Dryyyyyyń.
-Cooo ? - otworzyłam swoje zaspane oczy, bo dźwięk budzika jeszcze do mnie nie dochodził. Czyżby mi się to śniło ? Uszczypnęłam się w rękę, a jednak to nie sen. Ale to nie możliwe już jest 6:30 ? Tak bardzo mi się nie chciało wstawać, ale wiedziałam, że nie mam wyboru. Wzięłam budzik i go wyłączyłam. Podniosłam moje cztery litery i podeszłam do szafy wybierając jakieś ubrania na dzisiaj. Weszłam do łazienki, umyłam się, ubrałam i zrobiłam sobie makijaż składający się z eyelinera i tuszu do rzęs. Na koniec popsikałam się moimi ulubionymi perfumami. Wychodząc z łazienki wzięłam swoją torbę , telefon, klucze i gumy do żucia. Zeszłam na dół spoglądając na zegar który wisiał w kuchni. Była 7:10 czyli mam jeszcze jakieś 20 minut do przyjścia Christiana. Weszłam do kuchni i przygotowałam sobie śniadanie. Nie miałam na nic ochoty więc zrobiłam sobie zwykłe płatki na mleku. Z przygotowanym posiłkiem usiadłam do stołu i zaczęłam jeść. Nie miałam co robić więc weszłam na twettera, którego miałam w telefonie. Przeczytałam wpisy innych znajomych i jeden sprawił, że prawie mi telefon z rąk wypadł. Przeczytałam go jeszcze raz. "Nathalie..ja wiem, że mnie nienawidzisz, ale ja cię na prawdę przepraszam." Czyżby ? Czyżby sobie mnie przypomniał ? Jest jakaś nadzieja ? Nie no o czym ja myślę. Westchnęłam postanowiłam, że zostawię to bez komentarza. Schowałam telefon do kieszeni spodni. Pustą miskę odstawiłam do zmywarki. Ostatni raz przejrzałam się w lustrze które stało w przed pokoju i założyłam buty na lekkim obcasie. Nie czekałam długo, aż ktoś zadzwonił do drzwi. Wzięłam moją torbę i przewiesiłam sobie przez ramię. Otworzyłam drzwi i przywitałam się z tym idiotą. Wyszłam z domu zamykając drzwi na klucz.
-Jak się spało ? - spytał idąc przed siebie.
-Jak ? Beznadziejnie prawie, że w ogóle się nie wyspałam i czuję się jakbym spała 2 godziny - westchnęłam.
-Ja też, ale to dlatego, że poszedłem o 3 nad ranem spać - podrapał się po głowie.
-Jesteś walnięty wiesz o tym ? - pokręciłam głową wyprzedzając go.
-Nie, nie wiem... - zaśmiał się - a tobie gdzie się tak spieszy ? - zaśmiał się doganiając mnie.
-A wiesz.. obiecaliśmy, że przyjdziemy po Beccę i Jeya o 7:45 a jest 7:50 - spojrzałam na niego.
-No to już nie moja wina - bronił się.
-No chyba nie moja - uśmiechnęłam się kręcąc głową.
W końcu zaszliśmy pod dom tych dekli. Nie wspominałam tego, ale Becca i Jey są rodzeństwem.
-Siema ! - wydarłam się na powitanie.
-no siema, siema - Becca podeszła do mnie i przytuliła na przywitanie, a Jey dał mi buziaka w policzek co lekko mnie zdziwiło, bo zawsze to ja go całowałam w policzek.
-Eeemm...to idziemy bo zostało nam jakieś 8 minut do dzwonka, a musimy jeszcze tam dojść, a to zajmie nam jakieś 10 minut - powiedziałam lekko zmieszana.
-A no..ta...nie chcę się spóźnić tak jak ostatnio...już za dużo mam spóźnień. Ta baba powiedziała, że jak się jeszcze raz spóźnię to zadzwoni do moich starych - Beadles wywrócił oczami, a ja tylko spojrzałam na niego kręcąc głową.
-Ogarnij się wreszcie.. - strzeliłam mu z otwartej ręki w głowę. Zaśmiałam się.
-No ej..i kto tu się powinien ogarnąć ? - tam znowu wywrócił oczami.
-Wiesz..nadal ty - wytknęłam mu język.
Po jakiś 5 minutach zaszliśmy do szkoły. Nie no niezłego mamy sprinta. Weszłam do środka budynku i pokierowałam się do mojej szafki. Wyciągnęłam z niej książki, które potrzebuję na lekcję. Spojrzałam na plan żeby sprawdzić co teraz mam.
-Mata.. świetnie - ironizowałam.
-Masz matmę ? - usłyszałam za sobą znajomy głos. Odwróciłam się za siebie.
-Hej David - przytuliłam go na przywitanie - Tak.., a co ? Ty też masz ? - aż modliłam się w duchu żeby zaprzeczył.
-Tak fajnie, że mamy razem lekcje - wyszczerzył się - a później co masz ?
-Ee..biologię, a ty ? - spytałam.
-Też.. - zaśmiał się - fajnie przynajmniej spędzimy trochę czasu razem - poruszał brwiami.
Ja się tylko uśmiechnęłam.
Tsa...fajnie..ja ten czas wolałabym spędzić z kimś innym no, ale cóż. Usłyszeliśmy dzwonek na lekcje więc poszliśmy pod salę od matematyki gdzie już powoli kierowała się nauczycielka. Weszłam do klasy i udałam się na swoje miejsce gdzie zawsze siedzę czyli do ostatniej ławki pod oknem. Spojrzałam na Davida, który o dziwo nie usiadł koło mnie tylko z jakimś kolegą. Odetchnęłam z ulgą, bo nie miałam ochoty żeby z nim siedzieć. Wyciągnęłam książki i jakiś długopis, a babka od matmy weszła do klasy z..nie no, nie wierzę. Pokręciłam głową z niedowierzaniem. To jakiś głupi żart ?
-Dzień dobry - przywitała się - poznajcie nowego ucznia, będzie uczęszczał do naszej szkoły przez jakiś czas - uśmiechnęła się przyjaźnie do każdego - a więc Justinie przedstaw się nam.
-Jestem Justin Bieber, ale to już chyba zdążyliście zauważyć - wywrócił oczami - przeprowadziłem się z powrotem do Kanady, bo tutaj przez pewien czas będę dawał koncerty - tam zaczął opowiadać, a ja całkowicie odpłynęłam. Siedziałam wgapiona w okno, bo bałam się patrzeć w jego stronę. Po jakiś 10 minutach przerwała mu babka.
-Dobrze już, bo mi cała lekcja przeleci, a więc usiądź sobie...oo może z Nathalie - wskazała palcem na moje miejsce gdzie było wolne. Mhm..usiądzie sobie z Nathalie, a ja mogę wrócić do mojej poprzedniej czynności. Czekaj, moment...coooooooo ?!
-Ale, że co ? - powiedziałam na całą klasę.
-Panno Clark jakiś problem ? - spytała nauczycielka lekko karcącym spojrzeniem.
-Nie no, ależ skądże - wywróciłam oczami i czekałam aż pan diva usiądzie. Spojrzał na mnie, a po chwili lekko uśmiechnął się.
-Siema... - rzucił od tak.
Nie odezwałam się. Nie wiem może nie miałam ochoty. Albo po prostu nie umiałam, bałam się. On tylko westchnął.
-Przepraszam Cię - szepnął w moją stronę. Niepewnie na niego spojrzałam, a nasze spojrzenia się spotkały. Jak ja za nim tęskniłam . Za jego mleczno czekoladowymi tęczówkami, malinowymi ustami, które układały się w pół serce. Za nim całym. Tak bardzo chciałam go przytulić, ale wiedziałam, że nie mogę.
-Myślisz, że to wystarczy ? - szepnęłam niepewnie spuszczając wzrok.
-Ja wiem..ja..daj mi szansę..chcę ci to wytłumaczyć, nie tylko tobie, ale i innym.. - patrzył na mnie błagalnie.
-Nie mamy o czym gadać, a inni tak jak ja nie chcą mieć z tobą nic wspólnego, nie jesteś taki jak dawniej. Ty nie jesteś tym Justinem z którym lubiłam spędzać czas - powiedziałam to z żalem.
-Clark, Bieber ! Dobrze wam się rozmawia, czy może wam przeszkadzamy ?! - wydarła się matematyczka.
-No..trochę prowadzimy w tej chwili dość ważną rozmowę więc..jeśli by pani mogła trochę ciszej mówić - tam machnął ręką na nią, a ja tylko patrzyłam na niego z szeroko otwartymi oczami tak jak i inni. Nikt jeszcze nie powiedział tak do Browner. Nauczycielka paczyła na niego, bo myślała, że dostanie zawału.
-Taaak ?! To idźcie sobie porozmawiać za drzwiami prosto do gabinetu dyrektora ! - wydarła się na całą klasę pokazując na drzwi.
No i super ! Po prostu pięknie. Wzięłam swoje rzeczy i wyminęłam Biebera idąc przed nim.
-No zaczekaj ! - dogonił mnie.
-Odczep się - mruknęłam wkurzona.
-Przepraszam - złapał mnie za rękę odwracając w swoją stronę.
-Wiesz gdzie ty se możesz włożyć te swoje przepraszam ?! - uniosłam się.
-Dobra zawaliłem. Wiem to. Ale uwierz ja...nie zapomniałem o was - pokręcił głową - za każdym razem gdy tu przyjeżdżałem chciałem was odwiedzić, ale wiedziałem, że mnie nienawidzicie za to co zrobiłem. Żałuję. Wszyscy mówią, że sława jest wspaniała, że dzięki temu mam wiele pieniędzy jestem na szczytach list przebojów i mam swoich fanów. Oczywiście moi fani są wspaniali, ale przez to straciłem coś cennego. Przyjaciół. Co mi z tego, że mam pieniądze, ale za nie nie da się kupić prawdziwej przyjaźni. Przepraszam ja na prawdę przepraszam - mówiąc to cały czas paczył mi w oczy i co ja mam teraz zrobić ? Nie mogę tak łatwo mu wybaczyć. Za bardzo przez niego cierpiałam. Spuściłam wzrok.
-Sława zmienia ludzi..,a ty nie jesteś tą samą osobą co byłeś cztery lata temu. Ja nie wiem kim ty jesteś, bo na pewno nie jesteś tym samym Justinem, którego poznałam - pokręciłam głową.
-Jestem.. - wyszeptał.
-Udowodnij, bo jak na razie ci nie wierzę - miałam łzy w oczach, ale starałam się żeby tego nie widział.
-Owszem zmieniłem się i to bardzo, ale ja nadal jestem tym Justinem którego znałaś. Udowodnię ci to może nie teraz, ale zmienię się obiecuję - przełknął ślinę - wybacz mi.
Nie odzywałam się. Nie miałam pojęcia co zrobić.
-Lia... - jej.. jeszcze pamięta moje zdrobnienie. Uśmiechnęłam się delikatnie pod nosem.
-Ja...nie mogę - szepnęłam. Wyminęłam go. Nie mogłam tam dłużej stać. Poszłam pod salę od biologii. Tak wiem, że mieliśmy iść do dyra, ale jeśli ona myślała, że tam pójdziemy to jest śmieszna. Usiadłam pod klasą i skuliłam się lekko podsuwając nogi pod brodę. Po prostu się rozpłakałam. To dla mnie za wiele. Naciska mnie tak bardzo, ale ja nie potrafię mu teraz wybaczyć to za wcześnie.
-Lia.. - ktoś przy mnie kucnął.
-Odejdź..nie chcę z nikim rozmawiać.
-Nie zostawię cię w takim stanie do puki nie dowiem się coś się stało - podniósł mój podbródek do góry.
Westchnęłam cicho spoglądając na twarz Chrisa.
-Zgadnij z kim miałam dzisiaj matematykę.
-No nie wiem z kim ? - posłałam mu porozumiewawcze spojrzenie - No nie gadaj ! I co - spytał.
-Usiadł koło mnie..zaczął mnie przepraszać aż w końcu baba nas wywaliła z klasy, a później było już jeszcze gorzej - spuściłam głowę - dalej mnie przepraszał, zaczął mi wmawiać, że się zmieni i chciał żebym mu wybaczyła.
-Wybaczyłaś mu ?
-Nie. To za wcześnie. Za bardzo przez niego cierpiałam żeby mu wybaczyć tak szybko - westchnęłam.
-Rozumiem - uśmiechnął się.
-A ty co znowu zrobiłeś, że nie ma cię na lekcji ? - spojrzałam na niego.
-Nic takiego..zacząłem rozmawiać z tą babą na temat jej lekcji, a ta mnie wyprosiła z klasy - wywrócił oczami. Zaśmiałam się lekko. Cały Beadles. Starłam łzy wierzchem dłoni i wstałam z zimnej podłogi, bo zadzwonił dzwonek na przerwę.
-Co teraz masz ? - spytałam mając nadzieję, że ma tą samą lekcję co ja.
-Wf, a ty ?
-Kurcze.. biologię no, ale to nic, a później ? - lekko się uśmiechnęłam.
-Wos - poprawił swoją bluzę.
-Oooo ja też więc do zobaczenia - tam się z nim pożegnałam i usiadłam na parapecie, lecz po chwili podeszła do mnie Selena. Zmierzyłam ją od góry do dołu i tak jak myślałam. Krótka spódniczka, która jej ledwo tyłek zakrywała, 20 cm szpilki obcisła bluzka która pokazywała o wiele za dużo. Ale jak to ona powiedziała są cycki jest lans. Wywróciłam tylko na nią oczami.
-Czego chcesz pustaku ? - uśmiechnęłam się sztucznie.
-Widziałam cię jak rozmawiałaś z moim Justinkiem...i radzę ci zostaw go w spokoju. On jest mój, ale choćby nawet on by nie zwrócił uwagi na taką wywłokę - zaśmiała pusto.
-Uważaj lepiej żeby ci się ta twoja tapeta nie odkleiła. O matko czy ja widzę u ciebie pryszcza ? - zapiszczałam tak jak ona na co dzień.
-Gdzie ? - pisknęła.
-A niee...to tylko twój nos no cóż zdarza się. - uśmiechnęłam się cwanie.
-Jeszcze nie skończyłam z tobą - syknęła gniewnie.
-Śmierdzi ci z gęby zainwestuj w miętówki - powachlowałam się koło nosa.
Plastik tylko prychnął i se poszła. Uśmiechnęłam się pod nosem. Nie lubiłam nigdy dogadywać ludziom, ale z nią to się nie lubię od dłuższego czasu. Zadzwonił dzwonek na lekcję. Ja się podniosłam z tego parapetu i wzięłam swoją torbę którą zostawiłam wcześniej pod klasą. Weszłam do środka i usiadłam w ostatniej ławce jak zawsze zresztą. Teraz to tylko czekałam aż się ta lekcja skończy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz