sobota, 19 stycznia 2013

06. Prawdziwa przyjaźń nie rdzewieje.

   Usłyszałam upragniony dzwonek. Wyszłam z tej klasy jak poparzona mijając się z innymi. Jeszcze tylko wos i angielski, później będę mogła iść do domu.

Hm...te lekcje zleciały mi tak szybko, że nawet się nie obejrzałam, a już wracałam do domu.  Wracałam tylko z Beccą, bo chłopaki musieli jeszcze zostać w szkole. Szłyśmy w ciszy co bardzo rzadko się nam zdarza, ale w końcu tą ciszę przerwała moja przyjaciółka.
-Lia słyszałam, że siedziałaś, a nawet gadałaś z Juu - przerwałam jej.
-Nie wypowiadaj przy mnie jego imienia, nie chcę o nim słyszeć, ale tak to prawda siedziałam z nim. Gadałam, przepraszał mnie i w ogóle, ale co mi po jego przeprosinach jak one nie cofną już czasu - spuściłam głowę. Poczułam na ramieniu ciepłą dłoń, która miała mnie lekko podnieść na duchu.
-Wiem jak się czujesz. Ja się dokładnie tak samo czuję - westchnęła. Zrobiłam pytającą minę - Tak się składa, że czuję coś do Davida, ale on o tym nie wie. Nie wiedziałam jak mu to powiedzieć, ale wiedziałam, że to by nic nie dało, bo on kocha ciebie, a do mnie nic nie uczuje - westchnęła cicho pod nosem i niepewnie na mnie spojrzała.
Zszokowała mnie tą wiadomością. Nie miałam pojęcia, że ona kocha Rodrigueza. Pokręciłam tylko głową nie dowierzając temu co właśnie przed chwilą usłyszałam.
-Ty mówisz serio ? - wiem głupie pytanie, ale nie wiedziałam jak mam się w tej chwili zachować, co powiedzieć.
-Tak..przepraszam, że ci nic wcześniej nie powiedziałam, ale nie chciałam żebyś mnie wyśmiała. Dobrze wiem, że za nim nie przepadasz. Jeszcze raz cię przepraszam Nathalie - chciała się usprawiedliwić.
-Nie musisz mnie przepraszać, bo nie masz za co. Tylko nie rozumiem czemu mi tego nie wcześniej nie  powdziałaś. Przecież dobrze wiesz, że bym tego nie zrobiła. Znasz mnie. Mi możesz o wszystkim powiedzieć, bo jesteśmy przyjaciółkami - uśmiechnęłam się delikatnie - Zobaczę co da się zrobić.
Rebecca zrobiła pytającą minę.
-Co ty kombinujesz ? - zdziwiła się.
-Jeszcze nie wiem, ale wkrótce zobaczysz - uśmiechnęłam się idąc przed siebie.
-Ja się czasami ciebie boję - powiedziała z przerażeniem na co ja się tylko zaśmiałam.

Z Rebeccą zaszłyśmy pod jej dom.
-Wyjdziemy gdzieś dzisiaj ? - spytała.
-No możemy tylko najpierw muszę zrobić zadanie i pouczyć się, bo babka z angielskiego chce nam kartkówkę jutro zrobić - westchnęłam.
-No ja też, ale to o 18 - spojrzałam na zegarek 13:45
-Okej to do zobaczenia - pożegnałam się z nią buziakiem w policzek i szłam powoli w kierunku swojego domu. Musiałam niestety sama wracać. Zawsze mnie Chris odprowadzał no, ale on jest jeszcze w szkole. Westchnęłam cicho idąc dalej.
-Lia ?! - usłyszałam za sobą znajomy głos może nawet za znajomy ? Szłam dalej. Udawałam, że nie słyszę, bo nie miałam najmniejszej ochoty na jakąkolwiek rozmowę z tym człowiekiem. Już dzisiaj z nim gadałam o wiele za dużo. Niech się cieszy, że w ogóle się do niego odezwałam, bo w ogóle na to nie zasługuje.
Słyszałam głośne kroki. Zapewne biegł, a po chwili szedł zaraz obok mnie.
-Czemu się nie zatrzymałaś jak cię wołałem ? - zdziwił się. On jest serio jest taki tępy czy tylko udaje ? Wywróciłam oczami. Tak na prawdę bardzo chciałam się zatrzymać, pogadać z nim. Wyżalić się mu jak to mi jest źle bez niego. Jak bardzo za nim tęskniłam. Wtulić się w niego i już nigdy nie puszczać, ale nie mogę. To za wcześnie, a tak w ogóle on ma dziewczynę. Gdy tylko o tym pomyślałam to posmutniałam.
-Nie chcę z tobą gadać - odpowiedziałam szorstko.
-Ile ja mam jeszcze cię przepraszać ? Co mam zrobić żebyś mi wreszcie wybaczyła i było jak dawniej ? - dopytywał.
-Nie wiem.., ale twoje przeprosiny nie cofną czasu i uwierz już nigdy nie będzie tak jak było kiedyś. Nie oszukujmy się zmieniłeś się i ty dobrze o tym wiesz więc skoro dobrze ci jest tak jak jest. To po co mamy to zmieniać ? Wróć tam skąd przybyłeś i zapomnijmy o sobie, bo to nie ma najmniejszego sensu - ciężko było mi wypowiedzieć te słowa, ale nic innego mi nie pozostało.
-O czym ty gadasz ? - pokręcił głową z niedowierzaniem.
-O tym, że odnawianie naszej przyjaźni nie ma sensu - wyminęłam go i zaczęłam iść szybkim krokiem, ale on nie dawał za wygraną i złapał mnie za nadgarstek.
-Nie wierzę ci, że od tak chcesz o mnie zapomnieć i udawać, że mnie nie znasz. Proszę Cię..nie musimy od razu się przyjaźnić, ale daj mi szansę chcę to jakoś naprawić na prawdę mi na tym zależy więc nawet tak nie mów - paczył na mnie błagalnie. I co ja mam teraz zrobić ? Dać mu tą szansę, czy odejść bez słowa ? Chociaż...każdy człowiek zasługuje na drugą szansę co by nie zrobił. Westchnęłam zrezygnowanie.
-Dobrze - spojrzałam na jego reakcje. On tylko stał i mrugał oczami, bo chyba się nie spodziewał tego po mnie.
-Ty mówisz serio ? - upewniał się.
-Jak jeszcze raz spytasz czy mówię serio to zmienię zdanie - uśmiechnęłam się lekko kręcąc głową.
-Dziękuję nawet nie wiesz jak mi ulżyło - wyszczerzył się.
-Okeeej..ja idę do domu. Chcesz wpaść ? - spytałam z grzeczności.
-Om...czemu nie - schował ręce do kieszeni spodni.
Gdy znaleźliśmy się pod moim domem to weszłam do domu bez pukania. Moja mama stała w kuchni i robiła obiad, a mój tata był w pracy. W sumie jak zawsze.
-Już jestem ! - krzyknęłam ściągając buty, a torbę odłożyłam na bok. Poszłam do kuchni zostawiając Biebera samego w salonie.
-Okej akurat zrobiłam obiad. Siadaj to ci od razu nałożę - powiedziała moja mama na wstępie.
-Eee..ja nie jestem sama - podrapałam się po głowie lekko zakłopotana.
-To zawołaj tutaj Chrisa czemu się tak z nim chowasz ? - zaśmiała się lekko.
-Tylko, że ja nie przyszłam tutaj z Chri.. - przerwał mi Justin.
-Dzień Dobry - uśmiechnął się niepewnie do mojej mamy.
Ona odruchowo się odwróciła do tyłu i myślałam, że parsknę śmiechem gdy zobaczyłam jej minę.
-O matko..Justin..jak ja cię tu chłopcze dawno u nas nie widziałam - moja rodzicielka się uśmiechnęła - siadaj pewnie jesteś głodny. Nakryła nam do stołu i sobie również.
-Opowiedz Justin co tam u ciebie ? Co u twojej mamy ? Bo dawno się nie widziałyśmy - zaczęła zasypywać go setkami pytań, a on tylko grzecznie na nie odpowiadał. Boże. Starałam się jak najszybciej zjeść, bo widziałam, że Justin miał już trochę dosyć tego przesłuchania. Widziałam to po jego minie. Odłożyłam pusty talerz do zmywarki.
-Dobrze mamo.. to my pójdziemy do mojego pokoju, bo go jeszcze zamęczysz tymi pytaniami - zaśmiałam się, ta mi posłała tylko wredne spojrzenie. Wstał od stołu i podążył za mną. Weszliśmy do mojego pokoju, a ja kompletnie zapomniałam o moich plakatach które w nim wisiały. Spuściłam głowę, bo byłam cała czerwona. On tylko się rozejrzał i spojrzał na mnie zdziwiony.
-Nie wiedziałem, że jesteś moją fanką - uśmiechnął się drwiąco.
-No, bo nie jestem - skarciłam go wzrokiem.
-A te plakaty to co ? - wskazał na nie palcem nadal się uśmiechając.
-To są tylko dwa plakaty. Nic wielkiego mam też plakaty One Direction, Rihanny i Nicki Minaj - uśmiechnęłam się zwycięsko - Ja znam tylko z 4, góra 5 twoich piosenek. Przez ten czas jak wyjechałeś to prawie, że w ogóle się tobą nie interesowałam. Słysząc moje ostatnie słowa zszedł mu uśmiech z twarzy. Czyżbym powinna się trochę pohamować ? Niee..nie sądzę.
-Rozumiem - czyżby mu się przykro zrobiło ?
Westchnęłam. Przejechałam wzrokiem po moim pokoju i dostrzegłam moją starą gitarę na, której chyba już z 2 lata nie grałam. Wzięłam ją i podałam mu ją.
-Zaśpiewasz mi coś ? - spytałam nieśmiało. Justin spojrzał na mnie.
-Naprawdę ? A co byś chciała żebym ci zaśpiewał ? - spytał.
-Coś twojego.
Zastanowił się chwilę. Przejechał palcami po strunach od gitary. Po moim ciele przeszły takie przyjemne dreszcze.  Z jego ust wydobywały się pierwsze słowa piosenki, dobrze znanej mi piosenki. Nie chciałam się mu przyznać, ale znałam jego prawie, że wszystkie piosenki. Tą, którą akurat zaczął śpiewać była jedną z moich ulubionych.

You're beautiful, beautiful.
You should know it.
You're beautiful, beautiful.
You should know it.

Śpiewając te słowa to prawie, że cały czas mi patrzył w oczy. Speszona spuściłam wzrok i napawałam się jego pięknym głosem.

I think it's time, think it's time.
That you show it.
You're beautiful, beautiful.
GO, GO, GO. 

Baby watcha doin' where you at, where you at.
Why you acting so shy holding back, holding back.
We're you only ones doin' it like that, it like that.
So DJ bring that, bring that, bring that back.

Cuz all around the world.
People want to be loved, yeah.
Cuz all around the world.
They're no different then us.

All around the world. 
People want to be loved, oh oh oh oh.
All around the world .
They're no different then us, oh oh oh.

All around the world.

Skończył grać i śpiewać.
-Ty byłoby na razie na tyle - uśmiechnął się odkładając gitarę na bok - podobało ci się ?
-Nie wiem co mam powiedzieć...masz śliczny głos, ale to już ci kiedyś mówiłam - mówiąc to odwzajemniłam uśmiech.
-Dziękuję.
-Przyjechałeś tutaj na stałe ? - zapytałam niepewnie. Bałam się jego odpowiedzi.
-Eem...na razie mieszkam u dziadków i zostaję tutaj do puki mi się moje koncerty nie skończą, a później to nie wiem. Chciałem wrócić do Los Angeles, ale nie chcę znowu was zostawiać, bo powoli zaczyna się wszystko układać. Więc myślałem nad tym aby sprzedać tamten dom i kupić tutaj nowy - w sumie to ulżyło mi trochę, że chce tutaj zostać.
-No to dobrze.. - spuściłam wzrok. Spojrzałam na szafkę i na mój dzwoniący telefon. Zaraz dzwoniący ? Wstałam z łóżka i podeszłam żeby go odebrać.
-Tak ? - spytałam do słuchawki.
-No hej Nathalie to idziesz czy przyjść po ciebie ? - usłyszałam w słuchawce głos Rebeccki.
-Ee..o czym ty mówisz ? - zdziwiona spojrzałam na zegar wiszący na ścianie i walnęłam się w czoło. No tak całkowicie mi to wyleciało z głowy.
-Przecież umówiłyśmy się na 18, a jest już 18:02. Nie mów, że zapomniałaś - westchnęła, a ja mogłam sobie wyobrazić, że właśnie w tej chwili wywraca oczami.
-Przepraszam wyleciało mi z głowy i straciłam poczucie czasu - skrzywiłam się lekko.
-A co się takiego stało ? - spytała, a ja odruchowo spojrzałam na Justina, który siedział i przysłuchiwał się naszej rozmowie. Nie no bezczelny jest. Zaśmiałam się lekko w duchu.
-A nic takiego. Dobrze będę za jakieś 5 do 10 minut tylko buty założę i idę - powiedziałam do słuchawki.
-No okej to do zobaczenia - mówiąc to rozłączyła się.
Schowałam telefon do kieszeni moich spodenek.
-Becca dzwoniła ? - bardziej stwierdził niż spytał.
-Tak zapomniałam, że się z nią umówiłam - podeszłam do mojej szafy z butami i wyciągnęłam z niej moje ulubione fioletowe supry. Założyłam je.
-Fajne buty też lubię nosić supry - uśmiechnął się spoglądając na moje buty.
-Dzięki i wiem zauważyłam już to - posłałam mu lekko drwiący uśmiech - Wiesz ja będę musiała się zbierać.
-Wiem - zamyślił się na chwilę - Mogę iść z tobą ? - spytał niepewnie.
-Ja..ja nie wiem - pomyślałam chwilę, ale widząc błagalną minę Biebera i te jego oczy to zgodziłam się. Co ten chłopak ze mną robi ? Przez niego powoli schodzę na złą drogę. Pokręciłam głową. Wychodząc z pokoju wzięłam moją MP3 i gumy do żucia. Lubię mieć coś w ustach. Zeszłam na dół i oznajmiłam mojej mamie, że wychodzę.
-Okej, a kiedy wrócisz ? - spytała przyciszając telewizor.
-Za godzinę ? Dwie ? - spojrzałam na zegarek.
-No dobrze to miłej zabawy dzieciaki - krzyknęła gdy już otwierałam drzwi.
-Do widzenia - krzyknął na odchodne mój towarzysz.
Skierowaliśmy pod dom naszej przyjaciółki. No może nie naszej. chociaż w sumie...dobra pogubiłam się w tym trochę. Z daleka ujrzałam postać Beccki. Uśmiechnęłam się do niej i podeszłam bliżej niej.
-Heeej ! - krzyknęłam do niej i ją uściskałam witając się.
-No co tak długo ? Miałaś być za 10 min a minęły 20. Czekam już tutaj od 10 minut - wkurzyła się lekko, ale jak widać teraz zauważyła, że nie przyszłam sama. Stała chwilę w bezruchu i się nie odzywała. Chyba się go nie spodziewała.
-Lia..., ale jak...kiedy ty.. - nie umiała się wysłowić. Spojrzałam na nią wywracając oczami.
-No jak widać pogodziłam się z nim...nie wybaczyłam mu jeszcze, ale dałam mu szanse. Chce naprawić naszą przyjaźń więc pomyślałam sobie, że każdy zasługuje na drugą szansę - uśmiechnęłam się lekko.
-Boże... - tyle tylko powiedziała. Spojrzała na Justina. Widać było, że nie wiedziała jak się zachować.
-Cześć - rzuciła od niechcenia. Pokręciłam głową, ale w sumie ja się jej nie dziwię. Też się tak na początku zachowywałam.
-Przepraszam - rzucił w jej stronę. Ona tylko spojrzała na niego z wyrzutem - Na prawdę zależy mi na naszej przyjaźni. Chcę to naprawić tylko daj mi szansę - powiedział jej te same słowa co przedtem mi.
Spojrzała na mnie. Ja tylko pokręciłam twierdząco głową. Westchnęła cicho.
-No dobra - spojrzała na niego, po chwili się delikatnie uśmiechnęła. Uśmiechnął się.
-Dziękuję
Panowała przez chwilę niezręczna cisza, ale ja postanowiłam to przerwać.
-To gdzie idziemy, bo chyba nie macie zamiaru tu stać przez cały czas ? - spytałam patrząc to na nią, a to na niego.
-Y..ee.. nie wiem - dziewczyna podrapała się po głowie.
-Hm..możemy iść do mcdonalda, bo sumie głody jestem - uśmiechnął się zadowolony nie wiadomo z czego.
-Przecież nie dawno co jedliśmy u mnie - pomyślałam chwilę - A no tak..moja mama nie dawała ci spokoju i nie miałeś jak zjeść.
-No więc właśnie - wywrócił oczami.
-Dla mnie spoko - powiedziała Rebecca - Ale czy gwiazdy nie powinny dbać o linie ? - spojrzała na Justina i uśmiechnęła się wrednie.
-Nic mi się nie stanie jak zjem jedną porcję frytek za tydzień mam koncert i spalę te kilogramy ze 2 razy. Nawet nie wiesz jakie koncertowanie jest męczące.
-Skoro cię to tak męczy dlaczego z tym nie skończysz ? - nie dawała za wygraną w każdy sposób jaki mogła starała się mu dogryźć. Taka to już ona jest. Jak ktoś jej zajdzie za skórę lub coś zrobi to mu tego nie daruje. Tak jest i tym razem.
-Dobra koniec tego - przerwałam im tą idiotyczną wymianę zdań - możemy iść do tego mcdonaldu i bez żadnych zbędnych komentarzy - patrzyłam na każdego z osobna przymrużając oczy.
-Dobra..sorry - powiedzieli po kolei.
-No to chodźcie - pociągnęłam ich za ręce, bo chyba by tak stali z miesiąc.
Idąc drogą cały czas gadaliśmy o naszym dzieciństwie i wspominaliśmy najśmieszniejsze historie. Nie spodziewałam się, że kiedykolwiek znowu będę mogła się z nim spotkać, a co dopiero pogadać i śmiać do upadłego. Jak widać prawdziwa przyjaźń nie rdzewieje. Widzę, że nawet Becca mu odpuściła, bo już nie dogryzają sobie.
-Ej a pamiętacie jak Jey ukradł Chrisowi ostatnie ciastko, a Beadles wpadł w taki szał, że ściągnął swojego buta i zaczął biec za Wale krzycząc, że go zabije jak go złapie ? - wszyscy parskli śmiechem.
-Ale i tak go nie dogonił bo po 10 minutach się zmęczył i twierdził, że będzie trzeba szykować dla niego pogrzeb - Becca wywróciła oczami cały czas się śmiejąc.
Atmosfera panowała świetna. Czułam się jak za dawnych czasów. Tak jakby ta rozłąka nie miała w ogóle miejsca, ale niestety takie coś się zdarzyło.
Weszliśmy do środka i rozejrzeliśmy w poszukiwaniu jakiegoś wolnego miejsca. Wzięliśmy miejsce bardziej w środku tak żebyśmy się nie rzucali w oczy. Jakby nie było to Justina tu wiele osób zna, a nie mam najmniejszej ochoty na spotkanie z jego szalonymi fankami nawet nie jestem na to gotowa. Rozsiedliśmy się wygodnie.
-A więc co kto chce ? - spytała Becca wstając od stolika.
-Hm...ja sobie wezmę szejka i frytki - uśmiechnęłam się - w sumie to co zawsze.
-No okej, a ty ? - spojrzała na Biebera.
-Frytki i cola - uśmiechnął się do niej słodko na co ta znowu wywróciła oczami i poszła do kasy żeby zamówić.
-A więc...cieszysz się, że jesteś sławny ? - spytałam.
-Teraz to sam już nie wiem niby to wspaniałe uczucie mieć wiele fanów na całym świecie, ale z drugiej strony jest ciężej niż sobie to wyobrażałem. Ci fotoreporterzy, paparazzi którzy krążą za mną przez cały czas to się robi już męczące - westchnął.
Przyglądałam mu się chwilę, bo zauważyłam, że to mówi szczerze.
-Rozumiem mnie też by denerwowało jakby każdy za mną chodził krok w krok - uśmiechnęłam się pocieszająco.
-No więc rozumiesz - uśmiechnął się. Spojrzałam w stronę drzwi i zauważyłam Chrisa i Jeya jak wchodzili do środka.  Pomachałam im, a oni widząc mnie podeszli do nas.
-Siema Lia - rzucili mi na przywitanie i oboje pocałowali mnie w policzek. Ale gdy zauważyli z kim ja tu jestem to aż im szczęka opadła i to dosłownie. Otworzyli z wrażenia usta, aż się lekko zaśmiałam.
-Justin ? - spytali niepewnie.
-No jak widać - uśmiechnął się - No co tak patrzycie ? Nie jestem duchem - zaśmiał się.
-No tak, ale...noo...dawno cię nie widzieliśmy...i no...nie spodziewaliśmy...i jeszcze z Nathalie... - język się Chrisowi plątał.
-Wiem, że może jesteście tym zdziwieni, a może nawet zszokowani, ale postanowiłam dać mu szanse, bo w sumie każdy na nią zasługuje - spojrzałam na Bieebsa.
-Przepraszam was, że tak wyjechałem bez pożegnania, że was tak zostawiłem, ale nie zapomniałem o was. Chcę uratować naszą przyjaźń choć wiem, że wszystko spieprzyłem chcę abyście mi wybaczyli - patrzył na nich.
-Ja ci wybaczam - uśmiechnął się Chris i poklepał go po ramieniu. Spojrzał na Jeya - a ty ?
-Nie wiem... - zamyślił się na chwilę - no..ale w sumie...dobra - uśmiechnął się.
Po jakiś 2 może 3 minutach przyszła Becca z naszym zamówieniem, a widząc chłopaków tylko powiedziała.
-Ja już się tam nie wracam - rzuciła im na powitanie. Wszyscy wybuchli śmiechem.
Wszystko zapowiadało się świetnie, ale czy tak serio będzie ?

wtorek, 1 stycznia 2013

05. Ja...nie zapomniałem o was.

Dryyyyyyń.
-Cooo ? - otworzyłam swoje zaspane oczy, bo dźwięk budzika jeszcze do mnie nie dochodził. Czyżby mi się to śniło ? Uszczypnęłam się w rękę, a jednak to nie sen. Ale to nie możliwe już jest 6:30 ? Tak bardzo mi się nie chciało wstawać, ale wiedziałam, że nie mam wyboru. Wzięłam budzik i go wyłączyłam. Podniosłam moje cztery litery i podeszłam do szafy wybierając jakieś ubrania na dzisiaj.  Weszłam do łazienki, umyłam się, ubrałam i zrobiłam sobie makijaż składający się z eyelinera i tuszu do rzęs. Na koniec popsikałam się moimi ulubionymi perfumami. Wychodząc z łazienki wzięłam swoją torbę , telefon, klucze i gumy do żucia. Zeszłam na dół spoglądając na zegar który wisiał w kuchni. Była 7:10 czyli mam jeszcze jakieś 20 minut do przyjścia Christiana. Weszłam do kuchni i przygotowałam sobie śniadanie. Nie miałam na nic ochoty więc zrobiłam sobie zwykłe płatki na mleku. Z przygotowanym posiłkiem usiadłam do stołu i zaczęłam jeść. Nie miałam co robić więc weszłam na twettera, którego miałam w telefonie. Przeczytałam wpisy innych znajomych i jeden sprawił, że prawie mi telefon z rąk wypadł. Przeczytałam go jeszcze raz. "Nathalie..ja wiem, że mnie nienawidzisz, ale ja cię na prawdę przepraszam." Czyżby ? Czyżby sobie mnie przypomniał ? Jest jakaś nadzieja ? Nie no o czym ja myślę. Westchnęłam postanowiłam, że zostawię to bez komentarza. Schowałam telefon do kieszeni spodni. Pustą miskę odstawiłam do zmywarki. Ostatni raz przejrzałam się w lustrze które stało w przed pokoju i założyłam buty na lekkim obcasie. Nie czekałam długo, aż ktoś zadzwonił do drzwi. Wzięłam moją torbę i przewiesiłam sobie przez ramię. Otworzyłam drzwi i przywitałam się z tym idiotą. Wyszłam z domu zamykając drzwi na klucz.
-Jak się spało ? - spytał idąc przed siebie.
-Jak ? Beznadziejnie prawie, że w ogóle się nie wyspałam i czuję się jakbym spała 2 godziny - westchnęłam.
-Ja też, ale to dlatego, że poszedłem o 3 nad ranem spać - podrapał się po głowie.
-Jesteś walnięty wiesz o tym ? - pokręciłam głową wyprzedzając go.
-Nie, nie wiem... - zaśmiał się - a tobie gdzie się tak spieszy ? - zaśmiał się doganiając mnie.
-A wiesz.. obiecaliśmy, że przyjdziemy po Beccę i Jeya o 7:45 a jest 7:50 - spojrzałam na niego.
-No to już nie moja wina - bronił się.
-No chyba nie moja - uśmiechnęłam się kręcąc głową.
W końcu zaszliśmy pod dom tych dekli. Nie wspominałam tego, ale Becca i Jey są rodzeństwem.
-Siema ! - wydarłam się na powitanie.
-no siema, siema - Becca podeszła do mnie i przytuliła na przywitanie, a Jey dał mi buziaka w policzek co lekko mnie zdziwiło, bo zawsze to ja go całowałam w policzek.
-Eeemm...to idziemy bo zostało nam jakieś 8 minut do dzwonka, a musimy jeszcze tam dojść, a to zajmie nam jakieś 10 minut - powiedziałam lekko zmieszana.
-A no..ta...nie chcę się spóźnić tak jak ostatnio...już za dużo mam spóźnień. Ta baba powiedziała, że jak się jeszcze raz spóźnię to zadzwoni do moich starych - Beadles wywrócił oczami, a ja tylko spojrzałam na niego kręcąc głową.
-Ogarnij się wreszcie.. - strzeliłam mu z otwartej ręki w głowę. Zaśmiałam się.
-No ej..i kto tu się powinien ogarnąć ? - tam znowu wywrócił oczami.
-Wiesz..nadal ty - wytknęłam mu język.
Po jakiś 5 minutach zaszliśmy do szkoły. Nie no niezłego mamy sprinta. Weszłam do środka budynku i pokierowałam się do mojej szafki. Wyciągnęłam z niej książki, które potrzebuję na lekcję. Spojrzałam na plan żeby sprawdzić co teraz mam.
-Mata.. świetnie - ironizowałam.
-Masz matmę ? - usłyszałam za sobą znajomy głos. Odwróciłam się za siebie.
-Hej David -  przytuliłam go na przywitanie - Tak.., a co ? Ty też masz ? - aż modliłam się w duchu żeby zaprzeczył.
-Tak fajnie, że mamy razem lekcje - wyszczerzył się - a później co masz ?
-Ee..biologię, a ty ? - spytałam.
-Też.. - zaśmiał się - fajnie przynajmniej spędzimy trochę czasu razem - poruszał brwiami.
Ja się tylko uśmiechnęłam.
Tsa...fajnie..ja ten czas wolałabym spędzić z kimś innym no, ale cóż. Usłyszeliśmy dzwonek na lekcje więc poszliśmy pod salę od matematyki gdzie już powoli kierowała się nauczycielka. Weszłam do klasy i udałam się na swoje miejsce gdzie zawsze siedzę czyli do ostatniej ławki pod oknem. Spojrzałam na Davida, który o dziwo nie usiadł koło mnie tylko z jakimś kolegą. Odetchnęłam z ulgą, bo nie miałam ochoty żeby z nim siedzieć. Wyciągnęłam książki i jakiś długopis, a babka od matmy weszła do klasy z..nie no, nie wierzę. Pokręciłam głową z niedowierzaniem. To jakiś głupi żart ?
-Dzień dobry - przywitała się - poznajcie nowego ucznia, będzie uczęszczał do naszej szkoły przez jakiś czas - uśmiechnęła się przyjaźnie do każdego - a więc Justinie przedstaw się nam.
-Jestem Justin Bieber, ale to już chyba zdążyliście zauważyć - wywrócił oczami - przeprowadziłem się z powrotem do Kanady, bo tutaj przez pewien czas będę dawał koncerty - tam zaczął opowiadać, a ja całkowicie odpłynęłam. Siedziałam wgapiona w okno, bo bałam się patrzeć w jego stronę. Po jakiś 10 minutach przerwała mu babka.
-Dobrze już, bo mi cała lekcja przeleci, a więc usiądź sobie...oo może z Nathalie - wskazała palcem na moje  miejsce gdzie było wolne. Mhm..usiądzie sobie z Nathalie, a ja mogę wrócić do mojej poprzedniej czynności. Czekaj, moment...coooooooo ?!
-Ale, że co ? - powiedziałam na całą klasę.
-Panno Clark jakiś problem ? - spytała nauczycielka lekko karcącym spojrzeniem.
-Nie no, ależ skądże - wywróciłam oczami i czekałam aż pan diva usiądzie. Spojrzał na mnie, a po chwili lekko uśmiechnął się.
-Siema... - rzucił od tak.
Nie odezwałam się. Nie wiem może nie miałam ochoty. Albo po prostu nie umiałam, bałam się. On tylko westchnął.
-Przepraszam Cię - szepnął w moją stronę. Niepewnie na niego spojrzałam, a nasze spojrzenia się spotkały. Jak ja za nim tęskniłam . Za jego mleczno czekoladowymi tęczówkami, malinowymi ustami, które układały się w pół serce. Za nim całym. Tak bardzo chciałam go przytulić, ale wiedziałam, że nie mogę.
-Myślisz, że to wystarczy ? - szepnęłam niepewnie spuszczając wzrok.
-Ja wiem..ja..daj mi szansę..chcę ci to wytłumaczyć, nie tylko tobie, ale i innym.. - patrzył na mnie błagalnie.
-Nie mamy o czym gadać, a inni tak jak ja nie chcą mieć z tobą nic wspólnego, nie jesteś taki jak dawniej. Ty nie jesteś tym Justinem z którym lubiłam spędzać czas - powiedziałam to z żalem.
-Clark, Bieber ! Dobrze wam się rozmawia, czy może wam przeszkadzamy ?! - wydarła się matematyczka.
-No..trochę prowadzimy w tej chwili dość ważną rozmowę więc..jeśli by pani mogła trochę ciszej mówić - tam machnął ręką na nią, a ja tylko patrzyłam na niego z szeroko otwartymi oczami tak jak i  inni. Nikt jeszcze nie powiedział tak do Browner. Nauczycielka paczyła na niego, bo myślała, że dostanie zawału.
-Taaak ?! To idźcie sobie porozmawiać za drzwiami prosto do gabinetu dyrektora ! - wydarła się na całą klasę pokazując na drzwi.
No i super ! Po prostu pięknie. Wzięłam swoje rzeczy i wyminęłam Biebera idąc przed nim.
-No zaczekaj ! - dogonił mnie.
-Odczep się - mruknęłam wkurzona.
-Przepraszam - złapał mnie za rękę odwracając w swoją stronę.
-Wiesz gdzie ty se możesz włożyć te swoje przepraszam ?! - uniosłam się.
-Dobra zawaliłem. Wiem to. Ale uwierz ja...nie zapomniałem o was - pokręcił głową - za każdym razem gdy tu przyjeżdżałem chciałem was odwiedzić, ale wiedziałem, że mnie nienawidzicie za to co zrobiłem. Żałuję. Wszyscy mówią, że sława jest wspaniała, że dzięki temu mam wiele pieniędzy jestem na szczytach list przebojów i mam swoich fanów. Oczywiście moi fani są wspaniali, ale przez to straciłem coś cennego. Przyjaciół. Co mi z tego, że mam pieniądze, ale za nie nie da się kupić prawdziwej przyjaźni. Przepraszam ja na prawdę przepraszam - mówiąc to cały czas paczył mi w oczy i co ja mam teraz zrobić ? Nie mogę tak łatwo mu wybaczyć. Za bardzo przez niego cierpiałam. Spuściłam wzrok.
-Sława zmienia ludzi..,a ty nie jesteś tą samą osobą co byłeś cztery lata temu. Ja nie wiem kim ty jesteś, bo na pewno nie jesteś tym samym Justinem, którego poznałam - pokręciłam głową.
-Jestem.. - wyszeptał.
-Udowodnij, bo jak na razie ci nie wierzę - miałam łzy w oczach, ale starałam się żeby tego nie widział.
-Owszem zmieniłem się i to bardzo, ale ja nadal jestem tym Justinem którego znałaś. Udowodnię ci to może nie teraz, ale zmienię się obiecuję - przełknął ślinę - wybacz mi.
Nie odzywałam się. Nie miałam pojęcia co zrobić.
-Lia... - jej.. jeszcze pamięta moje zdrobnienie. Uśmiechnęłam się delikatnie pod nosem.
-Ja...nie mogę - szepnęłam. Wyminęłam go. Nie mogłam tam dłużej stać. Poszłam pod salę od biologii. Tak wiem, że mieliśmy iść do dyra, ale jeśli ona myślała, że tam pójdziemy to jest śmieszna. Usiadłam pod klasą i skuliłam się lekko podsuwając nogi pod brodę. Po prostu się rozpłakałam. To dla mnie za wiele. Naciska mnie tak bardzo, ale ja nie potrafię mu teraz wybaczyć to za wcześnie.
-Lia.. - ktoś przy mnie kucnął.
-Odejdź..nie chcę z nikim rozmawiać.
-Nie zostawię cię w takim stanie do puki nie dowiem się coś się stało - podniósł mój podbródek do góry.
Westchnęłam cicho spoglądając na twarz Chrisa.
-Zgadnij z kim miałam dzisiaj matematykę.
-No nie wiem z kim ? - posłałam mu porozumiewawcze spojrzenie - No nie gadaj ! I co - spytał.
-Usiadł koło mnie..zaczął mnie przepraszać aż w końcu baba nas wywaliła z klasy, a później było już jeszcze gorzej - spuściłam głowę - dalej mnie przepraszał, zaczął mi wmawiać, że się zmieni i chciał żebym mu wybaczyła.
-Wybaczyłaś mu ?
-Nie. To za wcześnie. Za bardzo przez niego cierpiałam żeby mu wybaczyć tak szybko - westchnęłam.
-Rozumiem - uśmiechnął się.
-A ty co znowu zrobiłeś, że nie ma cię na lekcji ? - spojrzałam na niego.
-Nic takiego..zacząłem rozmawiać z tą babą na temat jej lekcji, a ta mnie wyprosiła z klasy - wywrócił oczami. Zaśmiałam się lekko. Cały Beadles. Starłam łzy wierzchem dłoni i wstałam z zimnej podłogi, bo zadzwonił dzwonek na przerwę.
-Co teraz masz ? - spytałam mając nadzieję, że ma tą samą lekcję co ja.
-Wf, a ty ?
-Kurcze.. biologię no, ale to nic, a później ? - lekko się uśmiechnęłam.
-Wos - poprawił swoją bluzę.
-Oooo ja też więc do zobaczenia - tam się z nim pożegnałam i usiadłam na parapecie, lecz po chwili podeszła do mnie Selena. Zmierzyłam ją od góry do dołu i tak jak myślałam. Krótka spódniczka, która jej ledwo tyłek zakrywała, 20 cm szpilki obcisła bluzka która pokazywała o wiele za dużo. Ale jak to ona powiedziała są cycki jest lans. Wywróciłam tylko na nią oczami.
-Czego chcesz pustaku ? - uśmiechnęłam się sztucznie.
-Widziałam cię jak rozmawiałaś z moim Justinkiem...i radzę ci zostaw go w spokoju. On jest mój, ale choćby nawet on by nie zwrócił uwagi na taką wywłokę - zaśmiała pusto.
-Uważaj lepiej żeby ci się ta twoja tapeta nie odkleiła. O matko czy ja widzę u ciebie pryszcza ? - zapiszczałam tak jak ona na co dzień.
-Gdzie ? - pisknęła.
-A niee...to tylko twój nos no cóż zdarza się. - uśmiechnęłam się cwanie.
-Jeszcze nie skończyłam z tobą - syknęła gniewnie.
-Śmierdzi ci z gęby zainwestuj w miętówki - powachlowałam się koło nosa.
Plastik tylko prychnął i se poszła. Uśmiechnęłam się pod nosem. Nie lubiłam nigdy dogadywać ludziom, ale z nią to się nie lubię od dłuższego czasu. Zadzwonił dzwonek na lekcję. Ja się podniosłam z tego parapetu i wzięłam swoją torbę którą zostawiłam wcześniej pod klasą. Weszłam do środka i usiadłam w ostatniej ławce jak zawsze zresztą. Teraz to tylko czekałam aż się ta lekcja skończy.