moją uwagę. Przeczytałam go z dwa razy i nie mogłam uwierzyć własnym oczom. "Przepraszam Cię za moje zachowanie... uwierz, że nie chciałem być taki wobec ciebie i mam nadzieję, że jeszcze będę miał okazję z tobą porozmawiać." Tak..to Justin dodał tego tweeta Zdziwiło mnie to nieco. Bo odkąd posiada twettera to przeprosił może ze dwa razy. Tak śledzę go od dłuższego czasu, ale jeszcze mnie nigdy nie follownął. W sumie czemu ja się nie dziwię. Pokręciłam głową i dodałam swojego tweeta. "Żałuję, że cię spotkałam. Wcale mi to radości nie dało. ;c" Po dodaniu tego wylogowałam się. Wzięłam swoją piżamę która składała się z krótkich spodenek i koszulki na ramiączkach. Weszłam do łazienki, umyłam się, zmyłam dzisiejszy makijaż i ubrałam się. Wychodząc z łazienki przejrzałam się jeszcze raz w lustrze poprawiając włosy. Weszłam z powrotem do swojego pokoju i położyłam się do łóżka. Przymknęłam oczy zasypiając w dość szybkim tempie.
Usiadłam na swoim miejscu gdzie wcześniej siedziałam czyli koło Chrisa.
-Gdzie ty byłaś nie było ciebie z godzinę w tym czasie on - wskazała na Beadlesa palcem - zjadł swoje lody, twoje i zaczął moje podjadać - wywróciła oczami zirytowana Becca.
Spojrzałam na Beadlesa karcącym spojrzeniem lecz po chwili zaśmiałam się. Pokręciłam tylko bezradnie głową.
-Wiesz co.. - spojrzałam na niego.
-No co ? Miały się rozpuścić ? - próbował się jakoś bronić.
-Tak..tak.. - wywróciłam oczami - a no wiesz..mówiłam, że mi telefon dzwonił to poszłam odebrać - spojrzałam na Beccę.
-Rozmawiałaś aż godzinę ? - uśmiechnęła się cwanie - no przyznaj się kto ci dzwonił.
-A weź się.. - zaśmiałam się - nikt szczególny tylko David jak zwykle mi głowę zawraca
Westchnęłam.
-Weź się z nim umów on jest ładny i w ogóle - uśmiechnęła się.
-Nie chcę.. - spuściłam głowę.
-No weź.. nie miałaś chłopaka od dawna. Może akurat coś z tego będzie więc nie możesz się załamywać tylko żyć i iść dalej - Rebecca dalej drążyła temat.
-Nie umówię się z nim...nie chcę z nim być więc nie chcę mu robić nadziei - pokręciłam głową.
-No jak chcesz.. - spojrzała się w stronę stolika gdzie siedzieli Chaz z Bieberem. Przyłożyła rękę do twarzy - czy..czy to jest.. - przerwałam jej.
-Tak..to on - westchnęłam i spojrzałam w jego stronę, a nasze spojrzenia się spotkały. Przyglądał mi się jakby próbował coś rozszyfrować. Spuściłam wzrok. Zauważyłam, że wszyscy patrzeli w tamtą stronę.
-Zmienił się - odparł Jey - z wyglądu.
-Z charakteru też..to nie jest ten Justin z którym się przyjaźniliśmy, to jakaś zapatrzona w siebie gwiazdka - powiedziałam smutno.
-Nie przejmuj się - poklepał mnie po ramieniu Chris.
-Łatwo ci to mówić... w ogóle dzisiaj gadałam z Chazem - uśmiechnęłam się lekko.
-Kiedy ? - spytali równocześnie.
-Zanim do was przyszłam to mnie zaczepił więc z nim chwilę pogadałam, a on nic.. nawet głupiego hej nie powiedział. Na początku myślałam, że mnie wtedy nie poznał, że tak mi powiedział...dobra nie ważne, ale teraz to patrzył na mnie jakby pierwszy raz w życiu mnie widział. Zapomniał o mnie.. - kilka łez spłynęło mi po policzkach, ale je wytarłam.
-Co ci wtedy powiedział ? - spytał Jey. Nie byłam pewna czy mu to powiedzieć, czy zatrzymać to dla siebie, ale przecież to mój przyjaciel.
-Jak na niego wpadłam..to tak się wkurzył, że chciał wezwać ochronę. Później zażądał ode mnie przeprosin i wyzywał, że jestem niemową - zacisnęłam usta.
-Nie no..ta diva dostanie zaraz ode mnie po gębie - już wstał z miejsca.
-Jeydon...uspokój się.. nie warto - złapałam go za rękę.
-Ale mam powoli dosyć jego zachowania - przerwałam mu.
-Ale to od razu nie jest powód żeby go bić - westchnęłam po raz kolejny tego dnia.
Patrzył raz na mnie, a raz na niego - proszę - szepnęłam.On tylko wywrócił oczami na moje słowa i usiadł z powrotem na swoim miejscu. Siedzieliśmy jeszcze w tej lodziarni z godzinę i postanowiliśmy wrócić do domu.
-Ale ten weekend szybko zleciał pamiętam jak niedawno się zaczynał - westchnęłam.
-No dokładnie, a już jutro do szkoły - skrzywił się Beadles na samą myśl o szkole.
-Nawet mi nie gadaj sama tam nie chcę iść - spojrzałam na niego.
Wracaliśmy sami, bo Becca i Jey poszli już do domu. Więc Chris mnie odprowadził, bo ma po drodze. Po jakiś 10 minutach doszliśmy pod mój dom.
-A więc jutro 7:30 co nie ? - spytał.
-Tak więc do jutra - pożegnałam się z nim buziakiem w policzek i weszłam do domu.
-Wróciłam ! - wydarłam się na cały dom oznajmiając rodzicom, że już jestem, ale tak jak myślałam. Nikogo w domu nie było. Weszłam po schodach na górę do swojego pokoju po drodze biorąc szklankę i karton z sokiem z kuchni. Weszłam do swojego pokoju zamykając drzwi za sobą. Rzuciłam się na łóżko. Wzięłam swojego laptopa i go włączyłam. Weszłam na facebooka i inne strony społecznościowe, ale gdy już miałam wylogować się z twettera to jeden tweet przykuł moją uwagę. Przeczytałam go z dwa razy i nie mogłam uwierzyć własnym oczom. "Przepraszam Cię za moje zachowanie... uwierz, że nie chciałem być taki wobec ciebie i mam nadzieję, że jeszcze będę miał okazję z tobą porozmawiać." Tak..to Justin dodał tego tweeta Zdziwiło mnie to nieco. Bo odkąd posiada twettera to przeprosił może ze dwa razy. Tak śledzę go od dłuższego czasu, ale jeszcze mnie nigdy nie follownął. W sumie czemu ja się nie dziwię. Pokręciłam głową i dodałam swojego tweeta. "Żałuję, że cię spotkałam. Wcale mi to radości nie dało. ;c" Po dodaniu tego wylogowałam się. Wzięłam swoją piżamę która składała się z krótkich spodenek i koszulki na ramiączkach. Weszłam do łazienki, umyłam się, zmyłam dzisiejszy makijaż i ubrałam się. Wychodząc z łazienki przejrzałam się jeszcze raz w lustrze poprawiając włosy. Weszłam z powrotem do swojego pokoju i położyłam się do łóżka. Przymknęłam oczy zasypiając w dość szybkim tempie.
piątek, 28 grudnia 2012
03. To smutne, że osoba którą darzymy jakimś silnym uczuciem tak po prostu o tobie zapomina i traktuje cię jak powietrze.
Oderwałam się delikatnie od nich i spojrzałam na każdego po kolei. Uśmiechnęłam się lekko.
-Dziękuję - wyszeptałam.
-Za co ty nam dziękujesz ? - spytała lekko zdziwiona Becca.
-Za to, że jesteście, za to, że mi pomagacie w ciężkich chwilach, że mnie pocieszacie gdy mam kiepski humor. Nie wiem co bym bez was zrobiła - uśmiechnęłam się pociągając nosem - kocham was najmocniej na świecie.
-My ciebie też i pamiętaj co by się nie stało zawsze możesz na nas liczyć - powiedzieli.
Uśmiechnęłam się po raz kolejny. Tacy przyjaciele to skarb. Za nic bym ich nie wymieniła.
-To co ? Idziemy na te lody co mieliśmy iść ? - spytałam, bo chciałam sobie poprawić humor.
-Jasne, ale ja chcę czekoladowe z polewą toffi i kolorową posypką z dwoma waflami w dużym pucharku - rozmarzył się Chris - o i do tego wielka pepsi z lodem - marzył dalej.
-Lody i pepsi może jeszcze frytki do tego ? Stary ja wiedziałem, że jesteś dziwny, ale teraz to już w ogóle. Kto normalny je lody popijając pepsi ? - Jey się zamyślił - a no tak ! Ty nie jesteś normalny.
Wszyscy parsknęli śmiechem nawet i Chris. W świetnych humorach poszliśmy do lodziarni, która była dwie przecznice stąd. Szliśmy cały czas się z czegoś śmiejąc, bo Beadles opowiadał nam o swojej ostatniej wizycie u babci.
-No i jak przyjechałem to ona chciała mnie wycałować i wyściskać jak to miała w zwyczaju więc ja uciekłem, a ona zaczęła mnie gonić. Wbiegłem do jej pokoju i chciałem się schować w jej szafie, ale ona była zamknięta. Zacząłem ciągnąć za klamkę, ale zamiast ją otworzyć to ta szafa na mnie spadła. Myślałem, że tam umrę - wszyscy normalnie dusili się śmiechem.
-Oj Beadles ty to masz pecha - aż się popłakałam ze śmiechu.
-No ale to jeszcze nic..ona weszła do tego pokoju i nawet się nie skapnęła, że szafa jest przewrócona. Darłem się jak głupi, ale na marne. Dopiero po godzinie dziadek mi pomógł stamtąd wyjść.
-To twoja babcia jest głucha ? - spytał Jey nie wyrabiając ze śmiechu.
-No jak widać i do tego jeszcze ślepa. Ja już tam nie jadę, a co jak ta sytuacja się powtórzy ? - przejęty zaczął wymachiwać rękami.
-Człowieku weź wyjdź.. - Jey schował twarz w dłoniach kręcąc przy tym głową śmiał się jak głupi.
-Co ? Przecież tu nie ma drzwi - spojrzał na niego zdziwiony.
-Są takie niewidzialne, ale ty je zobaczysz bez problemu - zaczął się lać.
Ja z Beccą już tam sikałyśmy ze śmiechu, ach te sprzeczki pomiędzy Jeyem i Chrisem. Christian udaje głupka, a Jeydon mu dogaduje. Za to ich właśnie kocham.
-Zamknij ryj ! - krzyknął Wale do Beadlesa.
-Sam zamknij ja nie mam ryja ! - zaczęli się przekrzykiwać. W sumie jak zawsze.
-Ludzie zachowujecie się jak dzieci więc ogarnijcie dupy matoły - Rebecca cały czas się z nich śmiała, a ja razem z nią. Tak wygląda każde nasze wyjście gdziekolwiek. Ludzie zawsze myślą, że jesteśmy jacyś psychiczni no, w sumie ja się im nie dziwię. Doszliśmy już do tej lodziarni i zamówiliśmy to co chcieliśmy czyli ja lody śmietankowe z kolorową posypką, Becca pistacjowe, Jey czekoladowe z polewą czekoladową, a Beadles to co chciał wcześniej. Usiedliśmy do stolika i czekaliśmy na nasze zamówienie. Wszyscy rozsiedli się wygodnie na swoich miejscach. Christian zaczął robić wieżę z serwetek, a ubaw miał przy tym jak 5 latek. Pokręciłam zrezygnowana głową. Poczułam, że coś mi wibruje w kieszeni. Wyciągnęłam telefon z moich spodenek i spojrzałam na wyświetlacz. Jakiś numer nieznany. Wstałam od stolika.
-Ja zaraz wracam, bo ktoś do mnie dzwoni i Chris...proszę cię nie zjedź moich lodów tak jak ostatnio - wywróciłam oczami na samo to wspomnienie.
-Ja nic nie obiecuję - uśmiechnął się słodko. Ja tylko pokręciłam zrezygnowana głową i wyszłam z pomieszczenia odbierając przy tym telefon.
-Hallo ? - spytałam do słuchawki.
-Lia ? - usłyszałam w słuchawce znajomy głos.
-David ? - zdziwiłam się, że dzwoni - co się stało, że dzwonisz ?
-Chciałem się spytać, czy masz może dzisiaj wolny wieczór ? - spytał
Westchnęłam do słuchawki.
-Już coś ci mówiłam na ten temat.. - przerwał mi.
-Wiem to, ale nie mówiłaś nic, że nie mogę próbować i tak prędzej czy później się ze mną umówisz - właśnie w tej chwili mogłam sobie wyobrazić ten jego chytry uśmieszek, który można powiedzieć, że mnie irytuje.
-Nie umówię się z tobą zrozum to wreszcie. Nie chcę być nie miła i sprawiać ci przykrości, ale nic z tego nie będzie..przykro mi - westchnęłam.
-Ja i tak się nie poddam będę się starał - drążył dalej.
-Skończ..proszę cię nie psuj mi i ty humoru i tak już mam go zepsuty - powiedziałam już lekko wkurzona.
-A co się takiego stało ? - starał się być taki troskliwy, ale ja dobrze wiedziałam, że tylko udaje.
-Nic takiego nie chce mi się gadać pa - nie czekając na jego odpowiedź rozłączyłam się. Oparłam się o ścianę budynku i cicho westchnęłam przymykając na chwilę oczy. Przed oczami stanęła mi sylwetka Justina jeszcze z przed czterech lat. Tego prawdziwego Justina w którym się zakochałam. Ile ja bym oddała, żeby on wrócił. Żeby tu stanął i było jak dawniej, ale wiem, że tak już nigdy nie będzie. Po co ludzie kochają skoro miłość nie przynosi przyjemności tylko cierpienie ? Prawdziwa miłość zdarza się tylko w filmach, a to nie film, to jest rzeczywistość. Gdy człowiek dozna miłości to nigdy tak na prawdę nie będzie szczęśliwy. Miłość jest piękna, ale nie jest prosta. Miłość jest egoistyczna, trudna i okrutna. Przynosi wiele bólu i czasami, wiele strat. To po co ludzie kochają skoro na tym tracą ? Co prawda to piękne uczucie, gdy osoba którą kochamy to odwzajemnia, ale rzadko się tak zdarza. To co my z tym możemy zrobić ? Nic. Nie możemy rozkochać kogoś na siłę. Wszystko co nam pozostaje to czekać na krok tej drugiej osoby. Czyli ja powinnam czekać aż Justin się we mnie zakocha ? Przecież to wiadome, że on tego nigdy nie zrobi jak on nawet nie pamięta o moim istnieniu. To smutne, że osoba którą darzymy jakimś silnym uczuciem tak po prostu o tobie zapomina i traktuje cię jak powietrze. Jakby w ogóle cię nie znała. Jakbyś był dla niej obcym człowiekiem. To boli, nawet bardzo, ale nic nie możemy na to poradzić. To nie była nasza decyzja. Stałam tak nie wiem z ile, ale zapewne o wiele za długo. Westchnęłam i weszłam z powrotem do środka. Rozejrzałam się po lodziarni, a mój wzrok napotkał znajome twarze aż za bardzo znajome. Zacisnęłam usta i ręce w pięści. Starałam się nie zwracać na nich uwagi i udawać, że ich nie widzę. Przeszłam koło ich stolika obojętnie, a w duchu się modliłam żeby mnie nie zawołał, ale moje modlitwy poszły na marne.
-Nathalie ! Cześć miło cię widzieć. Co tam ? - spytał Chaz.
Tak. On jako jedyny miał kontakt z Justinem. Chyba jako jedyny wiedział jaki on teraz jest.
Odwróciłam się w ich stronę. Dokleiłam sobie sztuczny uśmiech.
-Chaz ! Przepraszam nie poznałam cię - zaśmiałam się - u mnie dobrze przyszłam z przyjaciółmi na lody, a co u ciebie ?
Starałam się nie patrzeć w stronę szatyna, który przez jakiś czas dziwnie mi się przyglądał.
-Po staremu. Również przyszliśmy na lody - uśmiechnął się pokazując na Justina ręką. Dopiero teraz na niego spojrzałam, a w moich oczach znowu stanęły łzy. Więc spuściłam głowę.
-No JB czemu się nic nie odzywasz ? Byś się odezwał - szturchnął go w ramię.
-Zamknij się Chaz - syknął.
-Wiecie co ja sobie pójdę - odeszłam od ich stolika nawet nie czekając na odpowiedź od żadnego. Po prostu czułam, że tam dłużej nie wytrzymam. Poszłam do stolika gdzie siedzieli moi przyjaciele.
Patrzyłem na nią tępym wzrokiem, bo zdawało mi się, że skądś ją znam, ale nie umiałem sobie za nic przypomnieć. Pamiętam tylko, że dzisiaj na mnie wpadła jak jechała na desce. Byłem dla niej wredny może trochę za wredny, ale taka już moja natura. Może powinienem ją przeprosić ? No co ty....ja jestem Justin Bieber. Ja nikogo nie przepraszam. Nienawidzę przyznawać się do błędu. Wolę jak ludzie się przede mną płaszczą, a nie ja przed nimi. Chociaż kiedyś byłem inny..Nie, nie, nie, nie będę powracał do przeszłości, gdy nie miałem nic, a ludzie się śmiali w moją twarz. Teraz to ja jestem kimś, a oni nikim. Teraz to ja się im śmieję w twarz. Wiem, że moje zachowanie jest sprzeczne, ale jak ja mam się inaczej zachować ? Udawać, że nic się nie stało i iść dalej ? Może i powinienem, ale tak nie potrafię. Nie potrafię zapomnieć żadnej krzywdy którą mi ludzie wyrządzili. Może dlatego teraz taki bezduszny jestem ? Bez uczuć i współczucia dla innych ? Nie mam pojęcia, ale nie mam zamiaru się zmieniać jest mi dobrze tak jak jest. Poczułem szturchanie w ramię. Spojrzałem się wrednym wzrokiem na Chaza.
-No JB czemu się nie odzywasz ? Byś się odezwał - wywróciłem oczami bo nie lubiłem jak ktoś mi przerywał moje przemyślenia.
-Zamknij się Chaz - syknąłem.
Byłem wredny dla niego. Wiem, wiem, ale zawsze dla niego starałem się być taki jak byłem kiedyś, ale zmieniłem się. Nawet bardzo więc ciężko mi jest powrócić do tego co było kiedyś.
-Wiecie co ja sobie pójdę - powiedziała drobna blondynka której imienia nie pamiętam. Wstała od stolika i podeszła do innego. Coś w niej było co mi się spodobało. Nie, nie Justin ogarnij się. Spojrzałem na Chaza.
-Przepraszam Cię - powiedziałem to chociaż trochę mi ciężko było to przyznać, ale jak już wspomniałem staram się być przy nim taki jak mnie poznał 7 lat temu.
-Nie no spoko - uśmiechnął się - co się z tobą dzieje ? - spytał.
-O co ci chodzi ? - zdziwiłem się.
-Czemu się do niej nie odezwałeś ? - wypytywał.
-Czemu miałbym się do niej odzywać skoro jej nie znam ? - wywróciłem oczami.
-Ty jej na prawdę nie poznałeś ? Na prawdę ? - pokręcił głową z nie dowierzaniem.
-Do czego ty zmierzasz Chaz ? Kto to był ? - trochę byłem zdezorientowany.
-Nie. Ja ci nic nie powiem i tak prędzej czy później się dowiesz - uśmiechnął się lekko.
-No weż Somers...gadaj co to za laska - dopytywałem się bo ciekawość i niewiedza zżerała mnie od środka. Strasznie nie lubiłem być czegoś niepewny lub czegoś nie wiedzieć.
-Nic ci nie powiem. Sam się tego dowiesz skoro cię to tak bardzo ciekawi i interesuje - jedno co nas łączyło to, to, że oboje byliśmy uparci. Oboje trzymaliśmy się swojego zdania. Co zawsze mnie w nim drażniło. Wywróciłem po raz kolejny oczami. Dowiem się kto to jest. Prędzej czy później. Chociaż trochę się tego boję. Moment ja się czegoś boję ? Nie no śmieszny jestem. Ja się niczego nie boję. No dobra są takie rzeczy których się boję, ale ja w to już nie wnikam. Spojrzałem się jeszcze raz na tą blondynkę i zacząłem się jej przez jakiś czas przyglądać. Może coś mi się przypomni ?
-To co ? Idziemy na te lody co mieliśmy iść ? - spytałam, bo chciałam sobie poprawić humor.
-Jasne, ale ja chcę czekoladowe z polewą toffi i kolorową posypką z dwoma waflami w dużym pucharku - rozmarzył się Chris - o i do tego wielka pepsi z lodem - marzył dalej.
-Lody i pepsi może jeszcze frytki do tego ? Stary ja wiedziałem, że jesteś dziwny, ale teraz to już w ogóle. Kto normalny je lody popijając pepsi ? - Jey się zamyślił - a no tak ! Ty nie jesteś normalny.
Wszyscy parsknęli śmiechem nawet i Chris. W świetnych humorach poszliśmy do lodziarni, która była dwie przecznice stąd. Szliśmy cały czas się z czegoś śmiejąc, bo Beadles opowiadał nam o swojej ostatniej wizycie u babci.
-No i jak przyjechałem to ona chciała mnie wycałować i wyściskać jak to miała w zwyczaju więc ja uciekłem, a ona zaczęła mnie gonić. Wbiegłem do jej pokoju i chciałem się schować w jej szafie, ale ona była zamknięta. Zacząłem ciągnąć za klamkę, ale zamiast ją otworzyć to ta szafa na mnie spadła. Myślałem, że tam umrę - wszyscy normalnie dusili się śmiechem.
-Oj Beadles ty to masz pecha - aż się popłakałam ze śmiechu.
-No ale to jeszcze nic..ona weszła do tego pokoju i nawet się nie skapnęła, że szafa jest przewrócona. Darłem się jak głupi, ale na marne. Dopiero po godzinie dziadek mi pomógł stamtąd wyjść.
-To twoja babcia jest głucha ? - spytał Jey nie wyrabiając ze śmiechu.
-No jak widać i do tego jeszcze ślepa. Ja już tam nie jadę, a co jak ta sytuacja się powtórzy ? - przejęty zaczął wymachiwać rękami.
-Człowieku weź wyjdź.. - Jey schował twarz w dłoniach kręcąc przy tym głową śmiał się jak głupi.
-Co ? Przecież tu nie ma drzwi - spojrzał na niego zdziwiony.
-Są takie niewidzialne, ale ty je zobaczysz bez problemu - zaczął się lać.
Ja z Beccą już tam sikałyśmy ze śmiechu, ach te sprzeczki pomiędzy Jeyem i Chrisem. Christian udaje głupka, a Jeydon mu dogaduje. Za to ich właśnie kocham.
-Zamknij ryj ! - krzyknął Wale do Beadlesa.
-Sam zamknij ja nie mam ryja ! - zaczęli się przekrzykiwać. W sumie jak zawsze.
-Ludzie zachowujecie się jak dzieci więc ogarnijcie dupy matoły - Rebecca cały czas się z nich śmiała, a ja razem z nią. Tak wygląda każde nasze wyjście gdziekolwiek. Ludzie zawsze myślą, że jesteśmy jacyś psychiczni no, w sumie ja się im nie dziwię. Doszliśmy już do tej lodziarni i zamówiliśmy to co chcieliśmy czyli ja lody śmietankowe z kolorową posypką, Becca pistacjowe, Jey czekoladowe z polewą czekoladową, a Beadles to co chciał wcześniej. Usiedliśmy do stolika i czekaliśmy na nasze zamówienie. Wszyscy rozsiedli się wygodnie na swoich miejscach. Christian zaczął robić wieżę z serwetek, a ubaw miał przy tym jak 5 latek. Pokręciłam zrezygnowana głową. Poczułam, że coś mi wibruje w kieszeni. Wyciągnęłam telefon z moich spodenek i spojrzałam na wyświetlacz. Jakiś numer nieznany. Wstałam od stolika.
-Ja zaraz wracam, bo ktoś do mnie dzwoni i Chris...proszę cię nie zjedź moich lodów tak jak ostatnio - wywróciłam oczami na samo to wspomnienie.
-Ja nic nie obiecuję - uśmiechnął się słodko. Ja tylko pokręciłam zrezygnowana głową i wyszłam z pomieszczenia odbierając przy tym telefon.
-Hallo ? - spytałam do słuchawki.
-Lia ? - usłyszałam w słuchawce znajomy głos.
-David ? - zdziwiłam się, że dzwoni - co się stało, że dzwonisz ?
-Chciałem się spytać, czy masz może dzisiaj wolny wieczór ? - spytał
Westchnęłam do słuchawki.
-Już coś ci mówiłam na ten temat.. - przerwał mi.
-Wiem to, ale nie mówiłaś nic, że nie mogę próbować i tak prędzej czy później się ze mną umówisz - właśnie w tej chwili mogłam sobie wyobrazić ten jego chytry uśmieszek, który można powiedzieć, że mnie irytuje.
-Nie umówię się z tobą zrozum to wreszcie. Nie chcę być nie miła i sprawiać ci przykrości, ale nic z tego nie będzie..przykro mi - westchnęłam.
-Ja i tak się nie poddam będę się starał - drążył dalej.
-Skończ..proszę cię nie psuj mi i ty humoru i tak już mam go zepsuty - powiedziałam już lekko wkurzona.
-A co się takiego stało ? - starał się być taki troskliwy, ale ja dobrze wiedziałam, że tylko udaje.
-Nic takiego nie chce mi się gadać pa - nie czekając na jego odpowiedź rozłączyłam się. Oparłam się o ścianę budynku i cicho westchnęłam przymykając na chwilę oczy. Przed oczami stanęła mi sylwetka Justina jeszcze z przed czterech lat. Tego prawdziwego Justina w którym się zakochałam. Ile ja bym oddała, żeby on wrócił. Żeby tu stanął i było jak dawniej, ale wiem, że tak już nigdy nie będzie. Po co ludzie kochają skoro miłość nie przynosi przyjemności tylko cierpienie ? Prawdziwa miłość zdarza się tylko w filmach, a to nie film, to jest rzeczywistość. Gdy człowiek dozna miłości to nigdy tak na prawdę nie będzie szczęśliwy. Miłość jest piękna, ale nie jest prosta. Miłość jest egoistyczna, trudna i okrutna. Przynosi wiele bólu i czasami, wiele strat. To po co ludzie kochają skoro na tym tracą ? Co prawda to piękne uczucie, gdy osoba którą kochamy to odwzajemnia, ale rzadko się tak zdarza. To co my z tym możemy zrobić ? Nic. Nie możemy rozkochać kogoś na siłę. Wszystko co nam pozostaje to czekać na krok tej drugiej osoby. Czyli ja powinnam czekać aż Justin się we mnie zakocha ? Przecież to wiadome, że on tego nigdy nie zrobi jak on nawet nie pamięta o moim istnieniu. To smutne, że osoba którą darzymy jakimś silnym uczuciem tak po prostu o tobie zapomina i traktuje cię jak powietrze. Jakby w ogóle cię nie znała. Jakbyś był dla niej obcym człowiekiem. To boli, nawet bardzo, ale nic nie możemy na to poradzić. To nie była nasza decyzja. Stałam tak nie wiem z ile, ale zapewne o wiele za długo. Westchnęłam i weszłam z powrotem do środka. Rozejrzałam się po lodziarni, a mój wzrok napotkał znajome twarze aż za bardzo znajome. Zacisnęłam usta i ręce w pięści. Starałam się nie zwracać na nich uwagi i udawać, że ich nie widzę. Przeszłam koło ich stolika obojętnie, a w duchu się modliłam żeby mnie nie zawołał, ale moje modlitwy poszły na marne.
-Nathalie ! Cześć miło cię widzieć. Co tam ? - spytał Chaz.
Tak. On jako jedyny miał kontakt z Justinem. Chyba jako jedyny wiedział jaki on teraz jest.
Odwróciłam się w ich stronę. Dokleiłam sobie sztuczny uśmiech.
-Chaz ! Przepraszam nie poznałam cię - zaśmiałam się - u mnie dobrze przyszłam z przyjaciółmi na lody, a co u ciebie ?
Starałam się nie patrzeć w stronę szatyna, który przez jakiś czas dziwnie mi się przyglądał.
-Po staremu. Również przyszliśmy na lody - uśmiechnął się pokazując na Justina ręką. Dopiero teraz na niego spojrzałam, a w moich oczach znowu stanęły łzy. Więc spuściłam głowę.
-No JB czemu się nic nie odzywasz ? Byś się odezwał - szturchnął go w ramię.
-Zamknij się Chaz - syknął.
-Wiecie co ja sobie pójdę - odeszłam od ich stolika nawet nie czekając na odpowiedź od żadnego. Po prostu czułam, że tam dłużej nie wytrzymam. Poszłam do stolika gdzie siedzieli moi przyjaciele.
Patrzyłem na nią tępym wzrokiem, bo zdawało mi się, że skądś ją znam, ale nie umiałem sobie za nic przypomnieć. Pamiętam tylko, że dzisiaj na mnie wpadła jak jechała na desce. Byłem dla niej wredny może trochę za wredny, ale taka już moja natura. Może powinienem ją przeprosić ? No co ty....ja jestem Justin Bieber. Ja nikogo nie przepraszam. Nienawidzę przyznawać się do błędu. Wolę jak ludzie się przede mną płaszczą, a nie ja przed nimi. Chociaż kiedyś byłem inny..Nie, nie, nie, nie będę powracał do przeszłości, gdy nie miałem nic, a ludzie się śmiali w moją twarz. Teraz to ja jestem kimś, a oni nikim. Teraz to ja się im śmieję w twarz. Wiem, że moje zachowanie jest sprzeczne, ale jak ja mam się inaczej zachować ? Udawać, że nic się nie stało i iść dalej ? Może i powinienem, ale tak nie potrafię. Nie potrafię zapomnieć żadnej krzywdy którą mi ludzie wyrządzili. Może dlatego teraz taki bezduszny jestem ? Bez uczuć i współczucia dla innych ? Nie mam pojęcia, ale nie mam zamiaru się zmieniać jest mi dobrze tak jak jest. Poczułem szturchanie w ramię. Spojrzałem się wrednym wzrokiem na Chaza.
-No JB czemu się nie odzywasz ? Byś się odezwał - wywróciłem oczami bo nie lubiłem jak ktoś mi przerywał moje przemyślenia.
-Zamknij się Chaz - syknąłem.
Byłem wredny dla niego. Wiem, wiem, ale zawsze dla niego starałem się być taki jak byłem kiedyś, ale zmieniłem się. Nawet bardzo więc ciężko mi jest powrócić do tego co było kiedyś.
-Wiecie co ja sobie pójdę - powiedziała drobna blondynka której imienia nie pamiętam. Wstała od stolika i podeszła do innego. Coś w niej było co mi się spodobało. Nie, nie Justin ogarnij się. Spojrzałem na Chaza.
-Przepraszam Cię - powiedziałem to chociaż trochę mi ciężko było to przyznać, ale jak już wspomniałem staram się być przy nim taki jak mnie poznał 7 lat temu.
-Nie no spoko - uśmiechnął się - co się z tobą dzieje ? - spytał.
-O co ci chodzi ? - zdziwiłem się.
-Czemu się do niej nie odezwałeś ? - wypytywał.
-Czemu miałbym się do niej odzywać skoro jej nie znam ? - wywróciłem oczami.
-Ty jej na prawdę nie poznałeś ? Na prawdę ? - pokręcił głową z nie dowierzaniem.
-Do czego ty zmierzasz Chaz ? Kto to był ? - trochę byłem zdezorientowany.
-Nie. Ja ci nic nie powiem i tak prędzej czy później się dowiesz - uśmiechnął się lekko.
-No weż Somers...gadaj co to za laska - dopytywałem się bo ciekawość i niewiedza zżerała mnie od środka. Strasznie nie lubiłem być czegoś niepewny lub czegoś nie wiedzieć.
-Nic ci nie powiem. Sam się tego dowiesz skoro cię to tak bardzo ciekawi i interesuje - jedno co nas łączyło to, to, że oboje byliśmy uparci. Oboje trzymaliśmy się swojego zdania. Co zawsze mnie w nim drażniło. Wywróciłem po raz kolejny oczami. Dowiem się kto to jest. Prędzej czy później. Chociaż trochę się tego boję. Moment ja się czegoś boję ? Nie no śmieszny jestem. Ja się niczego nie boję. No dobra są takie rzeczy których się boję, ale ja w to już nie wnikam. Spojrzałem się jeszcze raz na tą blondynkę i zacząłem się jej przez jakiś czas przyglądać. Może coś mi się przypomni ?
wtorek, 11 grudnia 2012
02. Jego każde wypowiedziane słowo bolało mnie tak bardzo.
Czy łatwo znaleźć prawdziwego przyjaciela który będzie w pełni oddany i wyrozumiały ? Właściwie to na czym polega przyjaźń ? Na spotykaniu się z zaufaną osobą ? Na mówieniu sobie wszystkiego i swoich uczuciach ? Czy może po prostu darzeniu tej osoby ogromnym zaufaniem i traktowaniu jej jak bliskiej ci osoby ? Te pytania wydają się proste i odpowiedź na nie jest krótka i szybka. Wcale nie są proste jak się wydaje ponieważ ciężko jest znaleźć osobę godną naszego zaufania, która mogła by być naszym prawdziwym przyjacielem. Może już znalazłeś taką osobę i myślisz, że możesz dać jej miano przyjaciela, ale w końcu i tak po jakimś czasie dowiadujemy się jaka ona jest na prawdę. Przyjacielem możemy nazwać osobę której ufamy bezgranicznie, wiemy, że zawsze możemy na niej polegać gdy mamy jakiś problem, będzie darzyła nas wsparciem i pomagała w trudnych decyzjach i zawsze będzie umiała wysłuchać i pocieszyć. Przyjaciel to osoba która będzie płakała razem z tobą gdy spotka cię coś przykrego bądź cieszyła się twoim szczęściem. Ja znalazłam takich przyjaciół. Są nimi Christiana, Rebecca i Jeydon. Może nie raz się kłóciliśmy to i tak nadal się przyjaźnimy. Jeszcze żadna rzecz nas nie poróżniła i mam nadzieję, że tak pozostanie jeszcze długo. Za nic w życiu bym ich nie wymieniła na coś innego. Jacy są tacy są, ale to są moje głupki z którymi kocham spędzać czas.
Jechałam na tej desce tak szybko jak tylko potrafiłam, ale i tak on był szybszy. Nie poddawałam się nadal próbowałam go dogonić i w końcu wymyśliłam, że pojadę na skróty. Jadąc alejką rozpędzona do granic możliwości z cudem wymijałam ludzi. Lecz na końcu drogi nie wyrobiłam na zakręcie i wpadłam na kogoś powodując, że wylądowaliśmy na ziemi. Podniosłam głowę do góry by przeprosić tego kogoś, bo było mi trochę głupio, ale gdy to zrobiłam moje serce na chwilę stanęło. Zamarłam. Nie potrafiłam z siebie wydusić ani jednego słowa. Nie umiałam uwierzyć własnym oczom. Czy to sen ? Najwidoczniej tak. Te same oczy, ten sam uśmiech, tylko fryzura lekko przycięta. Z wyglądu prawie nic się nie zmienił tylko trochę wydoroślał. On jedynie patrzył na mnie jakoś dziwnie.
-Wstaniesz ze mnie czy mam wezwać ochronę ? - syknął. Nie poznał mnie. Posmutniałam lekko wstając z niego chciałam po prostu odejść, ale on mnie zatrzymał.
-A przepraszam to co ? Chyba należą mi się jakieś przeprosiny za ten najazd na moją osobę - stanął z założonymi rękoma i wyczekiwał odpowiedzi z mojej strony. Ciężko mi było nawet bardzo powiedzieć te jedno głupie słowo. Gdy już otwierałam usta wielka gula stanęła mi w gardle uniemożliwiając mi jakiekolwiek wypowiedziane słowo. On tylko coraz bardziej się niecierpliwił.
-Jesteś niemową ? Nie rozumiesz tego co do ciebie mówię czy jak ? - wywrócił oczami.
Jego każde wypowiedziane słowo bolało mnie tak bardzo. Łzy mi się zbierały w oczach.
-Przepraszam - szepnęłam cicho i niezrozumiale przez moją gulę w gardle. Po twarzy zaczęły mi łzy lecieć. Wzięłam swoją deskę i pobiegłam w stronę skate parku zostawiając go tam samego. Pobiegłam do moich przyjaciół którzy chodzili po skate parku chyba poszukując mnie. Nie wiele myśląc podbiegłam do nich.
-O..Nathalie...gdzieś ty była szukaliśmy cię - uśmiechnęła się Becca, ale widząc moją zapłakaną twarz zaraz zaczęła się pytać co się stało tak jak i pozostali.
-Nie uwierzycie...on wrócił..widziałam go... - zaczęłam ścierać łzy wierzchem dłoni.
-O czym ty gadasz ? - zdziwili się.
-Justin...widziałam go...wpadłam na niego jak jechałam na desce - pamięcią wróciłam do sceny która miała miejsce kilka minut temu.
-To nie możliwe... - Becca pokręciła głową nie dowierzając.
-Chciałabym... - łzy ciągle zbierały mi się w oczach - zmienił się...cholernie się zmienił.
Pociągnęłam nosem.
-Cii..już dobrze - Chris, Jey i Becca przytulili mnie pocieszając - on nie jest tego wart.
Ja to wiem, mój rozum też, ale czy moje serce to wie ? No jak widać nie. Czemu osoby na których nam tak zależy sprawiają nam tyle bólu ? Czasami chciałabym mieć wszystko i wszystkich w gdzieś. Chciałabym myśleć tylko o sobie i być tą pieprzoną egoistką, ale ja tak nie umiem. Nie potrafię. Mi w porównaniu do innych Bóg dał serce. Potrafię kochać i myśleć o drugiej osobie, ale czasami to odbija się przeciwko mnie. Często ludzie mnie ranią nawet o tym nie wiedząc. Z natury jestem wrażliwa, chociaż nigdy tego nie pokazuję. Potrafię jak trzeba postawić się komuś i powiedzieć coś na zrozumienie. Mam tak jakby dwie osobowości jedna część mnie to ta spokojna, wrażliwa i miła, a ta druga to szalona, wybuchowa i czasami wredna. Ciężko mi jest, ale od czego mam przyjaciół którzy mi pomagają ?
Jechałam na tej desce tak szybko jak tylko potrafiłam, ale i tak on był szybszy. Nie poddawałam się nadal próbowałam go dogonić i w końcu wymyśliłam, że pojadę na skróty. Jadąc alejką rozpędzona do granic możliwości z cudem wymijałam ludzi. Lecz na końcu drogi nie wyrobiłam na zakręcie i wpadłam na kogoś powodując, że wylądowaliśmy na ziemi. Podniosłam głowę do góry by przeprosić tego kogoś, bo było mi trochę głupio, ale gdy to zrobiłam moje serce na chwilę stanęło. Zamarłam. Nie potrafiłam z siebie wydusić ani jednego słowa. Nie umiałam uwierzyć własnym oczom. Czy to sen ? Najwidoczniej tak. Te same oczy, ten sam uśmiech, tylko fryzura lekko przycięta. Z wyglądu prawie nic się nie zmienił tylko trochę wydoroślał. On jedynie patrzył na mnie jakoś dziwnie.
-Wstaniesz ze mnie czy mam wezwać ochronę ? - syknął. Nie poznał mnie. Posmutniałam lekko wstając z niego chciałam po prostu odejść, ale on mnie zatrzymał.
-A przepraszam to co ? Chyba należą mi się jakieś przeprosiny za ten najazd na moją osobę - stanął z założonymi rękoma i wyczekiwał odpowiedzi z mojej strony. Ciężko mi było nawet bardzo powiedzieć te jedno głupie słowo. Gdy już otwierałam usta wielka gula stanęła mi w gardle uniemożliwiając mi jakiekolwiek wypowiedziane słowo. On tylko coraz bardziej się niecierpliwił.
-Jesteś niemową ? Nie rozumiesz tego co do ciebie mówię czy jak ? - wywrócił oczami.
Jego każde wypowiedziane słowo bolało mnie tak bardzo. Łzy mi się zbierały w oczach.
-Przepraszam - szepnęłam cicho i niezrozumiale przez moją gulę w gardle. Po twarzy zaczęły mi łzy lecieć. Wzięłam swoją deskę i pobiegłam w stronę skate parku zostawiając go tam samego. Pobiegłam do moich przyjaciół którzy chodzili po skate parku chyba poszukując mnie. Nie wiele myśląc podbiegłam do nich.
-O..Nathalie...gdzieś ty była szukaliśmy cię - uśmiechnęła się Becca, ale widząc moją zapłakaną twarz zaraz zaczęła się pytać co się stało tak jak i pozostali.
-Nie uwierzycie...on wrócił..widziałam go... - zaczęłam ścierać łzy wierzchem dłoni.
-O czym ty gadasz ? - zdziwili się.
-Justin...widziałam go...wpadłam na niego jak jechałam na desce - pamięcią wróciłam do sceny która miała miejsce kilka minut temu.
-To nie możliwe... - Becca pokręciła głową nie dowierzając.
-Chciałabym... - łzy ciągle zbierały mi się w oczach - zmienił się...cholernie się zmienił.
Pociągnęłam nosem.
-Cii..już dobrze - Chris, Jey i Becca przytulili mnie pocieszając - on nie jest tego wart.
Ja to wiem, mój rozum też, ale czy moje serce to wie ? No jak widać nie. Czemu osoby na których nam tak zależy sprawiają nam tyle bólu ? Czasami chciałabym mieć wszystko i wszystkich w gdzieś. Chciałabym myśleć tylko o sobie i być tą pieprzoną egoistką, ale ja tak nie umiem. Nie potrafię. Mi w porównaniu do innych Bóg dał serce. Potrafię kochać i myśleć o drugiej osobie, ale czasami to odbija się przeciwko mnie. Często ludzie mnie ranią nawet o tym nie wiedząc. Z natury jestem wrażliwa, chociaż nigdy tego nie pokazuję. Potrafię jak trzeba postawić się komuś i powiedzieć coś na zrozumienie. Mam tak jakby dwie osobowości jedna część mnie to ta spokojna, wrażliwa i miła, a ta druga to szalona, wybuchowa i czasami wredna. Ciężko mi jest, ale od czego mam przyjaciół którzy mi pomagają ?
niedziela, 9 grudnia 2012
01. Gdyby mi nie zależało łatwiej byłoby mi zapomnieć.
Minęły już cztery lata. Cztery długie cholerne lata. Nadal się nie pogodziłam z jego utratą. Próbuję zapomnieć, ale za każdym razem gdy go widzę w telewizji wspomnienia wracają jak bumerang. Był moim przyjacielem na którym mi bardzo zależało. Może nawet za bardzo. Gdyby mi nie zależało łatwiej byłoby mi zapomnieć. Dlaczego to mnie tak boli ? Obiecywał, że nie zapomni...,że zawsze będzie pamiętał od czego zaczął, gdzie się wychował i o swojej przeszłości. Złamał obietnicę. Nie dotrzymał jej. Ta sława tak go zmieniła i zrobiła z mózgu wodę sodową. Kiedyś gdy nic nie miał to bardziej wszystko doceniał. A teraz ? No właśnie...teraz ma wszystkiego pod dostatek i ciągle mu mało. Jak mógł tak bardzo się zmienić ? Zapomniał o mnie jak i o naszych przyjaciołach tak szybko jak zaczął swoją karierę. Z moich rozmyślań wyrwała mnie Becca szturchając w ramię. Spojrzałam na nią zdezorientowana.
-Przepraszam zamyśliłam się - uśmiechnęłam się przepraszająco do każdego.
-A ty znowu o nim myślisz ? Lia...mięły już cztery lata on już pewnie cię... - przerwałam jej.
-Nie pamięta..wiem o tym bardzo dobrze - westchnęłam, a uśmiech zszedł mi z twarzy - mi cały czas na nim zależy...chociaż minęło już tyle czasu ja nadal nie potrafię o nim zapomnieć.
Wszyscy patrzeli na nie ze współczuciem wypisanym na twarzy.
-Nathalie...ja cię rozumiem, że ci jest trudno...,ale musisz o nim zapomnieć tak będzie dla ciebie lepiej - Jey poklepał mnie po ramieniu.
Łatwo mu to mówić. Jak ja mam zapomnieć skoro ciągle coś mi o nim przypomina ? Jak bardzo bym nie chciała to i tak ciągle nie mogę wyrzucić go z mojej głowy. Jak bardzo bym się nie starała to nie umiem. Nie mogę, nie potrafię od tak o nim zapomnieć i udawać, że on już dla mnie nie istnieje. Najbardziej mnie boli, to, że on nigdy nie wiedział co do niego czuję. Nie zdążyłam mu o tym powiedzieć, gdy byłam gotowa mu to wyznać, to było już za późno. Zniknął z mojego życia tak szybko jak się pojawił. Ja dalej czuję jakby był, a tak na prawdę go już nie ma i nigdy nie będzie. Nigdy się nie dowie o moich uczuciach. Dobra Lia musisz przestać się użalać nad sobą przynajmniej nie wtedy kiedy są Chris, Jey i Rebecca.
-Co powiecie na skate park, a później duże lody na poprawę humoru ? - chciałam w jakiś sposób zmienić temat.
-Dla mnie spoko - stwierdził Christian, a reszta przyznawała mu rację.
Więc każdy udał się do swojego domu, po deskę czy bmx'a. Po jakiś 20 minutach już każdy jeździł po rampach i popisywał się co potrafi. Wszyscy świetnie się bawili z wyjątkiem mnie. Tylko ja jeździłam na desce bez żadnego entuzjazmu. Jak bardzo się nie starałam to moje myśli były przy nim. Zamiast świetnie się bawić to sobie humor psułam. W sumie tak jest każdego dnia od kiedy on wyjechał. Staram się normalnie funkcjonować, ale to nie jest takie proste.
-Nathalie...,a ty czemu nie jeździsz ? - podjechał do mnie Chris na swoim bmx'sie.
-Przecież jeżdżę - wskoczyłam na deskę i zrobiłam na niej dwa triki.
-No jakoś nie widzę - pokręcił głową - ścigamy się ?
Uśmiechnął się cwanie, bo dobrze wiedział, że kocham wyścigi, a tym bardziej z nim.
-No jasne...a ten kto przegra będzie musiał... - zamyśliłam się na chwilę - kupować lody wygranemu przez tydzień.
-Zgoda - zaśmiał się - i tak przegrasz..
-Chyba śnisz.. - wskoczyłam na moją deskę i go wyminęłam.
-Ej to nie fair ! - krzyknął jadąc za mną. Śmialiśmy się cały czas ścigając. Czułam się jak za dawnych czasów. Gdy wszystko było proste i jedynym problemem było to czy kupić sobie lody czekoladowe, czy śmietankowe. Moje życie było wspaniałe do puki nie zaczęło się sypać, a ja nie umiałam się z niego wykopać.
-Przepraszam zamyśliłam się - uśmiechnęłam się przepraszająco do każdego.
-A ty znowu o nim myślisz ? Lia...mięły już cztery lata on już pewnie cię... - przerwałam jej.
-Nie pamięta..wiem o tym bardzo dobrze - westchnęłam, a uśmiech zszedł mi z twarzy - mi cały czas na nim zależy...chociaż minęło już tyle czasu ja nadal nie potrafię o nim zapomnieć.
Wszyscy patrzeli na nie ze współczuciem wypisanym na twarzy.
-Nathalie...ja cię rozumiem, że ci jest trudno...,ale musisz o nim zapomnieć tak będzie dla ciebie lepiej - Jey poklepał mnie po ramieniu.
Łatwo mu to mówić. Jak ja mam zapomnieć skoro ciągle coś mi o nim przypomina ? Jak bardzo bym nie chciała to i tak ciągle nie mogę wyrzucić go z mojej głowy. Jak bardzo bym się nie starała to nie umiem. Nie mogę, nie potrafię od tak o nim zapomnieć i udawać, że on już dla mnie nie istnieje. Najbardziej mnie boli, to, że on nigdy nie wiedział co do niego czuję. Nie zdążyłam mu o tym powiedzieć, gdy byłam gotowa mu to wyznać, to było już za późno. Zniknął z mojego życia tak szybko jak się pojawił. Ja dalej czuję jakby był, a tak na prawdę go już nie ma i nigdy nie będzie. Nigdy się nie dowie o moich uczuciach. Dobra Lia musisz przestać się użalać nad sobą przynajmniej nie wtedy kiedy są Chris, Jey i Rebecca.
-Co powiecie na skate park, a później duże lody na poprawę humoru ? - chciałam w jakiś sposób zmienić temat.
-Dla mnie spoko - stwierdził Christian, a reszta przyznawała mu rację.
Więc każdy udał się do swojego domu, po deskę czy bmx'a. Po jakiś 20 minutach już każdy jeździł po rampach i popisywał się co potrafi. Wszyscy świetnie się bawili z wyjątkiem mnie. Tylko ja jeździłam na desce bez żadnego entuzjazmu. Jak bardzo się nie starałam to moje myśli były przy nim. Zamiast świetnie się bawić to sobie humor psułam. W sumie tak jest każdego dnia od kiedy on wyjechał. Staram się normalnie funkcjonować, ale to nie jest takie proste.
-Nathalie...,a ty czemu nie jeździsz ? - podjechał do mnie Chris na swoim bmx'sie.
-Przecież jeżdżę - wskoczyłam na deskę i zrobiłam na niej dwa triki.
-No jakoś nie widzę - pokręcił głową - ścigamy się ?
Uśmiechnął się cwanie, bo dobrze wiedział, że kocham wyścigi, a tym bardziej z nim.
-No jasne...a ten kto przegra będzie musiał... - zamyśliłam się na chwilę - kupować lody wygranemu przez tydzień.
-Zgoda - zaśmiał się - i tak przegrasz..
-Chyba śnisz.. - wskoczyłam na moją deskę i go wyminęłam.
-Ej to nie fair ! - krzyknął jadąc za mną. Śmialiśmy się cały czas ścigając. Czułam się jak za dawnych czasów. Gdy wszystko było proste i jedynym problemem było to czy kupić sobie lody czekoladowe, czy śmietankowe. Moje życie było wspaniałe do puki nie zaczęło się sypać, a ja nie umiałam się z niego wykopać.
00. Tak musiało być.
Zawsze się zastanawiałam nad sensem życia. Zawsze sprawia nam wiele niespodzianek, niespodziewanych potknięć, wzlotów i upadków. Czy właśnie o to w nim chodzi ? Tak powinno być ? Z dnia na dzień tracimy coś na czym tak nam zależy, nawet o tym nie wiedząc. Utrata bliskiego przyjaciela jest jak nóż w plecy. Nie miałam pojęcia czemu tak się stało. Myślałam, że to moja wina, ale wiem jedno. Tak musiało być. Musiał odejść. Zrobił to tak niespodziewanie, że nawet nie wiedziałam co było tego przyczyną. Teraz widzę jasno i wyraźnie. Teraz jest mu lepiej i myślę, że jest bardziej szczęśliwy. Bo prawdziwy przyjaciel stara się o szczęście tej drugiej osoby. Choćby jak bardzo tego nie popierał to skoro ta druga osoba będzie wtedy szczęśliwa muszą się z tym pogodzić. Muszą pozwolić jej odejść, gdy będzie gotowa ruszyć w drogę. Mam nadzieję, że jego decyzja była właściwa i nie żałuje tego co zrobił.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)